Wpisy otagowane jako lasimonne bonomiella

  • Kwiecień, 2010
  • Simonka oprowadza

    idziemy na spacer

    Pomyślałam, że zapoznam Was dzisiaj z naszą spacerową trasą, a na przewodnika po niej zabiorę Simonkę. Uzbroiłam się w aparat fotograficzny i poszłyśmy. Pierwszy i najtrudniejszy etap do pokonania to przecięcie drogi krajowej nr 8. Spojrzenie w prawo i lewo, krótki niepokój psa, po czym szybko przebiegamy i już jesteśmy na drugiej stronie.
    Mijamy tylko jeden dom i już po chwili znajdujemy się na słonecznej polanie. To miejsce Simonka lubi chyba najbardziej, tutaj dostaje radosnego amoku tarzając się w trawach. Tarzanie na polanie weszło jej w nawyk, nie ma mowy abyśmy poszły dalej zanim ona dokładnie nie przewalcuje się i to co najmniej z pięć razy.

    Opuszczamy słoneczną polanę i wchodzimy w ciemny las. Simonka przepisowo na smyczy, ale na wyciąganej, więc zabiega mnie to od przodu, to od tyłu, widać, że spieszy jej się, że tempo moje dla niej trochę za wolne. W lesie miejscami mokro. Kałuże na nieutwardzanych drogach omijamy wprawnie, z tym że ja pilnuję aby ona z nich nie piła. Błotnistą drogą idziemy około 5 minut, cały czas lekko pod gorę, aż dojdziemy do miejsca gdzie nie ma już wody i błota.

    Sucho, pięknie, czysto i cicho. Tu spotykamy często sarny. Całe stada. Przystaję aby trochę odpocząć, Simonka w podnieceniu obwąchuje ziemię. Widać, znalazła świeży ślad... Kręcimy się trochę po lesie, mija godzina, ja czuję spacer w nogach, psina również zmęczona. Wracamy. Jutro pójdziemy znowu. I tak codziennie przemierzamy tą samą trasę i wcale, a wcale nam się ona nie nudzi.

  • Luty, 2010
  • Trochę o Simonce, szczeniętach i korespondencji

    Dzieci Belli z Simonką
    Bella zmęczona. Pięć tygodni opieki nad szczeniętami już za nią, a były to dla niej tygodnie pełne wysiłku. Od kilku dni psia mama nie sypia już ze swoimi dziećmi, ba! nie przebywa z nimi nawet za dnia. Odwiedza je tylko na parę minut, sprawdzi czy wszystko w porządku, pokarmi lub nie i wycofuje się pospiesznie. Inaczej ma się z naszą Simonką. Ta zapatrzona w szczenięta jakby były to jej własne i najchętniej każdą wolną chwilę spędzałaby z nimi.

    Maluchy traktują wszystke nasze psy (nawet Miśka!) jak cysternę z mlekiem i na wyścigi szukają u nich sutek. Efekt tego taki, że poza Simonką psy nie zaglądają do szczeniąt, no chyba że zwęszą pozostawione przez nich jedzenie. Dojście do szczenięcych misek zablokowane przed niepowołanymi kratką. Stoją więc w porze karmienia dorosłe łakomczuchy przed kratką, patrzą jak malce jedzą i ślina im kapie. Zupełnie tak, jakby od wielu dni nic nie jadły... Szczenięta kończą posiłek, otwieram wejście do nich, stado pospiesznie się ewakuuje, na miejscu pozostaje tylko Simonka. Miło popatrzeć jak każdemu szczenięciu merda przyjaźnie ogonem, jak wodzi za nimi wzrokiem, jak próbuje zachęcić je do zabawy. Wnikliwi chyba zauważyli lekkie zaokrąglenie simonkowego brzucha... Tak, Simonka przygotowuje się do macierzyństwa, będą za niespełna miesiąc jej dzieci.

    W tym miejscu chciałabym przeprosić wszystkich, którzy przez formularz kontaktu z mojej strony wysyłali do mnie zapytania jak miewają się szczenięta, a nie otrzymali odpowiedzi. Powód: serwer zmienił parametry i formularz kontaktu przestał funkcjonować. Co nie funkcjonuje, idzie precz! Nie ma więc już na mojej stronie formularza, jest podany działający adres do korespondencji, która teraz dotrze na pewno, a ja na pewno odpiszę.
  • Grudzień, 2009
  • Ruda w Nowej Rudzie

    Naczelny wstał dzisiaj o nieludzkiej porze (5 rano!) i wraz z rudą Simonką pojechał na wystawę do Nowej Rudy. Ja ciałem zostałam z psami w domu, duchem zaś byłam przy ringu i przynajmniej raz na godzinę irytowałam Piotra telefonem, pytając czy już w końcu są po ocenach i kiedy wrócą. Ocenianie psów ciągnęło się rozpaczliwie długo, gdzieś około godziny 16 w końcu przyszedł czas na pokazanie Simonki. Jak pomaszerowali to nie wiem, ale przywieźli złoty medal i wniosek na CWC.
    Do domu dotarli umęczeni ostatecznie, dopiero po godzinie 19.
  • Wrzesień, 2009
  • Weekend we Wrocławiu

    Miniony weekend ku radości naszych czworonogów spędziliśmy na spacerach, wyprawach do miasta - oj lubią to moje psy - i na wrocławskiej wystawie psów. Wystawiany był Misiek i Simonka, a Chery, mimo że też została zabrana do Wrocławia, pozostała w zaprzyjaźnionym nam domu, bo trochę obawiałam się brać takiego malucha między tłum obcych psów i wystawców. Gdy patrzę na Cheri przy moich psach, widzę jak z dnia na dzień różnica w wielkości pomiędzy nią a nimi się zmniejsza, ale przy dużych psach (patrz zdjęcie Cheri przy Maxi) moja pociecha wygląda jak miniaturka shar peia. Zresztą nie tylko ona, nawet nasz potężny Misiek to drobiazg przy bullmastiffie.

    Przed wejściem na ring
    Sędzia ogląda zęby Miśka
    A na wczorajszej wystawie psów we Wrocławiu moje psy zachowywały się jakby były na pikniku, a nie na poważnej imprezie. Jestem w stanie to zrozumieć, bo i pogoda dopisała i znajomych spotkaliśmy wielu, atmosfera miła, tylko występ na ringu stresujący. Najgorzej co prawda nie poszło, Misiek dostał złoty medal i zaszczytny tytuł NAJPIĘKNIEJSZY WETERAN, chociaż zachowywał się nonszalancko jak to on. Simonka chodziła po ringu jak jej się podobało, czyli raz w prawo, raz w lewo, a zawsze w odwrotnym kierunku niż prowadzący ją Piotr. Mimo wszystko otrzymała piękny opis i srebrny medal. Na ring honorowy z Miśkiem nie poszliśmy. Pies był wyraźnie zmęczony siedzeniem w prażącym słońcu i chciał już do domu, a mnie szkoda było przetrzymywać go na wystawie jeszcze kilka godzin, więc prezentacja najpiękniejszych weteranów odbyła się bez niego.

    Natala i Dovey na ringu
    Z psów z mojej hodowli wystawiany był też Lovey Dovey Natalli. Niestety poza konkurencją, bo spóźnili się kilkanaście minut i gdy dotarli było już po ocenach. Szkoda. Sędzia jednak zgodził się ocenić Doveya poza stawką. Pies pięknie się zaprezentował i otrzymał ocenę doskonałą.
    Natalia zabrała na wystawę też małego Messiego. W końcu mogłam nacieszyć się nim i zobaczyć jak urósł braciszek Cheri. A urósł sporo i rozwija się pięknie. Wczoraj na wystawie był gościem, ale od wiosny przyszłego roku rozpocznie karierę wystawową. Pewnie od kwietniowej wystawy w Opolu. Razem z Cheri.
  • Po strachu

    Simonka w lesie
    No i mamy zmiany. Piotr przerażony ciężko atakiem Simonki wyniósł się z lakierowaniem desek do ogrodu. Mimo wszystko lakier i na świeżym powietrzu woń ma paraliżującą drogi oddechowe, ale moje psy jakoś to zniosły. Nikt nie zapuchł, nikt nie dostał wstrząsu. Simonka wykorzystała moment mojej nieuwagi, wymknęła się z domu i też kręciła się pomiędzy pojemnikiem z lakierem, a Piotrem i nic jej się nie stało. Wynika z tego jasno, że szok anafilaktyczny był u niej jednak reakcją na szczepienie. Wniosek z tego taki, że obserwujemy bacznie szczepione psy nie tylko przez najbliższe pól godziny, ale przez kilka następnych. A fanów Simonki informuję, że psina ma się dobrze i wygląda tak jakby nigdy nie miała ciężkich przeżyć. No i całe szczęście! Dzisiaj towarzyszyła mi na bardzo długim spacerze po okolicznym lesie, szczęśliwa i radosna jak zwykle. Mnie też było miło, bo gdy cieszy się pies, to i człowiek się cieszy!

Strona 4 z 6, łącznie 27 wpisów