Wpisy otagowane jako czarne szczeniaki shar pei

  • Sierpień, 2010
  • Origami, Out Cypress, Oliver Twist i Only Tevez



    korzystam wraz ze szczeniętami z pięknej pogody
    Wystarczy, że przez kilka dni nie pokazuję zdjęć szczeniąt a zaraz mam zapytania jak się mają maluchy, jak wyglądają, kiedy będą fotki. Malce mają się dobrze, duże są i tłuściutkie, a przy tym słodkie jak to szczeniaczki. A co do zdjęć to najchętniej powiedziałabym: "ja nie umiem psich dzieci fotografować", ale biorąc pod uwagę ilość zdjęć jakie do tej pory popełniłam, to nikt by mi pewnie nie uwierzył, chociaż w zapewnieniach moich nie ma ani krzty kokieterii. Fotografowanie szczeniąt to trudne i niewdzięczne zajęcie. Trudne, bo żaden mały stworek nie usiedzi spokojnie w jednym miejscu, a widok człowieka z wymierzonym w niego aparatem, peszy go i irytuje. Niewdzięczne, bo zdjęcia nie oddają faktycznej urody piesków.

    Za tydzień, 31 sierpnia mamy już umówiony przegląd hodowlany, a po nim pieski będą się rozjeżdżać do nowych rodzin. Natalia aż piszczy, tak nie może doczekać się Teveza. Już niedługo on i Out Cypress (Niezwykły "Sajpres") zamieszkają w Poznaniu. Nasz najgrzeczniejszy i od czasu do czasu z lekka poszturchiwany przez rodzeństwo Oliver Twist zamieszka w Zielonce pod Warszawą. (W tym miejscu pozdrowienia dla Kaśki i jej shar pei z Zielonki!) A jedyna dziewczynka z miotu, słodka Origami wyjedzie za granicę, do Francji. Origami zostanie od nas najpóźniej odebrana, bo dopiero w drugiej połowie września, będę więc od czasu do czasu donosić jak jej się u nas wiedzie.

  • Odwiedziny



    Dama z pieskami
    Czułościom nie było końca
    Szczenięta miały dzisiaj odwiedziny i muszę przyznać, że zamieszanie wokół nich i zainteresowanie jakie wzbudziły swoimi małymi osóbkami, spodobało im się. Co prawda Tevez gośćmi z lekka się przestraszył i na widok Natalii wrzasnął strasznym głosem, ale już po chwili był z nią za pan brat, uszczęśliwiony pozwalał się nosić na rękach i chrumkał swojej przyszłej Pańci w ucho słodko, tak jak to tylko mały shar pei potrafi. To był bardzo miły dzień. Achom, ochom i zachwytom nad maluchami prawie końca nie było, a mi serce rosło z dumy i radości.

    Każdy dzień ze szczeniętami przynosi jakieś zmiany. Wieczorem psie dzieci po raz pierwszy zakosztowały swojej karmy w formie niemoczonej czyli zupełnie suchej. Smakowało im bardzo. Ząbki u piesków już na tyle silne, że dają sobie radę z rozgryzaniem granulek. Poza umiejętnością robienia użytku ze szczęk i zębów, szczenięta opanowały dzisiaj pokonywanie schodków prowadzących do ogrodu. Stopnie co prawda tylko dwa ale biorąc pod uwagę ich wysokość, to osiągnięcie malców jest godne uznania.
  • Fizjologia


    Dziewczynka pozuje do zdjęcia
    chłopiec morduje prosiaczka
    gorąco, chce się pić!
    No i nadeszła kolejna fala upałów. Nie miałabym nic przeciwko gorącu, gdyby nie szczenięta. Te już zaprawione w wychodzeniu na dwór, mimo bardzo młodego wieku nie siusiają za dnia w domu (od tego mają trawnik), a tu na zewnątrz kocioł i łaźnia, więc malce tylko na parę minut mogą wyjść i zaraz potem muszą do znośnego chłodka. Z tym ich wychodzeniem do ogrodu to też nie taka prosta sprawa jakby się mogło wydawać. Jeszcze nie potrafią pokonać dwóch stopni prowadzących na zewnątrz, jeszcze mylą się im kierunki i nie bardzo wiedzą czy wychodząc mają biec w prawo, czy w lewo więc często rozbiegają się na oślep. Za parę dni będą znały drogę, na razie wynoszę maluchy do ogrodu na rękach. W dwóch turach, po dwa na raz. Zabawnie to wygląda jak nie mogą się doczekać aż postawię je na trawie, tak im się do swobody spieszy, że jeszcze przytulone do mnie, a już przebierają łapkami w gotowości do biegu. A gdy już w końcu łapki dotkną ziemi i zrobią kilka kroków, to nagle ciałka wszystkich czterech szczeniąt nieruchomieją, a grzbieciki wyprężają się w dobrze nam znanej pozycji.. Tak, tak, robią kupę, wszystkie jednoczenie! Przypomina mi to trochę zachowanie sikorek - obserwowałam je jak wyfruwały z ptasiej budki i natychmiast po wyfrunięciu lądowały na pierwszej gałęzi celem pozbycia się balastu z jelit. I tak samo jak szczenięta, czyniły to wszystkie na raz

    Ale wróćmy do wynoszenia maluchów z domu. Otóż pierwsze wyjście mają wtedy gdy obudzi się Piotr. (Jakoś nie mam wyrzutów sumienia, że Naczelny wstaje wcześniej niż ja, zawsze tak jest, że ktoś musi być pierwszy, w tym przypadku padło na niego.) O kolejne wyjścia najmłodszych troszczę się ja i wynoszę pieski w odstępach 2-3 godzinnych. Rytm jest zachowany: najpierw wyjście do ogrodu, tup-tup parę kroczków i za chwilę kupka u każdego malca w tym samym momencie, potem kilkanaście minut intensywnej zabawy na powietrzu i zaraz powrót do domu. Po wspólnych defekacjach i zabawach kolej na karmienie i po chwili maluchy pokładają się zmęczone i zasypiają jak na rozkaz. Za dwie godziny obudzą się aby znowu móc wyjść z domu najpierw na kupkę, potem na zabawę. Jedno i drugie niezmiernie ważne.
  • Czarne w czerwonym

    Czarne w czerwonym chowa się w zielonym.
    Chłopiec czy dziewczynka? Czyja śliczna minka?
    Kto odpowie i zgadnie, temu nagroda przypadnie!
    Ale rosną maluchy, prawie za nimi nie nadążam. Robią mi sie z osseków małe pieski, co to potrafią już biegać, skakać, przewracać sie wzajemnie. Potrafią same pięknie jeść bez rozdeptywania swojego papu, potrafią też zgrabnie chłeptać wodę i wcale nie muszą przy tym wchodzić wszystkimi łapkami w miseczkę. Potrafia się też po psiemu uśmiechać i wyrażać radość energicznym machaniem ogonkami. Potrafią się też złościć, ale to na szczęście żadko.
    Dzisaj celem przymiarki wyciagnelam szelki i ubralam w nie jedno szczenię... No właśnie, kto ubrany na czerwono? Ktoś odgadnie?
    Duże te psiurki, ale i nasze poprzednie też były spore. Karmione są eukanubą dla szczeniąt ras średnich i tę karmę polecam przyszłym właścicielom naszych malców. Wyprawki z jedzeniem na pierwsze dni w nowych domach już mam przygotowane. Przygotowane też książeczki zdrowia, w nich naniesione już dwa odrobaczenia, za 10 dni dojdzie wpis potwierdzający pierwsze szczepienie. Jej, jak ten czas leci!
  • LaSimonne uczy się macierzyństwa

    Simonka (LASIMONNE Bonomiella) wprawia się do roli matki

    27 stopni, w międzyczasie burza z piorunem, po niej słońce, za chwilę deszcz i znowu parno i gorąco. Jak to w lecie. Stadko dzisiaj, przy okazji bytności w ogrodzie, poznawało się ze sobą nawzajem. Bellę dzieci Tequilli interesują o tyle, o ile, czyli raczej miernie, dla Simonki malce to nie nowość, bo już od paru dni robi im za niańkę. Misiek, gdy tylko zauważył, że szczenięta wyprowadzone z domu na powietrze, czmychnął od razu do wnętrza aby się upewnić czy aby na pewno nic nie zostało po malcach do jedzenia. Typowe zachowanie naszego najstarszego: jedzenie ponad wszystko i za nic nie można zmarnować okazji gdy taka się nadarzy. Pampus wcale, a wcale nie zainteresował się psimi dziećmi, popatrzył, zakręcił się i podążył śladami Miśka. Szczenięta to dla niego żadne towarzystwo, sam jeszcze nie całkiem wyrósł z wieku dziecięcego, a przy tym próbuje na wszystkie dostępne mu sposoby pokazać światu jaki to z niego dorosły facet i chyba dlatego na bratanie się z dzieciarnią nie ma chęci. Cheri podobnie jak Pampek. Widać, że młodość i niedojrzałość idą w parze rączka w rączkę lub raczej łapa w łapę. A szczenięta były wniebowzięte widząc tyle dorosłych psów na raz i mając tyle wrażeń, tyle nowych emocji! Pierwszy egzamin z socjalizacji zdały celująco.

    Simonka liczy szczenięta
    Patrzcie mi w oczy!
    Jesteśmy grzeczni
    O, Pampus przyszedł!
    No i gdzie są duże psy?

Strona 4 z 6, łącznie 28 wpisów