Wpisy otagowane jako czarne szczeniaki shar pei

  • Październik, 2010
  • Tydzień siódmy



    Pogoda zrobiła nam się czapkowo-szalikowo-rękawiczkowa. Niestety szczeniąt ubrać nie mogę, stąd ich zdjęcia z domu, bo wyjścia na powietrze króciuteńkie, aczkolwiek mimo chłodów, codzienne. Dzień szczenięta rozpoczynają około godziny 6 rano i nie ma zmiłuj się, trzeba wstać mimo nieludzkiej pory, iść do nich i to raczej szybko, w przeciwnym razie zrobią alarm na całą okolicę. Otwarcie drzwi, moment powitania i pieski jeden za drugim i przez siebie nawzajem wybiegają niemal jak z katapulty do ogrodu. Szybko, szybko i powrót do domu. Następuje wycieranie łapek oraz brzuszków z porannej rosy i zaraz po tym śniadanko, czyli jak zwykle doceniana i lubiana przez szczenięta eukanuba. Zanim maluchy zjedzą i zanim zostanie posprzątane po nich to co nabrudziły, mija godzina. Jeszcze na trochę do łóżka, jeszcze odrobina snu...

    O godzinie 10 wołanie dobiegające z pokoju dziecinnego materializuje się w świder wywiercający dziurę w mózgu. Trzeba wstać, koniec lenistwa. Znowu karmienie, znowu wyjście z domu, pośpiech wskazany, bo zimno, a w tak zwanym ładnie międzyczasie mycie podłogi i zaraz potem zbieranie szczeniąt z zakamarków rozmaitych, zabawa z nimi, buzi buzi i pieszczoty. Nastaje południe, czas na śniadanie. Dla nas ludzi. Dzień rozpoczęty. Dalej akcja toczy się według wcześniej opisanego schematu: na dwór, powrót do domu, karmienie, sprzątanie, zabawa.. Pięć razy w ciągu dnia Maluchy opróżniają z jadła swoją michę. Chętnie by possały też Simonkę, a i ona nie protestuje przeciw zapędom na jej wiotkie i puste już sutki. Niestety czas ssania mleka skończył się już definitywnie, szczenięta dorastają. Mają już blisko 7 tygodni. Jeszcze tylko parę dni i rozjadą się do swoich nowych rodzin, dwa pozostaną w Polsce, dwa wyjadą do Niemiec, jedno do Belgii. Będę za nimi bardzo tęsknić.
  • Silne jak tury

    ..i znowu walczą!


    Dwa dobrze wypasione, trzymiesięczne tłuściochy z mojej hodowli - Only Tevez i Out Cypress - walczą ze sobą jak tury i wyglądają też podobnie jak owe. Widać, że ani siły, ani też zajadłości im nie brakuje. Ciekawe co z nich wyrośnie..? Pewnie będziemy wiedzieć, bo zdjęcia i filmiki od ich pańć - Natalii i Madzi zamówione z dużym wyprzedzeniem, więc tylko patrzeć, a pojawią się kolejne.

    Tymczasem u nas najmłodsze Maluchy pomału szykują się do nowych rodzin. Za dziesięć dni zaczną opuszczać nasz dom... Dzisiaj bez najmniejszego mru-mru zniosły dzielnie szczepienie, nawet nie zauważyły, nie poczuły. Pewnie też już niebawem przeistoczą sę w waleczne tury, bo niby dlaczego by nie? Wszystko przecież zapisane w genach.
  • Szczenięta "O" ukończyły 3 miesiące

    Origami
    Out Cypress
    Only Tevez
    Okazja aby wznieść toast za szczenięta z miotu "O". Nasze Tequillaki wkraczają dzisiaj dziarsko w czwarty miesiąc życia. Trzy miesiące za nimi, rety jak to zleciało! Wszystkiego Dobrego moje Czarnulki, rośnijcie dalej tak pięknie i zdrowo jak dotychczas. A ja dziękuję bardzo za nadesłane mi zdjęcia i z radością je publikuję, bo to przecież miło móc się pochwalić tak ładnymi szczeniętami. Rozeszły się te (jak zresztą i poprzednie) maluchy po świecie. Origami znalazła czułą i kochającą ją rodzinę w Paryżu, Only Tevez i Out Cypress radują Natalię i Magdę w Poznaniu, Oliver Twist kochany jest w Warszawie. Tymczasem dorastają kolejne Czarnulki, a moje dni z nimi już policzone. Niebawem i te zaczną się rozjeżdżać do nowych domów. Na 19 października mamy już umówiony przegląd hodowlany, a w weekend po tym wydarzeniu zaczną się pożegnania...
  • Lubimy jesień



    Październik. Oj, lubię ten jesienny miesiąc, mógłby nam trwać nieprzerwanie cały rok... W związku z moją sympatią do jesiennej aury, kontynuuję codzienny spacer przez las i za każdym razem ogarnia mnie ten sam zachwyt nad okolicą, w której przyszło mi żyć, a którą coraz to na nowo odkrywam. Uprzywilejowanym psem do włóczęg ze mną po lesie jest Bella. Rozumiemy się bez słów i wiemy jak ważne dla nas obu jest utrzymanie kondycji. Pracujemy więc nad sylwetkami intensywnie, z tym że Bella ma trochę większą motywację niż ja, ponieważ gdzieś w połowie zimy pewnie zostanie mamą i czas już najwyższy aby zacząć dbać o formę. Ambitnie podchodzi moje dobre suczydło do wyznaczonego jej zadania: je z ogromnym apetytem, bo wiadomo, że nic tak nie krzepi jak wysokokaloryczny i dobrze zbilansowany posiłek. Poza jedzeniem Bella biega prawie tak sprawnie jak wyczynowiec, a że z powodów oczywistych nie może okolicy zwiedzać sama, to zabiera ze sobą mnie i tak to biegamy po lesie razem. Ona lekko, ale z jęzorem wiszącym niemal do ziemi, ja znacznie ciężej i z zadyszką, ale obie z uśmiechem.

    Czarnulki
    A tymczasem szczenięta w domu pod opieką Piotra. Ktoś przecież musi przy nich czuwać, podtykać im papu, ścierać i sprzątać to i owo, a w szczególności TO. Jeszcze troszeczkę, a sprzątanie po szczeniętach będzie można zapisać we wspomnieniach, bo maluchy od dzisiaj wychodzą już do ogrodu. Wychodzą w sensie dosłownym, potrafią wołane maszerować za wołającym. Osiągnęły już ten wiek, w którym jest się na tyle samodzielnym, że wiadomo do czego służą wszystkie cztery nogi: do dreptania, skakania, biegania... i w razie zagrożenia do ucieczki. Nie nosimy więc szczeniąt, animujemy je do ruchu i zachęcamy do samodzielności. Pierwsze samodzielne wyjście z domu już za nimi, kolejny krok w socjalizacji do dorosłego życia zrobiony i to po mistrzowsku. Dzielne niezmiernie te nasze Czarnulki!
  • O sole mio i wlazł kotek!

    Na raz potrafię wziąć na ręce tylko dwa maluchy.

    Naczelny obudził mnie dzisiaj śpiewając na nutę tragiczną znany nam wszystkim: "wlazł kotek na płotek". Koniec snu i nie pomogło mi nakrywanie się poduszką, bo już po chwili ryczano mi nad głową "o sole mio!". Słońce niestety mimo (albo dlatego) śpiewów i okrzyków Piotra nie pokazało się ani na moment, zamiast niego wiał wiatr i to tak mocno, że o wyprowadzeniu szczeniąt do ogrodu mowy być nie mogło. Nie ma więc obiecanych zdjęć z dworu, może jutro, może pojutrze.
    mały, słodki ciężar - prawie 4 kg
    Maluchy ukończyły 5 tygodni i chłód ich tłustym ciałkom nie straszny, ale wiatr może przeziębić, a tego nie chcemy. Siedzą więc grzecznie szczenięta w domu i czekają na ten pierwszy dzień w plenerze. Czas już aby zacząć pokazywać im świat. Wszystko dla psich dzieci tak bardzo ciekawe i absorbujące. Swoją skrzynię i pokój, w którym ta stoi, poznały już w najdrobniejszych szczegółach, zaznajomiły się też z naszą kuchnią i salonem, a wyraz swojemu zdziwieniu okazują poprzez kucnięcie i pozostawienie na podłodze małej kałużki. Jak to szczeniaczki. Zawarły już znajomość ze wszystkimi dorosłymi psimi domownikami i nie da się ukryć, że są zachwycone swoimi wielkimi pobratymcami. Te natomiast patrzą na maluchy z mieszaniną zdziwienia połączoną z konsternacją i mruczą mało zadowolone, bo niby szczenięta są im znane i miło na nie popatrzeć, jednakże lepiej jest gdy malce zamknięte i odizolowane. A szczenięta niewiele robią sobie z psich pomruków, sprawdzają ząbkami twardość ogonów, łapią za tylne nogi, szukają pod brzuchami sutek i wszystko im przy tym jedno czy trafią akurat na młodocianą Monię czy podstarzałego Miśka. Jednym słowem robią w domu ruch, biegają już bardzo sprawnie, no i z dnia na dzień coraz większe.

Strona 1 z 6, łącznie 28 wpisów