Wpisy otagowane jako xabea bonomiella

  • Styczeń, 2011
  • Uśmiech Alberta E.

    Dobiega końca druga doba życia małego Alberta E. Słodki stworek pije mamine mleko chętnie, jest spokojnym i takim uśmiechniętym psim niemowlakiem. Bella kocha swojego synka wręcz histerycznie, nie chce opuścić go nawet na moment. Piszczy rozpaczliwie - "podać mi Alberta" - gdy ten oddali się od niej na większy dystans niż 20 centymetrów, a przy tym zachowuje się tak jakby czegoś szukała, jakby zdawało jej się, że jeszcze gdzieś są poukrywane jej dzieci. Odnoszę wrażenie, że trudno jej pojąć, że tym razem urodziła tylko jedno szczenię.
    Nawet krótkie wyjście na dwór wprowadza Bellę w ogromny stres. Wygląda to tak: wychodzi ze skrzyni, po czym cofa się i włazi do niej z powrotem, nie jest w stanie zdecydować się na ruszenie z miejsca, mimo że pęcherz pełen i ciśnie. Rozwiązuję ten problem ubierając jej obrożę, dopinam smycz i energiczną zachętą - "idziemy" - motywuję ją do chwilowego opuszczenia Alberta. Bella wybiega z domu krzycząc rozpaczliwie co w tłumaczeniu z języka psiego na ludzki brzmi mniej więcej tak: "zostawiłam moje bezbronne dziecko, mój Albert bez opieki, oj oj oj!!!", milknie na moment aby się załatwić (widać, że wrzaski i siusianie nie idą w parze), po czym znowu strasznie krzycząc biegiem wraca do domu, do swojego jedynaka. Dopada go, obwąchuje dokładnie, przy okazji przeszukuje skrzynię, sprawdza czy aby na pewno nie ma tam drugiego, uspokaja się i kładzie obok maluszka. Uwagę swoją dzieli pomiędzy Alberta i mnie, ewentualnie Naczelnego. Zawsze ktoś z nas jest teraz przy niej i być musi, w przeciwnym razie z krtani Belli wydobywa się krzyk rozpaczy tak mocno i wiarygodnie sugerujący nieszczęście, że rzucam wszystko co akurat robię i biegnę do niej na ratunek. Wpadam do jej pokoju (przedtem to był mój pokój) i widzę uśmiechniętego Alberta E. oraz ją z miną: "dobrze, że jesteś, tęskniłam". Oj, rozpieściłam moje suczydło...
  • Narodziny - ALBERT E. Bonomiella

    Albert E. trzy godziny po urodzeniu. Nie ma to jak przy mamie!

    Jest! ALBERT E. Bonomiella, jedynak Belli urodzony 3 stycznia o godzinie 19.05. Płeć: pies, waga: 510 gramów.
    Zaskoczenie pomieszane z niedowierzaniem - jak to, tylko jeden? A gdzie siostrzyczki i gdzie braciszkowie?
    Wiedziałam, że tym razem miot będzie niewielki, ale nie spodziewałam się jedynaka. Myślałam: dwa, a może trzy.. Urodził się jeden, jedyny..
    Nie ukrywam, że trochę mi żal, że nie odchowam tym razem gromadki szczeniąt, i że przykro mi niezmiernie, że muszę rozczarować tych wszystkich, którzy tak cierpliwie czekali na malucha od nas, niektórzy nawet ponad rok... Przykro mi, że musiałam im napisać, że nie ma suczki, że nie ma drugiego pieska, że niestety ale tym razem nie...
    Mam też i powód do radości: piesek urodził się bez większych problemów, siłami natury. W dodatku śliczny jak widać i całkiem spory jak na noworodka. Cudo mojego, kochanego suczydła i cudo mojej hodowli ten Albert E. Bella wpatrzona w synka i szczęśliwa jak każda matka, on już z okrąglutkim brzuszkiem pełnym mleka. A przed nami 8 tygodni troski i opieki nad Albertem. Będę o nim regularnie donosić.
  • Grudzień, 2010
  • Trwamy

    Dzień minął na walce ze śniegiem (ja), gotowaniu (też ja), sprzątaniu (ja!) i takim ogólnym wierceniu się w koło (Piotr). Mowy nie ma aby ruszyć się z psami poza dom, bo las i pola zasypane już totalnie, a po zasolonym chodniku spacerować nam się nie uśmiecha. Tkwimy więc w domu i trwamy jak mawia Naczelny.

    Od dzisiaj mierzę Belli temperaturę ciała. Stała i cyklicznie powtarzana czynność u moich suk w terminie bliskim godziny ZERO. Na razie brak podniecających wieści, Bella w dobrym nastroju, wyglądająca na zadowoloną z siebie i otaczającego ją świata, a jej temperatura ciała to normalne dla zdrowego zwierza 38 stopni. Codzienne pieszczoty i głaskanie przyrastającego brzuszka stały się dla mojego suczydła rytuałem bez którego nie potrafi się obejść i przynajmniej raz na dwie godziny wywala się słodko na grzbiet tylko po to aby ją po brzuchu posmerać. Strasznie to fajne uczucie nie tylko dla niej, ale i dla nas. Tymczasem reszta stadka zorientowała się co w trawie, a raczej w Belli piszczy i ciekawie próbuje zbliżyć się do psiej mamy najbliżej jak tylko ta pozwoli. Dystans jednakże jest utrzymywany. Psiarnia może podejść do Belli od jej frontu, ma przyzwolenie aby zajść ją od tyłu, może ją wąchać, dotykać i trącać byle nie w okolice brzucha. Ta strefa jest dla Belli pobratymców zakazana i przy najmniejszej próbie przekroczenia dozwolonej granicy nasza ciężarna oznajmia groźnym warkotem STOP, tak że psy mimo że ciekawskie niezmiernie, trzymają się od jej boczków z dala. Żaden z nich nie ma odwagi zadrzeć z psią mamą. I słusznie.

    P.S.
    Godzina 23. Termometr zaokienny wskazuje minus 17. Za parę godzin ma być jeszcze zimniej. Trwamy!
  • Oczekiwanie

    Zdjęcie z 21 grudnia
    Kończą się święta jakoś tak niepostrzeżenie, kończy się też niebawem ósmy tydzień ciąży u Belli i już wiadomo, że jeszcze tylko parę dni, a rodzina się nam powiększy. Bella zaokrąglona obiecująco i nie ma żadnych wątpliwości, że przychówek w brzuchu siedzi i rośnie. Brzuch Belli jest głaskany, tulony, osłuchiwany i adorowany przez nas niemal do absurdu. Jeszcze jest kosmaty, jeszcze nie zgubił ze swojej spodniej części włosa, a to oznacza, że trochę czasu minie zanim uwolni tych co to w jego środku. Sutki sterczące z brzucha i klatki piersiowej już całkiem spore i tylko czekać, a pojawi się w nich mleko. Codziennie widzę zmiany w wyglądzie i zachowaniu Belli, z dnia na dzień obwód w "talii" jej się powiększa, maleje natomiast temperament. Jej aktualny stan psychiczny jst adekwatny do fizycznego (zaawansowana ciąża!) i równa się humorowi dostojnej matrony wraz z całkowitą obojętnością co do poczynań reszty stada.. Żadne zabawy z psami przyszłej mamy nie kręcą, a tylko dwie czynności sprawiają jej niekłamaną przyjemność: obfite jedzenie i spanie na kanapie. Co poniektórzy nasi znajomi, ci bardziej niecierpliwi, chcieliby już wiedzieć ile psich dzieci w brzuchu Belli siedzi... Pewnie kilka i raczej mniej niż więcej. Dokładniej zdefiniować nie potrafię, ale ci co wiedzą co mam na myśli to się domyślają, że miot spodziewany raczej niewielki. Zaciskam kciuki za szczęśliwy poród i za zdrowe szczenięta, bo przecież nie ilość jest istotna, nieprawdaż?
  • Zimowe kwiatki

    Piotr ma swoje przeróżne powiedzonka i czasami potrafi mnie nimi naprawdę zaskoczyć tak, że staję z otwartymi ustami nie wiedząc jak zripostować. Niezaprzeczalny wpływ na kwiecistość i urok wyrażeń mojego męża ma z pewnością jego fizyczna aktywność, czytaj: praca w domu i w (za)ogrodzie. Dzisiaj po dwugodzinnym machaniu w śniegu różową szuflą, po przepychaniu wraz z udziałem dwóch silnych chłopów z sąsiedztwa naszego pojazdu z jednej śnieżnej zaspy w drugą, po odmrożeniu drzwi wejściowych czy też zamka w nich (nie wnikałam), wrócił ściekły do domu, rzucił czapką i rękawicami, po czym jednym tchem wyrecytował: "można się kwiatem różanym poro....". Zapisałam szybko aby mi nie umknęło. Zima dopiero nam się rozpoczęła, jak tak dalej będzie szło, to pewnie i cennych powiedzonek Naczelnego uzbiera się na spory tomik.

    Pampus śnieżny..
    ...podziwia Bellę
    A tymczasem Bella okrągleje i nic sobie z aury nie robi, jako że prawie nie wychodzi z domu. Nie chce i już. Tyle tylko co musi. Inaczej Pampus. Ten najchętniej siedziałby dzień cały w śniegu. A zachwycony przy tym, a szczęśliwy, że aż żal o wiośnie pomyśleć. Wczoraj pochwaliłam się zdjęciem Pampusa na facebooku, a dla tych co nie widzieli wklejam do bloga. Przy okazji nadmienię, że w tym tygodniu nasz mały Pampek kończy 12 miesięcy. Wszystkiego Najlepszego Roczniaku!

Strona 4 z 9, łącznie 42 wpisów