Wpisy otagowane jako xabea bonomiella

  • Czerwiec, 2013
  • Co porabiamy gdy pada deszcz

    Jestem zajęta. Pojęcie, które rozdrażnia Naczelnego.
    - Zajęta? Co to znaczy? Woda w tobie stoi?
    To tak na marginesie. Nie mogłam się powstrzymać aby nie wtrącić zapytań Piotra, które zawsze jakoś zbijają mnie z pantałyku.

    Tymczasem pracuję intensywnie nad nowym projektem mojej strony, takim co to będzie dobrze dawał się oglądać nie tylko na PC czy laptopie, ale też w smartfonie i na tablecie. Duch czasu mnie popędza i zmusza do zmian.
    Deszczowa aura sprzyja siedzeniu w domu, a w moim przypadku dodatnio wpływa na koncentrację.

    Read More

  • Kwiecień, 2012
  • Już wszystko wiadomo

    Święta, święta... Jedna z najzimniejszych Wielkanocy od kiedy sięgam pamięcią. Zimno było już w piątek, jeszcze zimniej w sobotę, a świąteczna niedziela posypała nam śniegiem wymieszanym z deszczem.

    Za to lany poniedziałek przepędził wszelkie złe demony: te paskudzące aurę oraz te niweczące plany i wprowadzające zamieszanie w hodowli. Ociepliło się, są i cieczki. Oczekiwania na te wydarzenia mocno nadwyrężyły nam nie tylko plany hodowlane, ale i te prywatne pod nazwą "urlop". Tak czasami w naturze bywa, że nie zawsze można ułożyć grafik terminów urodzin, ale pocieszam siebie w kwestii urlopowania, a oczekujących na maluchy, że sytuacja już klarowna i wiemy, że szczenięta urodzą się w granicach 15 czerwca, i że najpierw będą od Belli, a zaraz potem od Moni.

    Zapowiada się nam gorące i pracowite lato.

    A tymczasem duet najmłodszych, czyli Aferka i Pampus zaprzątają nam niemalże całą uwagę. Ona w owulacji, więc pilnowanie jej przed psem dniem i nocą. On marudny, kapryśny i bez apetytu. Zje, ale dopiero gdy się go poprosi. I postać przy nim podczas konsumpcji też trzeba, w przeciwnym razie miska pozostanie nietknięta. Tęsknota do suczki go zżera.

    Aferce apetyt dopisuje, wybredna nie jest ani trochę, a wręcz przeciwnie, pożera wszystko co jadalne i niestety niejadalne. W domu niczego nam nie niszczy, ale w ogrodzie owszem. To, że wyrywa całe kępy trawy razem z korzeniami, jakoś mogę przeboleć, ale to, że połyka kamienie, już nie. Zaczynam coraz poważniej zastanawiać się nad kupnem kagańca dla Aferki. Tylko gdzie ja taki dostanę....?
  • Marzec, 2012
  • Więcej luzu

    Do dzisiaj spacer drogą przez wieś miał dla mnie swoje dwa krytyczne miejsca: histerycznie jazgoczące małe pieski za jednym ogrodzeniem i wybieg dla kur za drugim.
    Przejście z Bellą obok jednego lub drugiego parkanu nie było łatwe. Już kilkanaście metrów przed posesją z pieskami Bella zniżała się prawie do ziemi i posuwała do przodu na mocno ugiętych nogach. Jej spojrzenie nie wróżyło nic dobrego, trzymałam więc smycz tak mocno jak tylko mogłam. Obawiałam się, że jeśli tylko lekko poluzuję smycz Belli, ta z pewnością chwyci któryś z wystających przez siatkę pyszczków....
    Podobne reakcje obserwowałam u Belli gdy mijałyśmy kurnik, z tym, że kury nie prowokowały, a wręcz przeciwnie, odsuwały się w najdalszy kąt swojego podwóreczka, jakby przeczuwając, że zamiary mojego psa do szlachetnych nie należą.

    A dzisiaj stało się. Bella wyrwała mi się, doskoczyła do ogrodzenia, zza którego trwożnie spoglądały na nią kury... i zaniemówiła. Żadnego szczekania, żadnej szarpaniny ze mną czy też wściekłego rzucania się na płot. Nic z tych rzeczy. Grzeczny i dobrze ułożony pies. Stoi i patrzy sobie spokojnie na drób. Jak widać na zdjęciu.

    Napatrzyła się i dalej już bez sprzeciwu poszła ze mną na spacer.

    Wracając raz jeszcze odwiedzamy kury, po czym idziemy w kierunku rozkrzyczanych małych piesków. Postanawiam zaryzykować i pozwałam Belli dojść do płotu. Bella, trzymetrową odległość pokonuje jednym susem i staje przed ogrodzeniem jak wryta. Wystające przez siatkę małe mordki jak na komendę cofają się do wewnątrz. Ciekawość jednak zwycięża i pieski podchodzą do płotu, jeszcze nieufne, ale zaciekawione tym co nastąpi. Jak Kargule i Pawlaki. Napięcie opada, pozostaje tylko obopólne zainteresowanie. Nikt się nie awanturuje, nie jazgocze, zero agresji. Po chwili ogony wachlują powietrze.

    Czyli to wszystko, co zdarzało się przedtem to była tylko poza, ewentualnie stres i napięcie spowodowane zbyt krótką i napiętą smyczą.
    Już wiem, że czasami trzeba poluzować.
  • Grudzień, 2011
  • Wariacje hormonalne

    Bella - zwykle opanowana i rozumna

    Zaczęło się z Bellą przed kilkoma dniami.
    • Chęć do wyjścia na spacer i jeszcze szybciej żądanie głośnym piskiem natychmiastowego powrotu do domu.
    • Płacz i buczenie, że Simonka rozciągnęła się na całą swoją długość na kanapie i Belli za ciasno.
    • Kaprysy przy porannym posiłku i żarłoczne rzucanie się na wieczorny.
    • Żebractwo przy stole - "daj jabłko! daj banana!" - po czym odwracanie się z nieukrywanym wstrętem od owoców.
    • Żałosne skomlenia nad zwiniętą w kłębek Monią - dlaczego ta śpi, skoro Bella chce się z nią akurat bawić?
    • Molestowanie Aferki (w wiadomy sposób) przy każdej nadarzającej się okazji.

    To tylko kilka przykładów z długiej listy ostatnich zachowań mojej zwykle zrównoważonej i grzecznej Belli.

    Do tego zmiany fizyczne: wielkie cycory, a w nich początek produkcji mleka.

    I wszystko jasne. Ciąża urojona w pełnym rozkwicie.

    - Ona chce szczeniaków - próbowała oświecić mnie jedna z koleżanek.
    - Możliwe. Tylko dlaczego ciągle chce kryć Aferkę?? Co też znowu ulęgło się w psiej głowie?

    Na razie próbujemy pomóc Belli domowymi sposobami: owinęliśmy psinę szerokim bandażem dookoła korpusu, pod cycuchami umieściliśmy kompres nasączony kwaśną wodą. Zwykle w takich sytacjach zawijanie psa pomagało, powinno teraz również zadziałać. Zawsze to lepsze niż piguły z apteki.
  • Październik, 2011
  • Co komu do miski

    Trzy gracje - Bella, Aferka i Monia czyli: Grzmot, Grzmotek i Grzmoteczek

    Afera i Monia
    W sierpniu użalałam się na blogu nad Monią, że taka chudzina, że żebra jej widać, że jakoś nie może po odchowaniu gromady szczeniąt dojść do siebie. Czas minął, Monia, mimo że gdy nie śpi to w nieustannym ruchu (takie małe psie ADHD) to poprawiła się, żeber już nie widać, sylwetka młodzieńcza jak przed macierzyństwem, aż miło na nią popatrzeć. Normalna karma, mimo, że z wysokiej półki nie była w stanie podtuczyć naszej Rudej, sięgnęłam więc po karmę dla psów aktywnych, a na pozytywny efekt nie trzeba było długo czekać. Wysokoenergetyczną karmę dostaje też Pampalini i trochę się po niej także zaokrąglił. Bella i Simonka - dwa grzmoty, a nie suki - cały czas na standardowej eukanubie dla psów dorosłych, chociaż nie wiem czy nie czas aby wziąć grubaski na dietę... Aferka, nasz najmłodszy, chociaż wcale nie najmniejszy grzmotek, już ostatni miesiąc na karmie dla szczeniąt, bo i dorośleje i coraz częściej łakomie i zazdrośnie zagląda do misek Belli i Simonki. Wiadomo, cudza guma do żucia smakuje lepiej...

Strona 1 z 9, łącznie 42 wpisów