Wpisy otagowane jako zachowanie szczeniaka

  • Luty, 2011
  • Albert E. ma odwiedziny



    Albert E. ma się komfortowo - odwiedziny co drugi tydzień, pieszczoty, zabawki, czułe spojrzenia, achy i ochy. Popatrzcie, proszę jak wygląda maluch w dobrych rękach pełnych zachwytu Jego Ludzi. Dobre Ręce wygłaskały, wytuliły i obdarowały prezentami takimi, aż się nie tylko Albercikowi ale też Aferce śmiały do nich oczy: kula-kot i czarny szczurek. Kot dla chłopczyka, szczur dla dziewczynki i oba szczeniaki bardzo happy. Gwoli sprawiedliwości wypada w tym miejscu nadmienić, że zabawki ze szwedzkiego sklepu, tak kochane przez shar peie, odkryli i przetestowali wraz z Morcheebą Artur i Wiola. Należy im się za to dyplom uznania! Trzeba będzie o tym pomyśleć.

    z Bellą, Aferką i Albertem
    Prawdziwy, pluszowy szczur!!
    siłujemy i podgryzamy się!
    Albert! Ja mam łaskotki!!!
    Wszystkie zabawki są moje!
  • Głośno u nas


    No kto się ze mną pobawi?
    Zmęczeni: Albert i Miś
    Ktoś mi zwrócił uwagę, że za mało ostatnio o Albercie E. Moim zdaniem Albert zdominował i zakrzyczał wszystko i wszystkich co tylko mu się nawinęli, ale skoro GO mało, to proszę bardzo, najnowsze fotki do oglądania i ewentualnego komentowania (znowu rym-cym-cym!). A wracając do tematu, czyli dominowania Alberta poprzez użycie strun głosowych, to pozwolę sobie wyszczególnić jak to nasz jedynak rządzi nami wszystkimi wydając dźwięki stanowcze, a rozmaite:
    Głos popiskujący smętnie oznacza, że czas na posiłek, Albert głodny. Wypada pospieszyć się z miseczką, w przeciwnym razie siła rażenia głosem przewyższy tolerowaną przez mój słuch skalę decybeli. Nikt nie zamierza wystawiać na próbę głodnego Alberta, papu więc serwowane jest natychmiast i to biegiem!
    Głosem poszczekującym Albert domaga się towarzystwa, najchętniej Aferki.
    Głosem rozpaczliwie rozdzierającym Albert błaga o pomoc w uwolnieniu go od towarzystwa Aferki.
    Głosem ostro piskliwym Albert przywołuje mamę Bellę, a ściślej ujmując jej sutki. Krzyki z żądaniem maminego pokarmu ignorowane są przez Bellę w ilości 9 na 10. Raz dziennie Bella kapituluje i podstawia się jedynakowi z pustawymi już sutkami. Podejrzewam, że robi to aby nie ogłuchnąć. Niestety jej heroiczne nastawianie się do dojenia nie na wiele się zdaje, jako że wysychający bar mleczny bardziej wkurza Alberta niż jego brak.

    Domowy zwierzyniec jest żywo zainteresowany Albertem, co nie znaczy, że chciałby go niańczyć. Psy układają się na sofie, patrzą z góry na malucha, ten zaś ryczy z gniewu, że żadnego z nich nie jest w stanie dosięgnąć.

    Nie jest łatwo maluchowi bez rodzeństwa. Aferka, mimo że sama jeszcze szczenięciem to w porównaniu z Albertem zbyt duża i brutalna w zabawach, więc kontakty z nią raczej krótkie. Stado tkwi albo na innym poziome (sofa!) albo się zmywa. Pozostają więc tylko moje dość już mocno pokłute ząbkami dłonie, a gdy te chcą i muszą odpocząć, biedny Albert chcąc nie chcąc zadowala się zabawkami. Z misiem pluszowym nawet się zaprzyjaźnił, co zresztą widać na zdjęciach. A miś nie taki zwyczajny jakby się wydawało, to prezent od Torresika Natalli, któremu umilał pierwsze dni w jego nowym domu. Pozostałe widoczne pluszowe lale są prezentem od Madzi - tej od OUT CYPRESSA. W imieniu Alberta i naszym własnym serdecznie za nie dziękujemy!

  • Styczeń, 2011
  • Pierwsze zabawki Alberta

    Sześciodniowy ALBERT E. Bonomiella

    Wrzuciłam dzisiaj Albertowi do skrzyni parę pluszaków-przytulanek. Zanim Albercik mógł się z nimi zaznajomić, Bella każdą z zabawek obwąchując sprawdziła i dopiero po upewnieniu się, że żaden z tekstylnych potworków nie dybie na zdrowie i życie jej synka, pozwoliła temu zbliżyć się do nich.
    Bella ogląda zabawki synka
    bohaterowie zmęczeni śpią
    Jak na razie u nas bez większych zmian, no może wartym odnotowania jest apetyt Belli, który po tygodniowym kapryszeniu znowu ku mojej radości jest w normie. Albert jest silny i stabilny, nie da się ukryć, że z każdym dniem coraz go więcej. Poza tym zrobił się mobilniejszy i do perfekcji opanował sztukę pełzania, co pozwala mu w ciągu paru sekund przemieścić się z jednej strony skrzyni na drugi. Szczególnie szybki jest po przebudzeniu, w drodze do czekającego i mocno już napełnionego mlekiem baru. Ach, ten bar mleczny, czyli sutki Belli, zajmują mnie bardzo i spędzają sen z powiek. Produkcja mleka ruszyła u Belli na pełen gwizdek, a tu tylko jeden Albert do odsysania tego dobra i chociaż żarłoczny wybitnie, to obawiam się, że sam całej mleczarni opróżnić nie zdoła. Na razie sprawdzam biusty psiej mamy, rozmasowuję te co twardnieją i jeszcze jestem w stanie nad nimi panować, ale nie wiem jak długo dam radę i czy nie będzie potrzebna pomoc farmakologiczna. I znowu swoim zwyczajem martwię się na zapas.
  • Sierpień, 2010
  • To już 6 tygodni ze szczeniętami

    Dasz misia?
    Nie ma mowy!
    Pampus korzysta z nieobecności maluchów i ukradkiem dobieraja się do ich zabawek.
    Ani zdążyłam się obejrzeć, a tu 6 tygodni minęło w tempie przysłowiowego strzału z bicza. Szczenięta podrosły i usamodzielniły się. Nie wynoszę ich już od ogrodu, same wybiegają za mną jak kurczęta za kwoką. A spieszą się przy tym tak jakby się obawiały, że ominie ich przyjemność buszowania w trawie. Z trawą i szczeniętami mamy pewien problem: otóż malce nie tylko biegają po zielonym, ale próbują to jeść. Aby odwrócić ich uwagę od zjadania wszystkiego co wyrasta z ziemi, staram się zorganizować im sensownie czas na świeżym powietrzu organizując plac zabaw jak dla dzieci. Wynoszę im na dwór ich kocyki i ręczniki, i to nie do leżenia, ale do przeciągania z miejsca na miejsce, do wzajemnego siłowania się w taki sam sposób jak się przeciąga w zabawie linę. Zabawki ku uciesze malców i zazdrości Pampusa też wychodzą z nami z domu. I tak kilka razy dziennie. Powrót z ogrodu do domu nie przebiega już tak sprawnie jak uprzednie wyjście. Maluchy, mimo że zmęczone gonitwą i pokładają się gdzie bądź, ale nie kwapią się z powrotem do swego dziecinnego pokoju. Noszę je do ich lokum po dwa, a dorosłe psy mi sekundują. Najbardziej nasza ciężarna Simonka zainteresowana jest dzieciarnią. Sprawdza co robią, gdzie chodzą, zagania na przeznaczone im miejsce gdy uzna, że za bardzo się oddaliły, a przy tym aktywna jest bardzo i widać, że opiekę nad maluchami traktuje bardzo serio. No tak, przyszła mama wprawia się.
  • Kwiecień, 2010
  • Rośnie nam Pampalini

    Słodki Maluch.
    Minął dobry tydzień od ostatniego doniesienia o Pampusie, a tydzień w życiu szczenięcia to spory kawałek czasu. Urosło mu się, ciężki się zrobił i trochę ma za dużo masy aby go po schodach nosić. Mądry jest bardzo (jak to shar pei) i zrozumiał, że z transportowaniem go raz na górę, raz na dół definitywny koniec i musi radzić sobie sam. Radzi więc sobie i to nieźle. Tup.. tup.. i Pampus radosny na dole, Hop.. hop.. i już na górze. Gdyby mógł to biegałby w te i we wte, ale dojście do schodów otwierane tylko na czas wyjścia. Ma więc Pampus małe zmartwienie, że czegoś nie można wtedy gdy się ma ochotę.

    Jeść Pampus lubi, ale na swój sposób i według własnego rytmu. Trzy porcje w ciągu dnia to dla niego o jedną za wiele. Pochłania radośnie dwie wielkie, trzecią ignoruje. Przybył mimo tego dobry kilogram w ciągu tygodnia, chudy nie jest, więc chyba wie co robi.

    Edukacja Pampusa przebiega raczej sprawnie, malec uczy się chętnie. Szelki, smycz i spacer już nie straszne, wie co w domu wolno, a czego nie. Grzeczny i pojętny, jest tylko jedno maleńkie "ale"... Zdarza mu się zapomnieć i nasiusiać w salonie. Nobody is perfect.

Strona 1 z 4, łącznie 16 wpisów