Wpisy otagowane jako xabea bonomiella

  • Wrzesień, 2011
  • Plany i zamiary

    Bella
    XABEA Bonomiella (Bella)
    W planach hodowlanych drobne zmiany, aczkolwiek zasadnicze: tej zimy nie będzie u nas szczeniąt, prawdopodobnie następnej też nie, ale za to będa wiosną i latem. Reszta planów zmianie nie ulega - te same suczki, te same psy reproduktory, tylko wszystko trochę wydłuży się w czasie. Dla mnie przesunięcie terminów narodzin psich milusińskich oznacza trochę wytchnienia, czas na intensywniejsze zajęcie się dorosłą gromadką moich czworonogów no i czas dla rodziny i na urlop. Dawno już nigdzie nie byłam... A tymczasem korzystam z pięknej pogody wraz z moim najdzielniejszym piechurem - Bellą. Obie staramy się złapać jak najwięcej słońca i wzmocnić się na tyle, aby starczyło nam kondycji do wiosny. Siła i energia będzie nam obu potrzebna - jej do odchowania wiosennych dzieci, mnie do opieki nad nią i jej przychówkiem.
    Do następnego razu!
  • W luźnej skórze

    spacer z Bellą
    To zdjęcie otrzepującej się energicznie Belli wykonał mój syn Tomek podczas naszego wspólnego spaceru. Świetne ujęcie, nieprawdaż? Nic dodać, nic ująć, no chyba tyle tylko, że widoczny fragmnet ludzkiej postaci po lewej od psa, przedstawia mnie.
    Miłego weekendu!
  • Sierpień, 2011
  • Letnie klimaty

    Borówka brusznica
    Owoce jarzębiny
    Kwitnące wrzosy
    W lesie czerwona jarzębina, wrzosy, grzyby. Idzie jesień. Pomaleńku, ale zdecydowanie i nieodwołalnie. Z jednej strony trochę mi żal, że lato prawie na wylocie, a z drugiej cieszę się na długie leśne spacery, których latem, z powodu źle przez moje psy znoszone wysokie temperatury, mamy trochę za mało. 18 stopni albo i mniej to jest to co shar pei lubi najbardziej, przy dwudziestu też jeszcze cieszy się wędrówką, ale jakoś tak bez większego entuzjazmu, a powyżej 23 stopni jego dziarski trucht zamienia się w leniwe człapanie, wywieszony z pychola język zwisa smętnie, a pies ma wypisane w oczach pytanie czy długo jeszcze będziemy tak iść.
    na leśnej drodze
    Bella
    Dzisiaj wychodząc na leśny spacer odnotowałam, że termometr pokazuje 19 stopni, że słońce nie przypieka, a wiatr nie urywa głowy. Pogoda więc idealna na długie chodzenie. Powędrowałam wraz z Bellą niezły kawał drogi - według mojego krokomierza (bardzo motywująca do spacerów rzecz!) zrobiłam 7180 kroków. Może poszłybyśmy jeszcze dalej, ale zaczęło się coś zmieniać z pogodą, chmury się rozeszły, przygrzało słońce no i zaraz zrobiło się ciepło. Za ciepło dla Belli i za ciepło jak dla mnie. Powrót był ciężki. Do domu doturlałyśmy się na tzw. ostatnich nogach. Termometr zewnętrzny wskazywał dobre 24 stopnie. Wpadłyśmy w pułapkę lata!
  • Kwiecień, 2011
  • Słonecznie


    .. głową w ścianę!
    piją, śpią i rosną

    Pomału łapię już pion. Szczenięta rozwijają się dobrze, nie płaczą w nocy, zaczęliśmy więc normalnie sypiać. Norma u nas wygląda tak, że ja kładę się - jak to mówi Naczelny - "Bóg wie kiedy", on wstaje z przyzwyczajenia i rozpędu bladym świtem, i tym sposobem przy szczeniętach jesteśmy prawie na okrągło. Doglądamy, zaglądamy, cieszymy się nimi. Mnie bolą kolana i plecy od kucania przy nich, ale nie mogę się powstrzymać od wpatrywania się w maluchy, są jak najlepszy spektakl, a przy tym jedyne i niepowtarzalne. Nasze domowe życie po stresie dwóch prawie jednoczesnych porodów normalizuje się, a zmęczenie, które dawało mi się we znaki w ostatnich dniach, puszcza. Również starsze psy zaczynają znowu odczuwać, że nie wszystko kręci się wokół szczeniąt, że dla nich też mamy serce i czas. Pogoda sprzyja nam wszystkim, spacery w las powróciły, psy z tego powodu szczęśliwe, co widać na górnym załączonym zdjęciu. Pozują atletyczna Bella z doganiającą ją wzrostem Aferką. Słonecznie, tak jak lubię.

  • Marzec, 2011
  • Dwa spacery

    Aferka

    Ależ piękny dzień mamy za sobą! Koło południa zapięłam Aferkę w szelki i ruszyłyśmy w nasz kępiński step. Ja z aparatem na szyi, Aferka węsząca i szukająca różności. "Popatrz pańcia jaki ładny patyk!". Trzask, trzask i już pogryziony w drzazgi. "Ej pańcia, widzisz jaki ładny kamyk znalazłam?". Nie, nie, kamyk zostaje szybko usunięty z przepastnej paszczęki Malca, a on już zapomniał o stracie i poszukuje dalej. Znowu patyki, kępy zeschłej trawy, przynosi, oddaje, cieszy się, że ma, że może się pochwalić, biegnie szukać następnych. I nagle coś ma, coś znalazła, widzę że z paszczy wystaje.. Ale to nie patyk, to coś innego, coś co wygląda podejrzanie.. "Aferka ,oddaj!" - wołam. "Nie, nie, tego nie dam, to moje!" - przekorny błysk w oku. Jestem szybsza, dopadam Malca , niewiele myśląc sięgam ręką do pyska, chwytam za coś zimnego, śliskiego. Mysz polna! Martwa, przegryziona w połowie. Fuj!!! Nie mogę się powstrzymać przed wydaniem z siebie bardzo głośnego krzyku obrzydzenia: "aaaaaaaaaa!!!". Odrzucam padlinę tak daleko jak tylko mogę, dopinam Aferce do szelek smycz i szybko oddalamy się z tego miejsca.

    Godzinę później kolejny spacer, tym razem z Bellą i już nie przez "zamysione" pole, lecz przez las. Pięknie było, chociaż wiosny w lesie nie widać. Drogi przeważnie błotniste, dopiero rozmarzają, niektóre z nich pod wodą i lodem. I ta cisza... Ptaków jeszcze nie słychać, jeszcze nie czas.
    A poniżej zdjęcia z leśnego spaceru
    Bella w drodze do lasu
    spacer znajomą ścieżką
    ładnie tu, ale gdzie ścieżka?
    oj nie! droga pod wodą!
    powrót z bezdroża

Strona 2 z 9, łącznie 42 wpisów