Wpisy otagowane jako mon cheri bonomiella

  • Wrzesień, 2012
  • O ciężarnej słów kilka


    Monia co dzień grubsza. Przez ostatni tydzień powiększyła się w obwodzie o całe 7 centymetrów i mierzy ich aż 76!! Apetyt w dalszym ciągu jej dopisuje. Je za dwa psy, a i w tzw. międzyczasie doprasza się o smakołyki. Nastrój też u niej dobry, chociaż duży brzuch wyraźnie zaczyna jej ciążyć. Męczy się moje suczydło szybko, po każdym wysiłku kładzie się, odpoczywa, dyszy.. Pozycję przy leżeniu przybiera inną niż zazwyczaj, bo nie wyciąga się już "jak długa", ale podkula tylne nogi gdy leży na brzuchu, tak aby ten nie był uciskany. Najchętniej jednakże leży na boku, demonstrując nam całą okazałość swojej sporej już ciąży. Wystarczy, że tylko zbliżę się do niej, a już przewraca się na grzbiet, zachęcając mnie do głaskania brzuszyska. Oczywiście, że robię to. Sutki też się powiększyły, a jest ich, takich gotowych do macierzyństwa, aż dziewięć i jedna malutka. Zobaczymy w ilu będzie mleko i ilu będzie tych do jego ssania. Już nie mogę się doczekać!
    Tymczasem siedzimy w domu, nie ma mowy nawet o krótkim spacerze, deszcz leje nieprzerwanie już drugi dzień, zdjęcie Moni tak na szybko zrobiłam w ogrodzie.
    Do następnego razu!
  • W oczekiwaniu na szczenięta

    Przed Monią jeszcze dobre dwa tygodnie ciąży, a może i trochę więcej.
    Tymczasem dzisiaj Światowy Dzień Urody i z tej okazji bardzo-bardzo aktualne zdjęcia naszej urodziwej. W odniesieniu do ubiegłego tygodnia poza widocznie większym brzuchem, niewiele się u Moni zmienia. No może to, że dłużej i częściej w ciągu dnia sobie posypia i zdecydowanie więcej je. Pierwszy posiłek wciąga w siebie z apetytem rano, drugi o 15-tej, a o 22-giej domaga się trzeciego i oczywiście dostaje. To "domaganie się" polega na wysyłaniu bardzo zrozumiałych sygnałów, czyli przy jednoczesnym ruszaniu żuchwą i oblizywaniu się, intensywnym wpatrywaniem mi w oczy. Mądra, subtelna psina, wie w jaki sposób zasygnalizować swoje potrzeby!
  • Ciąża

    Jeszcze przed paroma dniami ciąża Moni była tylko w domysłach, przypuszczeniach i nadziei. Teraz widoczna, stała się faktem. Brzuch wyraźnie powiększony, sutki w kształcie sterczących na boki stożków i cała Monia wyglądająca przy tym tak słodko, aż chce się na nią patrzeć.
    Zachowanie jej niewiele jeszcze się zmieniło. No, może tylko tyle, że Monia bardziej spragniona pieszczot niż zwykle, chodzi za mną dosłownie krok w krok. A i spacery cieszą ją bardzo. Mimo przyrastającego brzucha nadal zwinna i pobiegać sobie jeszcze lubi.
    Apetyt ma więcej niż dobry, dzisiaj zawartość miski została nie tyle zjedzona co wchłonięta w okamgnieniu, a miska po posiłku starannie wylizana. A jeszcze przed tygodniem były kaprysy, kręcenie nosem i nic, ale to nic nie potrafiło Moni zachęcić do jedzenia. Porcje były tylko lekko lizane lub zjadane zaledwie w połowie. Czas kaprysów i fochów szczęśliwie za nami.

    I to by było na tyle, a za tydzień następne zdjęcia Mońci
  • Lipiec, 2012
  • Najnowsze zdjęcia Mon Cheri

    Tu Monia z ciotką Simonką. Simcia nie mogąc doczekać się własnej sesji zdjęciowej, weszła w kadr
    Przy ogrodzeniu. Stoją i kogoś wypatrują. Monia na pierwszym planie
    O, poruszenie. Przyszedł Pampus. Odizolowany z powodu cieczek.
    Parę aktualnych, bo dzisiejszych zdjęć naszej Mon Cheri. Monia ma się dobrze, nic a nic nie zmieniła się po poprzednich szczeniętach. W dalszym ciągu dziewczyna zgrabna-szczupła i ciągle jeszcze z niej domowy wesołek-wariatuńcio, co rzecz jasna wszystkich cieszy. I pomyśleć, że za dwa miesiące będzie niańczyć szczenięta. O ile natura pozwoli... Trzymamy mocno kciuki za Monię!
  • Maj, 2012
  • Jak to Monia z Aferą żabie stracha napędziły

    rudowłosa Monia
    blond Afera
    Nie pozwalam psom polować na nic co fruwa, skacze, żyje w ziemi lub na niej. "Nie" dla ataków na krety, nornice, mrówki czy muchy.
    Polowanie na muchy jest zajęciem już samym w sobie idiotycznym, więc takiemu zachowaniu stanowczo się sprzeciwiam. Nie wiem czy pies potrafi odróżnić muchę od osy, a osę od pszczoły bądź co gorsza od trzmiela, więc jeszcze raz stanowcze "nie" jeśli chodzi o chwytanie owadów. Wiśnie już przekwitły i zmniejszyła się ilość skrzydlatych, ryzyko użądlenia zmalało. Nie znaczy to jednak, że można moje czworonożne towarzystwo zostawić bez kontroli w ogrodzie. Zawsze, ale to zawsze znajdą jakieś słabsze od nich stworzenie do dręczenia. Dzisiaj znalazły żabę. Dużą żabę trawną. Aferka trącała nieznanego jej zielonego stworka łapą, usiłując przewrócić go na grzbiet, Monia zaś dzielnie jej przy tym sekundowała, kłapiąc nad żabą zębiskami.

    Odpędziłam psy, a Naczelny zagarnął żabę na ogrodową łopatę i przerzucił za ogrodzenie, poza zasięg naszych milusińskich. Żaba gdy tylko znalazła się na łopacie wydała z siebie odgłos przerażenia, coś w rodzaju donośnego "quiiiiiiiiiii!". Zabrzmiało to wyraźnie dramatycznie. Po chwili leżała już spokojnie w trawie, nie dręczona i nie molestowana przez nikogo. Leżała bez ruchu i wyglądała na martwą. Zrobiło mi się przykro, byłam pewna, że jej żywot zakończył się, że najpierw Monia z Aferą, a potem Piotr pomogli przenieść się żabie do innego wymiaru niż nasz. Co raz to podchodziłam popatrzeć na żabę, ta jednak ani drgnęła.

    Kolację zjedliśmy bez większego apetytu. Temat martwej żaby nie sprzyjał nastrojowi.

    Po jedzeniu poszłam raz jeszcze do ogrodu. Miejsce, na którym pozostawiliśmy żabę było puste. Nie było jej nigdzie. Poszła sobie, artystka jedna!

Strona 4 z 9, łącznie 45 wpisów