Wpisy otagowane jako lasimonne bonomiella

  • Styczeń, 2012
  • Kłopoty z uciekinierką

    Swojego czasu wspominałam na blogu o nieproszonych wizytach Simonki u naszych sąsiadów, a ściślej ujmując u ich psa. Wówczas Simcia aby wydostać się “na zewnątrz” dość sprytnie forsowała ogrodzenie. Najpierw uderzając głową w siatkę sprawdzała, w którym miejscu ta się podda, a gdy udało jej się odchylić siatkę na tyle, że mogła się pod nią przecisnąć to błyskawicznie dawała nura i za chwilę była w drugiej części naszego ogrodu (tej w lecie z kwiatami), po czym raz jeszcze przeczołgiwała się pod kolejną siatką i już buszowała u sąsiadów.
    Trzeba było po nią pójść, sprowadzać do domu i przepraszać za wtargnięcie na sąsiedzką posesję. Trochę głupio, nieprawdaż?

    Minęły dwa lata. Dwa lata błogiego spokoju. Żadnego wyrywania z naszego ogrodu, najmniejszej nawet skłonności do samodzielnych wycieczek. Okoliczne psy przestały Simcię obchodzić. A my zapomnieliśmy o niesolidnym płocie, o eskapadach przez niego i pod nim. Nasza czujność została uśpiona.

    Przedwczoraj. Nagle i niespodziewanie stare niedobre nawyki wróciły. Simonka znowu nawiała do psa z sąsiedztwa. Ściślej ujmując do suki (dygresja: suka też jest psem, mimo, że pies suką nie jest, co dla każdego chociaż zawiłe, to oczywiste).
    Naczelny chcąc nie chcąc musiał udać się po uciekiniera okrężną drogą (nie przecisnąłby się pod siatką) i sprowadzić do domu.

    Wczoraj to samo, albo raczej jeszcze gorzej. Simcia wypuszczona z rana do ogrodu wierci się niespokojnie i obserwuje towarzyszącego jej i pozostałym psom Piotra. Wiadomo, że dopóki ogrodzenie nie zabezpieczone, to z oka nie można jej spuścić.

    To był moment. Chwila. Okamgnienie. Senne ziewnięcie i... Gdzie Simonka? Ano u sąsiadów. Widzimy ją jak siedzi na ich tarasie z ich labradorką i ani jej w głowie powrót do domu. Naczelny zły jak chrzan, bierze smycz, obrożę i w drogę po Simcię. Ja obserwuję co nastąpi (no przecież nie będziemy we dwójkę ścigać jednego psa!). Oczywiśce sprowadził ją do domu, ale zanim to nastąpiło, nawołał się niemal do schrypnięcia czym obudził sąsiada, wytłumaczył się co robi na jego terenie, przeprosił, ukłonił się parę razy i bardzo wściekły powrócił do domu.
    - Jutro zabieram się za płot - zakomunikował.
    - Dobrze, niech będzie jutro - zgodziłam się.
    Niestety do jutra nie dotrwaliśmy w spokoju. Krótko przed północą Simcia korzystając z chwili naszej nieuwagi przedarła się znowu pod siatką i zniknęła w ciemnościach. W egipskich ciemnościach. Stałam pod płotem i nic nie widząc bezradnie nawoływałam: "Simooonka! Simciaaaaa!"
    Wróciła. Tą samą drogą co wyszła.

    Dzisiaj z samego rana Naczelny uszczelniał ogrodzenie.

    Piotr już po pracy.Wraz z Aferką sprawdza swoje dzieło
    Simonka poirytowana. Już wie, że droga na zewnątrz zamknięta.
    Bella przy zabezpieczonym ogrodzeniu. Chyba trochę jej żal.
  • Sierpień, 2011
  • Zakochany pies

    Simonka - oaza spokoju
    Młode psy: Aferka i Pampus
    Dzień i noc niepokój. Powód: Simonka ma cieczkę. Ona spokojna, stan absolutnie nie wyprowadzający jej z równowagi, ale Pampus wyraźnie tak po psiemu zakochany i obłąkańczo cierpiący, że mu do suczki nie wolno. Śpiewy i piski dniem, i niestety też nocą. Skomlenia naszego psa nie wzruszają stadka ani ciut ciut, suki przyjmują samczy skowyt z niczym niezmąconym spokojem, tak jakby dźwięki wydawane przez Pampusa w ogóle do nich nie docierały. A piszczeć to on potrafi w tonacji sięgającej wysokiego C. Biedny pies, zwykle molestowany przez suki, a w szczególności przez Aferkę, nie raz już szukający przed prześladowczyniami ratunku i schronienia, teraz zapomniał jak bardzo był przez nie dominowany, a nawet i poniewierany. Tęsknota i chęć wyrwania się do Simonki w celu wiadomym zaprząta jego psi umysł bez reszty. Na spacer wyjść nie chce, no bo jak ma opuścić dom i stracić z oczy Simonkę. Nie, to dla niego za trudne. Jedzenie też utraciło cały urok, coś tam skubnie, coś liźnie, resztę zostawia. Tęskni...
    Nawet zabawy erotyczne z Aferką straciły dla niego sens, a powiem Wam, że dotychczas pozwalał Młodej na wszystko. Kto wie, być może to już koniec takich zabaw jakie zostały uwiecznione na zdjęciach. Pampus dorósł i po raz pierwszy w życiu się zakochał, a Aferka dzisiaj za przykładem Simonki dostała pierwszą cieczkę. Przed naszym psem kolejne trudne dnie. Przed nami również.
  • Czerwiec, 2011
  • Simonka na straży

    Simonka z Channelką
    Cherry i Channelka
    Jak zwykle i dzisiaj uganiałam się za szczeniętami z aparatem i kogo z rozbieganej gromadki udało się uchwycić, tego właśnie widać na załączonych zdjęciach. Jest i Simonka, swoim zwyczajem na posterunku. Pilnuje szczeniąt przed jakimś tylko jej wiadomym niebezpieczeństwem. Simonka lubi mieć całe stadko na oku, więc obserwuje czujnie co maluchy poczynają. Gdy któreś samowolnie podrepcze dalej niż według jej uznania mu wolno, wtedy ona zapędza niesfornego dokładnie w to miejsce, z którego się oddalił.
    Barbarella
    Przypomina to pracę psa pasterskiego zaganiającego owce do koszaru. Ma Simonka sporo zajęcia, bo maluchy bardzo już mobilne, a i rozbiegają się we wszystkich możliwych kierunkach. A ona jak ten owczarek ściga je i zagania, a one znowu jej uciekają i tak w koło.
    Monia natomiast szczeniętom poświęca niewiele uwagi, tak tylko aby-aby. Mleka dla nich już nie ma, widać, że zrozumiała, że czas odstawienia dzieci od piersi nadszedł. Szczenięta dostają do jedzenia wyłącznie suchą karmę (Eukanuba), uprzednio namoczoną. Próbowałam dawać im kuleczki karmy nie namoczone, ale nie bardzo chciały jeść. Trochę zjadły, resztę porozrzucały, natomiast mokre granule jedzą bardzo chętnie. Właśnie się najadły i śpią. Okazja dla mnie aby w spokoju napisać parę słów i wkleić dzisiejsze zdjęcia!
  • Maj, 2011
  • Dwie psie mamy

    Mon Cheri i Lasimonne

    jedna w prawo, druga w lewo i jak tu iść?
    matki karmiące, mlekiem płynące...
    Zauważyłam, że piszę i piszę o szczeniętach, a ich mamy pozostały jakby w cieniu. A przecież to one są najważniejsze, bez nich nie byłoby małych ślicznot! Tymczasem psie mamy trochę już zmęczone wymagającym potomstwem. Udało nam się więc bez większego trudu wyciągnąć je na spacer i pofotografować. Piotr brał czynny udział w spacerze i fotografowaniu, stąd piękne i udane zdjęcia! Dumna jestem z obu moich suczydeł, bo nie tylko, że świetnie odchowują swoje potomstwo, ale też i sobą nie sprawiają problemów. Dzień rozpoczynają około ósmej rano solidnym posiłkiem. W menu karma ta sama jaką otrzymują szczenięta. Posiłków w ciągu dnia mają sporo: Simonka - trzy, Monia aż pięć. W tak zwanym międzyczasie jabłuszko, marchewka i niepedagogicznie ciasteczko lub inny smakołyk gdy sucze oczy na ich widok robią się okrągłe, a ślina z pysków na podłogę kap... kap... Karmiącym przecież się nie odmawia, więc coraz to coś smakowitego ląduje raz w jednej paszczy, to znowu w drugiej..
    Barbarella
    Big Brother
    "simonkowe"
    Monia ostatni raz pożywia się obficie około północy, no i karmi, karmi i znowu karmi gromadkę. Jej szczenięta ukończyły dzisiaj trzy tygodnie, trochę jedzą już samodzielnie przygotowaną im karmę, ale ciągle jeszcze ich główny pokarm to mleko. Nie łatwe to wszystko dla Moni...
    A tymczasem szczenięta rosną i to jak! Dla tych simonkowych już zabrakło skali na wadze, która waży tylko do dwóch kilogramów! Dwa łakomczuchy grubaski, bo jeść lubią! Big Brother i Barbarella. Już biegają, noszą w pysiach te mniejsze zabawki, bawią się wzajemnie ze sobą. Jeszcze tylko parę dni i wybierzemy się w nasz ogrodowy plener. Oby tylko dalej tak ładnie jak dotychczas świeciło nam słońce!
  • Kwiecień, 2011
  • Z psiego żłobka

    Donoszę, że wszyscy, tzn. my, psy, szczenięta żyjemy i mamy się dobrze.
    Dzisiaj daje mi się jeszcze we znaki niedospanie i zmęczenie wielką akcją pod tytułem "Poród Moni", więc krótko-króciuteńko, słów tylko parę o bobasach "B" i fotek kilka.
    Jutro napiszę więcej o Moni i jej licznym żłobku, a teraz tak w biegu między doglądaniem szczeniąt B i C troszkę o duecie Simonki. Grubaśne i papuśne są oba, apetyty im dopisują, a mleka psia mama ma pod dostatkiem. Sunia waży już 900 gramów, pieseczek niewiele mniej. Jedzą, śpią, rosną i wyglądają na szczęśliwe. Ja też jestem szczęśliwa gdy na nie patrzę. Synek Simonki pomalutku jaśnieje, córcia w czerwonym kolorze, podobna do mamy jak jedna kropla wody do drugiej.
    Pierwsze trzy fotki to zdjęcia wczorajsze, następne dwa to dzisiejsze. Do jutra!
    morduchna wczoraj
    brzuszek masowany
    jeden nos, pieski dwa
    syneczek przy mleku
    córeczka najedzona śpi

Strona 1 z 6, łącznie 27 wpisów