Wpisy otagowane jako morcheeba bonomiella

  • Październik, 2010
  • Zasada kompensacji

    Wiola z psami "nos w nos, oko w oko"
    rodzinnie - Morcheeba i Misiek
    dwie zadumane: ja i Mo
    Poprzedni wpis wprowadził czytelników w temat gdzie, u kogo i z kim zamieszkała Pocoyo. Zanim opuściła nasz dom aby przeprowadzić się w góry nad morze, jak obrazowo ujmuje to Artur, zaznajomiła się ze Wspomnianym, z Wiolą, i z Mo, którzy rodzinnie przyjechali po swe kolejne psie dziecię. Pogoda dopisała, więc i spacer kępińskim lasem zrobiliśmy niemały, czego dowodem i pamiątką załączone fotki. Pięknie było. Yeah!

    Życie jednak nie znosi próżni, jeśli coś było pięknie udane, coś innego musi być be i nie ma od tego odstępstw. Taka dziwaczna i złośliwa zasada kompensacji, którą niestety obserwuję od lat. Dopadła nas, a ściślej ujmując mnie i Cheri alergia w najobrzydliwszej formie, jaką można by sobie wyobrazić. Zaczęło się u mnie bolącym gardłem i kapiącym jak zepsuty kran nosem, potem ciurkiem popłynęły łzy z oczu Cheri, a po paru godzinach jej umęczone ślepka zapuchły i przestały patrzeć w ogóle. Dicortineff w kroplach do oczu okazał się dla Cheri skutecznym lekiem, zapuchnięcie przeszło jak ręką odjął, ja poratowałam się prochami i po alergii tylko złe wspomnienie. A przyczyna? Nowy, polecany, cudownie pachnący płyn do płukania prania... i podobno zupełnie nieszkodliwy. Dałam się zwieść reklamie... Eeeee, fuj..... Obejdziemy się bez takich wynalazków!

    Na koniec elektryzująca wiadomość dla tych co czekają na szczenięta i dla tych co to nam dzielnie przy ich odchowywaniu kibicują. Bella (XABEA Bonomiella) ma cieczkę, a to znaczy, że z początkiem stycznia (jak dobrze pójdzie) pojawią się u nas kolejne maluchy. O YES!!!!!! Dobra wiadomość, nieprawdaż? Mon Cheri też ma cieczkę, ale to nic nie oznacza, no może tylko tyle, że za parę dni Misiek i Pampus będą z obłędem w oczach szaleć i chcieć, chcieć i szaleć.
  • Miłego plażowania

    Morcheeba plażuje
    Gonitwa z plażowiczem
    Coś wydaje mi się, że ci co mieszkają nad morzem są w stanie permanentnego, słodkiego urlopowania się. I chyba w tym moim wydawaniu jest odrobina racji, bo wystarczy spojrzeć na uradowaną Morcheebę, biegającą lub wylegującą się na plaży w stylu istnie wypoczynkowym. Nam pozostały spacery lasem. Też ładne, ale jakoś-takoś codzienne, bez urlopowego nastroju. Pewnie dlatego, że w uczęszczanym przez nas lesie nie ma morza. Ba, nie ma nawet rzeki, ani strumienia. W ogóle nie ma wody. No, chyba że w kałużach...
    Za zdjęcia Mo wraz z życzeniami MIŁEGO PLAŻOWANIA pięknie dziękuję Wioli. Oj, jak fajnie się mają i urlopują ci co nad morzem.
  • Wrzesień, 2010
  • Kłaczek

    Początki
    O tak!
    Tu i tam
    Zapłata
    Mo postanowiła, że zsynchronizuje się z nastaniem kalendarzowej jesieni, co objawiło się wszędobylskim pozostawianiem blond-kłaczków. Liście opadają, to i sierść leci. Za to codzienne czesanie przynosi nam wiele przyjemności. Morcheebie chyba nawet więcej niż mi, bo patrząc na zdjęcia odnoszę wrażenie że chwilami mocno się zatraca w przyjemnościach. A tu jest dowód.
  • Mo z dziećmi

    Najpierw literatura fachowa

    Morcheeba kontakt z dziećmi miała od samego początku swojego pobytu w górach nad morzem. Najpierw w swoim czwartym miesiącu życia poznała Gabrysię i Antosia. Dwa miesiące później poznała Magdę i Kubę. O malcach spotykanych na podwórku nie ma co wspominać, bo nie o tym chcę pisać. Ostatnimi czasy do wspólnego spędzania czasu dołączył Aleks i Maks.
    Nigdy nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń do relacji między naszą psinką a małymi dziećmi. Mo miała temat opanowany od samego początku perfekcyjnie, a nam pozostało podtrzymanie umiejętności. Zwykle zaczynaliśmy od wspólnego leżakowania. Pewnie ktoś to skwituje nonsensem, ale niech tym prędzej zwróci uwagę, że to teren rekreacji Mo. Oczywiście, aby wzmocnić bodźce i wykluczyć aspekt wyjątku od reguły ponawiliśmy próbę w trudniejszych warunkach. Potem już tylko chwila dzieliła od konfrontacji. Wzajemne relacje są od zawsze prawidłowo uformowane, silnie ukorzenione, a tworzone więzi wzajemne niezwykle silne!
    Maluchy, które mają kontakt z Mo wprost za nią przepadają! I owszem nie jest to potulny retriver, któremu można bez mała oderwać ucho, ale do budowania odpowiedzialności, wzajemnej troski i szacunku wprost idealna. Mo sama dba o prawidłowe kształtowanie granic tolerancji zachowań i w przypadku wątpliwości, zawsze oczekuje na naszą reakcję. A ta jest zawsze sprawiedliwa i w tym tkwi beztroska oraz wzajemnie mocno okazywana miłość!

  • Jutro minie 15. miesięcy

    Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, prawie nad samiutkim brzegiem morza, zamieszkała z nami Morcheeba jasnowłosa. Blond księżniczka, której nic nie straszne, ale za to wszystko wiedzieć musi. Czas już jakiś temu, mędrcy przestrzegali tego zbója słodkiego w owczą skórę skrytego, aby się ustatkował i nabrał stosownej do wieku powagi. Ale cóż tam, nic jednak z tego. Drwiła wszakże z wszystkich i z wszystkiego, aż wióry leciały, aż morał nadejść musiał.
    Zła wiedźma - zwana Losem - się zebrała nad garem, pazury upichciła i klątwę na sielankę rzuciła. O nieboga nasza, taka przecie słodka, teraz cierpi nie wiadomo za co. A że napadała psiaki? A że ludzi o zawał przyprawiała? Chłopów na szkwał wszak brakuje, więc cóż za dziwota, że chybcikiem uciekają gdy niebo spochmurnieje, a wiatr zadmie, czy szelest jaki wzniecie.

    Aby zażegnać problemu król artur co się zowie, wystąpił na dwór i tako ożekł wobec tamże zgromadzonych: "Hej, mężni i nieustraszeni! Temu, kto się nie przelęknie, po cienkie linie przemknie, a włos z głowy nie spadnie, temu serce Morcheeby na wieki przypadnie! Zanim piętnasty miesiąc minie, zanim palić trzeba będzie w kominie, a trawa jeszcze bujna i zielona, niskim słońcem azaliż trącona, ruszajcie, aby się zmierzyć z lękiem, by przyszłość swą spędzić z wdziękiem!"
    Konkury trwały, nieboga nie jadła tydzień niemal cały, smętnym okiem patrząc, jak kolejne adonisowe czworonogi przepadały, na zawsze i z kretesem, jak konowały. Aż pewnego dnia, gdy słońce wzeszło wysoko na nieboskłonie, chmury się rozsłoniły a Mo i Woj Filipek zbliżyli do siebie skronie. Cienka lina nie naruszona próbę przetrwała, a serca ku sobie wzajem niezawodnie rozgrzała. A morał tej bajki taki, że nie ten co wielki ciałem zwycięża, ale z sercem tego jedynego poszukiwanego męża.


    Szkopół tkwi w szczególe
    Woj Filipek blisko celu
    Pierwsze maślane spojrzenie
    Wiwat, wiwat Zwycięzcy!

Strona 1 z 5, łącznie 22 wpisów