Wpisy otagowane jako lasimonne bonomiella

  • Wrzesień, 2009
  • Szok anafilaktyczny, czyli dzień grozy

    Simonka
    Wczoraj Cheri wkroczyła dziarsko w czwarty miesiąc życia, z urzędu została zaszczepiona po raz trzeci, a wraz z nią Simonka, u której minął już rok od szczepień. O godz. 13 obie psiny potraktowane zostały szczepionką firmy Fort Dodge, z tym że dla starszej doszło jeszcze szczepienie przeciwko wściekliźnie. Po godzinie wydawało mi się, że obie dobrze zniosły szczepionkę, więc wycieczka do miasta i jeszcze krótki spacer.

    Godzina 15. Wróciliśmy do domu, psy w wyśmienitych nastrojach. Podałam im jak zwykle o tej porze jedzenie, zjadły ochoczo i wylizały do czysta michy.

    Godzina 17.30. Piotr lakieruje na poddaszu deski, mające służyć za podłogę do nowej altanki. Na dworze zimno, wieje przykry wiatr, siąpi deszcz. Okna na poddaszu otwarte, woń farb i lakierów nie powinna nam dokuczyć. A jednak... Zimne powietrze opadło w dól ciągnąc za sobą opary farb, zapach jest nieznośny. Czuję jak drapie mnie w gardle, oczy mnie pieką.

    Godzina 17.45. Zauważam, że Simonce zapuchły oczy i to tak mocno, że nie widać ich spod powiek. Podaję jej do wypicia wapno i zakrapiam oczy dicortineffem. Chwilę później obdzwaniam wszystkich okolicznych weterynarzy, niestety nie mogę nikogo zastać. Sobota, wczesny wieczór, nie ma nikogo kto mógłby pomóc. Beznadzieja i rozpacz!

    Godzina 18. Simonka ma już nie tylko zapuchnięte oczy, ale i całą głowę. Na ciele pojawiły się bąble o średnicy kilku centymetrów. Psina niespokojna. Biega w te i we wte, rzuca się na podłogę, drapie się chaotycznie, oddech ma płytki, kontakt z nią utrudniony. Rany, co robić, gdzie szukać pomocy... Wściekam się, że mieszkam na prowincji, gdzieś na peryferiach cywilizacji, gdzie do najbliższej czynnej lecznicy ponad 60 kilometrów. Ponad godzina jazdy. Nie, tak długo Simonka nie wytrzyma, udusi się, trzeba działać inaczej.

    Godzina 18.05. Wskakuję do auta i gnam jak szalona do Apteki, do Kępna. Tłumaczę gorączkowo, że recepta będzie, że doniosę jutro, że chodzi o życie, więc szybko, szybko... Wtykam w kieszeń otrzymany diprophos i pędzę do domu. To tylko 8 kilometrów, ale droga dłuży się straszliwie, no i te nerwy napięte do granic, i strach.

    Godzina 18.30. Podaję domięśniowo prawie już nieprzytomnej psinie przywieziony z apteki diprophos. Dziecinnie oczekuję natychmiastowej poprawy, zaciskam dłonie do bólu i siłą powstrzymuję się aby nie płakać z bezsilności i strachu o moją kochaną Simonkę. Mijają minuty, kwadranse. Oddech u Simonki wraca do normy, jej stan stabilizuje się. Przytulam psinę, całuję ją i płaczę ze szczęścia. Najgorsze już za nami.

    Dzisiaj Simonka ma się wyraźnie lepiej, powiedziałabym, że prawie dobrze. Bąble z ciała poznikały, apetyt jej dopisuje, jest jednak wyraźnie zmęczona.
    Nie wiem co było przyczyną tak ostrej reakcji alergicznej. Szczepienie? Być może, chociaż biorąc pod uwagę czas od podania zastrzyku do wystąpienia szoku, to wydaje się mało prawdopodobne. Jednak sięgając pamięcią wstecz przypominam sobie szczeniaczka, który dostał szoku anafilaktycznego w 4 godziny po szczepieniu. I nikt wtedy w domu nie używał ani farb, ani lakierów z intensywnymi zapachami.

    A może jednak była to reakcja na wspomniane farby. Teraz do tego nie dojdę. Tak czy owak Naczelny ma szlaban na lakierowanie desek w domu. A przy następnym szczepieniu poprosimy o szczepionkę innej firmy.
  • Kwiecień, 2009
  • XXVIII Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych. Opole 2009

    Na ringu - wystawcy frontem, psy tyłem. Piotr ze Simonką drugi od lewej.

    Na wczorajszej Międzynarodowej Wystawie Psów Rasowych w Opolu moja Lasimonne Bonomiella (Simonka) debiutując, wywalczyła w klasie młodzieży srebrny medal. Konkurencja była spora, bo aż 6 suk, a psina moja speszona nieziemsko. Pierwsze koty za płoty, następna wystawa powinna być już dla Simonki mniej stresującą. Ta była dla niej ogromnym przeżyciem!
    Simonkę wystawiał Naczelny, i to nie dlatego, że tak chciał (przeważnie nie chce), ale dlatego, że Simonka przy nim czuła się pewniej niż przy mnie. Wiadomo, męskie ramię daje poczucie bezpieczeństwa! Ja natomiast zajęłam się tym co lubię bardziej niż paradowanie po ringu, czyli fotografowaniem.
    To był bardzo piękny dzień!
  • Styczeń, 2009
  • Simonka na zimowo

    Simonce podoba się śnieżna zima

    Jeśli nie fotografuję jej dłużej niż tydzień, mam wrażenie, że coś przeoczyłam, że coś mi uciekło. Chyba jest w tym trochę racji, bo Simonka zmienia się bardzo szybko. Jeszcze niedawno szczeniuś, a dzisiaj już ładnie wyrośnięta psinka. Udało mi się uchwycić moment gdy moja wiercipięta przez ułamek sekundy stała spokojnie - no i proszę, jest Simonka zimowa!
  • Październik, 2008
  • Simonka w 6-tym miesiącu życia

    W zeszłym tygodniu Simonka ukończyła 5 miesięcy. Robi się z niej już piesek całkiem sporych rozmiarów. Nic dziwnego przy jej żarłoczności. Moja psina ma w głowie albo jedzenie albo głupoty typowe dla szczenięcego wieku. Dzisiaj w ogrodzie przy okazji jesiennych porządków zrobiłam jej parę zdjęć. Jak widać sporo urosła, zmienia się jej też kolor sierści na ciemniejszy. Na razie ten ciemniejszy kolor to przesianie włosem o jeden ton intensywniejszy niż pozostała sierść. Myślę, że za dwa trzy miesiące barwa jej szaty się wyrówna.
    Na zdjęciu Simonka z nieodłączną starszą siostrą Bellą.

  • Sierpień, 2008
  • Simonka w czwartym miesiącu życia

    Przed paroma dniami Simonka skończyła trzy miesiące. Waży 10,5 kilograma, rośnie nam w oczach. Mimo, że czas popijania mleka z Tequilli dawno już się zakończył, Simonka co raz to ciągnie swoją biedną matkę za puste sutki. A złości się przy tym, a sapie, a chrząka.. Śmieszny mały szczeniak! Z psami żyje w harmonii, w domu psoci z umiarem, tak stosownie do wieku i można by rzec, że psina z niej grzeczna, gdyby nie jej uporczywe wskakiwanie mi na nogę... Aż dziwne, bo chwilami zachowuje się jak osesek gdy przysysa się do Tequilli, a za chwilę z przekorną miną zabiega mnie od tyłu, po czym robi hop na moją nogę, obejmuje moje podudzie przednimi łapami tak mocno jak tylko potrafi i wykonuje przy tym ruchy typowe dla kryjącego psa. Oczywiście zabraniam i jeszcze raz zabraniam w nadziei, że szybko oduczę ją takich obyczajów. Do tej pory żaden szczeniak tak się mi nie zachowywał, ale widać, kiedyś ten pierwszy raz zdarzyć się musi...

Strona 5 z 6, łącznie 27 wpisów