Wpisy otagowane jako zdjęcia

  • Sierpień, 2013
  • Pierwszy plener

    Frankie
    Fantomas i Frodo
    Ogromne przeżycie dla szczeniąt – pierwsze wyjście z domu do ogrodu. Na króciutko, bo maluchy dopiero 25-dniowe, jeszcze mają czas na baraszkowanie w trawie, jeszcze zdążą się plenerem nacieszyć. Zdziwione były bardzo ogromem przestrzeni gdy wyniosłam je na zewnątrz. Fantomas i Frodo znieruchomieli jak dwa posążki ,a Frankie tylko przez moment utrzymał równowagę, zaraz potem łapy mu się rozjechały i tak leżąc na brzuchu patrzył niebotycznie zdumiony i patrzył... Słodki widok!

    Miniony tydzień przyniósł sporo zmian w zachowaniu i rozwoju szczeniąt, potrafią już bawić się ze sobą, wykazują też krótkie zainteresowanie zabawkami chwytając je i nosząc w pyszczkach. A, i zęby już im wyrosły! Od paru dni ich jadłospis został wzbogacony o karmę dla szczeniąt. Jesteśmy akurat na etapie nauki schludnego jedzenia z miseczek. Opanowanie tej sztuki chyba jeszcze trochę potrwa...

    CDN
  • Nino, prawie kosmita

    Nino Rotus Bonomiella
    Nino - wzrokowiec na punkcie obserwacyjnym

    w pełnym skupieniu
    kosmiczny jak E.T.
    i skoncentrowany
    Psa, jak zresztą każdy cel ruchomy, można sfotografować tylko wówczas gdy jest on czymś intensywnie zaaferowany, albo nie można go sfotografowa wcale. Gdy jest w ruchu, to w najlepszym razie wystawi nam do zdjęcia swoje tyły lub ogon jak "Znikający Punkt" i już go nie będzie w naszym zasięgu. Ale zdradzę, że istnieje parę sprawdzonych sztuczek, pomocnych przy łapaniu niesfornego zwierza w kadr, a mianowicie pozwolenie mu na wyglądanie przez okno, o ile jest wzrokowcem, i jednoczesne zatroszczenie się o akcję po drugiej stronie szyby. Zapraszamy sąsiadów pod okno i zachęcamy do ćwiczeń gimnastycznych czy innego rodzaju ruchu pod nazwą "machamy do pieska aby na nas patrzył", możemy też sami próbować wzbudzić zainteresowanie psa bukietem kwiatów, zakupami (np.parówką o ile on ją lubi), zabawkami, czy nawet robić do niego miny. Mądre czy głupie to nieważne, istotnym jest efekt. Efekt taki jaki widzimy na zdjęciach.
    Dzięki wielkie Beato za starania, za piękne zdjęcia Nina i dzięki Nino, za dobrą grę aktorską. Na drugim, pomniejszonym zdjęciu wyglądasz kosmicznie, niczym E.T. Sam wielki Steven Spielberg byłby zachwycony widząc tak pięknie wyciągniętą szyję. Nie ma co Nino, masz talent!
  • Lipiec, 2011
  • Poszarpmy się troszkę..

    szczeniai shar pei

    to z pewnością dla nas!
    Choo-Choo vs. gałąź
    szarpanie zdobyczy
    Naczelny ma swoją własną teorię jeśli chodzi o nazewnictwo shar pei. Nie ważne dla niego, że nazwa rasy pochodzi z Chin, że przetłumaczona została już dawno, że wskazuje na właściwości skóry, a nie charakteru. On wie swoje, a ja na jego prośbę przytaczam jego z wielkim przekonaniem przekazywane każdemu zainteresowanemu rewelacje na temat nazewnictwa rasy. Otóż Moi Drodzy, wg. Naczelnego shar pei dlatego, że szarpie. Co szarpie? Ano wszystko co w zasięgu jego paszczy, a upór i zacięcie w szarpaniu tego, co tylko poszarpać się uda są u shar pei odwrotnie proporcjonalne do ich wieku. Najbardziej szarpią te najmłodsze, a inwencji w tej materii doprawdy im nie brakuje. W trzecim miesiącu życia szarpane i rozszarpywane aż do gąbczastych wnętrzności są wszystkie pluszowe zabawki. Żal patrzeć na misie z poodgryzanymi nosami, szczurki pozbawione uszu i ogona, kalekie lalki-przytulanki. Koniec z pluszakami, nastał czas na gadżety solidne, wykonane albo z plecionego powroza, albo wyciosane z kawałka drewna. I powiem Wam, że drewniane kołki i koziołki są najbardziej cenione przez moich najmłodszych szarpiących. Jednakże każda zabawka, nawet ta najulubieńsza, psiemu dziecku szybko się znudzi, co nie oznacza, że przemija mu chęć do szarpania. O nie, ta pozostaje jeszcze długo i gdy nie ma w zasięgu zębów interesującego gryzaka, zawsze można poszarpać się z siostrzyczką czy braciszkiem. A wzajemne szarpanie się za skórę, to jest to co małe shar pei kochają najbardziej.
  • Czerwiec, 2011
  • Weekend z shar pei`ami

    dowody na skoki do wody!

    Dopiero co szczenięta, a tu nawet nie wiadomo kiedy duże psy z nich urosły. Lovey Dovey biegając z Natalią po wystawach już trochę wcześniej uświadomił mi, że stał się statecznym shar pei`em. Ale Only Tevez i Out Cypress? Te dwa jeszcze tak niedawno nieporadne szczeniusie, dzisiaj już spore psy z wdziękiem i zniewalającym spojrzeniem! Natalia podesłał mi parę zdjęć z minionego weekendu, na których widzimy ją z Alanem oraz z psami: Doveyem i Tevezem. Jest też i Madzia i jej Cypress. A wszyscy razem i każdy z osobna słoneczni, szczęśliwi, radośni! Będę chyba musiała zrewidować swoje poglądy co do shar pei`owej awersji jeśli chodzi o wodę. Zawsze twierdziłam, że shar pei wody nie lubi, że w upalny dzień raczej posiedzi i pomedytuje nad jeziorkiem zamiast do niego wskoczyć, a tu proszę - żeglarze i pływacy całą gębą!
    Dziękuję serdecznie za nadesłane fotki! Jak zawsze cieszę się ogromnie gdy widzę jak bardzo szczęśliwe są w nowych domach "moje psie dzieci".

  • Maj, 2011
  • Kocie-Mocie, Świnki-Pinki

    Piotr, Aferka i jego Kocie Mocie

    Skok Piotrowi na kark!
    Z pieszczochen Simonką

    "Kocie-mocie" funkcjonuje genialnie od lat, a sprawdza się jako zawołanie Naczelnego do szczeniąt. One tłumaczą sobie jego okrzyki na swój szczenięcy język i przybiegają do Piotra wszystkie na raz. Próbowałam kociować i mociować, ale nie mam takiego talentu jak mój mąż, pozostaje mi więc moje własne nawoływanie szczeniąt, prawie tak samo funkcjonujące jak kocie mocie. Mnie najlepiej wychodzi "świnkowanie-pinkowanie", o czym zresztą swojego czasu przekonała się Natalia i to w praktyce. "Świnki!!-Pinki!!!" w jej wykonaniu brzmiały nie tylko dobrze, ale i skutecznie!
    Poza tym gorąco u nas, podobnie jak i w promieniu kilkuset kilometrów. Psy niemrawe, szczenięta senne, ale grzeczne i nie marudzą, że pobyt w ogrodzie mają skrócony do minimum. Wychodzimy na dwór dosłownie na parę minut, po czym szybko uciekamy do domu, bo nie sposób wytrzymać w palącym słońcu.
    W przeciągu ostatniego tygodnia maluchy nie tylko znacznie urosły, ale też usamodzielniły się. Pokonanie dwóch stopni prowadzących na zewnątrz domu, nie stanowi już dla nich żadnego problemu. A gdy otwieram ich pokój dziecinny, to biegną do tych wspomnianych stopni jak na wyścigi, każde chce być pierwsze. To częste wyprowadzanie szczenięcego towarzystwa do ogrodu, a potem wyłapywanie ich i znoszenie do domu, jest uciążliwe, ale ma też i swoje dobre strony. Szczenięta nie załatwiają się już w domu! Pierwszy wielki sukces odnotowany, a ja jestem z psich dzieci bardzo dumna, że takie już mądruchne i samodzielne. Dobrze byłoby aby jeszcze i Monia zauważyła, że jej potomstwo dorasta i nie potrzebuje już maminego mleka. Niestety tu problem. Monia ciągle pełna mleka, mimo że ze swoimi dziećmi prawie nie przebywa.. Sutki ma obrzmiałe, wymagające masowania i ściągania zalegającego pokarmu. Mamy nadzieję, że za parę dni ta nadprodukcja mleka u Moni ustanie, i że nie trzeba będzie przeciwdziałać wzmożonej laktacji farmakologicznie. Simonka natomiast świetnie odchowała swoje dwa tłuściochy (są ogromnie!), mleka nie ma już od tygodnia, a ze szczeniętami raczej bawi się niż o nie troszczy, bo faktycznie nie ma ona przy nich niczego do roboty. Bardzo chętnie opiekę nad szczeniętami sprawuje nasza 6-miesięczna Aferka. Podoba jej się, że może porządzić trochę, i że są w stadku tacy mali, co to w psiej hierarchii niżej niż ona.


Strona 1 z 2, łącznie 8 wpisów