Wpisy otagowane jako wychowywanie psów

  • Grudzień, 2011
  • Pepe Lavion świątecznie

    Pepe. Wygląda już bardzo dorośle.
    Wraz z pięknymi życzeniami z okazji Świąt, otrzymałam od p. Agnieszki zdjęcie Pepe (synek naszej Simonki, urodzony 1.09.2010) oraz sympatyczne doniesienie jak to Pepe zaaklimatyzował się w swoim nowym domu i jak bardzo rodzina p. Agnieszki zżyła się z psem. Dziękuję z całego serca za to obszerne "sprawozdanie", za opis psa kochanego, dorastającego, rozwijającego się i tak pozytywnie wpływającego na dzieci.
    A jak rozwijał się Pepe, p. Agnieszka napisała we wrześniu tutaj oraz w marcu tutaj.
    Ciąg dalszy opowieści o Pepe poniżej. Miłej lektury!

    To już nasze drugie wspólne święta z Pepkiem. Tradycyjnie podróżujemy do rodziny i Boże Narodzenie spędzamy "na walizkach". Psiak odwiedzi z nami kilka domów i mamy nadzieję, że spisze się "na medal".
    Z wiekiem Pepe staje się coraz spokojniejszy i bardziej zrównoważony.
    Został czujnym stróżem nas i domu, co czasem bywa kłopotliwe :) W pierwszej chwili nie chce wpuszczać gości do domu, ale jak się tylko upewni, że my jesteśmy spokojni uspokaja się i on.
    Odnalazł też swoje miejsce w "stadku". Zaakceptował jako przywódcę mojego męża choć jako pies charakterny próbuje z nim walczyć o dominację. Mi z kolei pozwala ze sobą zrobić wszystko: bez problemu oddaje nawet swoje przysmaki i wita najradośniej, ale cóż... nie słucha do końca. Tak jak pisałam wcześniej cieszą mnie jego relacje z synami - lubi kiedy go szkolą, schodzi im z drogi kiedy widzi, że nie są w humorze, pozwala im leżeć na swoim posłaniu i zajmować ulubione miejsca.
    Mam wrażenie, że bawi się z nimi dużo delikatniej niż z nami. Pepe od początku wykazuje się niesamowitą cierpliwością względem małego Jasia, ale minęło trochę czasu zanim podporządkował się starszemu Wiktorowi. Teraz kiedy Wiktor zaczął być bardziej zdecydowany względem Pepka jest dobrze. Pepe zna swoje miejsce i zasady, których nie może łamać np. ma zakaz wstępu na piętro. Nie jest to dla niego uciążliwe, bo życie toczy się na dole, ale w porze spoczynku każdy idzie do swojego pokoju - a te są na górze. Zabawne, bo jak za długo siedzimy na dole widzę, ze mu przeszkadzamy :)
    Pepe jest pierwszym psem w naszym domu. Jest wspaniałym shar pei o silnym charakterze. Cały czas uczymy się siebie nawzajem. Pepe w naszym domu to nie kaprys dzieciaków, ale świadoma decyzja dorosłych. Na szczęście, bo oprócz ogromnej radości to też ogromna odpowiedzialność, sporo pracy i przeznaczonego dla niego czasu. U nas wynik NA PLUS :)


    i dalej...

    Jeśli kiedyś zabraknie Pani tematów na bloga to proponuję, żeby Pani właśnie napisała trochę jak ocenić, czy pies w domu to dobry pomysł, czy nie - że pies to nie maskotka. Jak dobierać sobie towarzysza na przecież długie lata. Jak ważna jest akceptacja zwierzaka w domu przez wszystkich domowników (coś wiem o tym, bo u mnie proces akceptacji przebiegał w różnym tempie). Oczywiście nie chodzi o to, aby kogoś przestraszyć, ale "zmusić" do myślenia.


    Dziękuję bardzo za podsunięcie pomysłu. Tematy "pies w domu", "pies w rodzinie" oraz "ludzie i psy" będą w blogu poruszane i to z pewnością nie raz. Tymczasem pozdrawiam serdecznie, radosnych Świąt i wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym Nowym roku życzę.

    P.S. Ciekawostka. Pepe Lavion jako szczenię występował w telewizji. Wzmianka o tym wydarzeniu tutaj.
  • Listopad, 2011
  • Przereklamowane dzieci

    Zatem śmiałe tezy odsłaniam światu. Zaznaczam jednak, że to mocno przymrużone oko i poza zdjęciami i moją nieograniczoną miłością do Morcheeby i Pocoyo nic nie należy rozumieć dosłownie i zero-jedynkowo.

    Właśnie to powoduje,
że wracam do domu najszybciej jak to możliwe.
    Kto ma tak kamienne serce, aby nie rzucić wszystkiego, by się do nich przytulić?

    Wychowywanie psów, choć angażujące, jest niewspółmiernie efektywne i bezsprzecznie skuteczne. Raz ustalona zasada - słuszna czy nie zależy do okoliczności - pozostaje obowiązująca, aż do zmiany na korzystniejszą ... z punktu widzenia czworonoga. Wszystko to proste, łatwe i transparentne. Niemniej jednak dodam, że zachcianki każdej ze stron, utrzymują w ryzach osobiste preferencje i ostatecznie formują indywidualne predyspozycje. Wystarczy zatem sprawować sprawiedliwe rządy i obficie dotować socjal, aby otrzymać nieskończone pokłady radości, miłości, a w efekcie szczęśliwego psa. Ale to jeszcze za mało, bo dzieci też to potrafią.
    Krzykiem, szarpaniem i ciągnięciem za smycz nic dobrego się nie osiągnie. Przemoc bowiem, jak w każdej innej sferze życia, nic sensownego nie przynosi. Im poważniej podejdziemy do nauki, tłumaczenia pełnymi zdaniami i dostarczania wiedzy z najdrobniejszymi szczegółami, tym krócej potrwa szkolenie, a i powtórka programu nie będzie konieczna. Przy odpowiednim nastawieniu i konsekwencji, niemal wszystko shar pei opanuje w max dwa dni, a umiejętności przydatne także i z jego strony, zwykle za drugim razem! Kwartał, począwszy od drugiego miesiąca życia kształtuje intelekt psiny, zdolność analitycznego myślenia i samodzielność.
    Później bazuje ona na nabytych umiejętnościach z wykorzystaniem efektu pracy milionów wykształconych szarych komórek i zebranych doświadczeń. Wielu mylnie twierdzi, że po tym okresie, psa już niewiele można nauczyć. Bzdura. Odpowiednia argumentacja, przedstawienie związku przyczynowo-skutkowego i wiarygodne wykazanie korzyści wynikających stricte dla psa, daje dokładnie takie same efekty.
    Wiem, że to śmiały pogląd, ale uważam że stawianie ludzi ponad światem zwierzęcym, to egoistyczne, egocentryczne i nieuzasadnione nadużycie i stronniczy populizm. Wielu bowiem, nie rozumiejąc czegoś, uważa za gorsze, czy wręcz głupie. Spróbujcie otrzymać wyrozumiałość lub zrozumienie, jeśli spóźnicie się do pracy, bo pies jest chory, trzeba było podać leki o określonej porze lub pojechać do weterynarza.
    Fraza "dziecko" skolei oferuje niespotykane możliwości. Mogą się drzeć, śmiecić, niszczyć, usprawiedliwiać spóźnienia i nieobecności, a także zapewniają pierwszeństwo wraz z przyzwoleniem na wcześniejsze wychodzenie z pracy. To, że jest to społecznie przyzwolone to jedno. Nieuzasadnione toczenie błędnego koła to drugie. Dla mnie bezcenne jest to, że gdy wracam do domu, spotyka mnie szczera radość, nieskrępowana miłość, bezgraniczna wyrozumiałość i troska. Bezinteresowność we wszystkim, w każdej sekundzie, którą spędzamy razem. Zawsze. Dzieci są cudowne, ale lepsze są psy.
  • Luty, 2008
  • Z życia wzięte

    Dziś wpis mało poważny, bez refleksji, za to z paroma fotkami z życia wziętymi..

    Dzień bardzo zimny, ale słoneczny. Misiaki zostały zapakowane do samochodu i wywiezione w plener. Zamierzałam sfotografować wszystkie na raz, ale gdy tylko podniosłam klapę to dwa sprytniejsze wyskoczyły w mgnieniu oka, a w aucie pozostały tylko Belcia i Misiek. Auto po złożeniu tylnych siedzeń staje się na tyle przestronne, że zmieściłyby się w nim nie cztery shar-pei, ale sześć. Rachunek prosty - mam deficyt w postaci dwóch psów! Nic to, nadrobię...

    Po spacerze obiad dla strasznie wygłodzonego Piotra. Fotka z pewnością zadziwi tych, którzy podejrzewają, że jedynym serwowanym przez nas produktem spożywczym jest sucha karma dla psów. Na zdjęciu niezbyt wyraźnie widać co to takiego Naczelny ma na talerzu, więc jako dowód kolejna fotka, ale już z samym, apetycznym jedzonkiem.

    Przyznaję, że gotowanie nie jest moją pasją, czasami jednak udaje się mi wyczarować coś jadalnego. Tym razem to naleśnik. Wiem, danie proste i nieskomplikowane, ale za to jakie smaczne! Trudno powiedzieć kiedy znowu uda mi się ugotwać coś co się nie przypali, nie będzie za blade lub za zielonkawe. Ten naleśnik, będący w moim mniemaniu kulinarnym arcydziełem, zasłużył na uwiecznienie.

    Czasami Bella towarzyszy nam przy posiłkach. Tak długo jak leży zwinięta w kłębek i morduchę ma pod stołem, jest tolerowana. Na zdjęciu widać ją w trakcie ewakuacji z miejsca przy stole. Minę ma wyraźnie stropioną. Cóż, sama sobie winna. Złamała zasadę niewychylania się ponad krawędź stołu.

    zaraz pojedziemy
    smacznego!
    domowe jedzenie
    i po obiedzie
  • Grudzień, 2007
  • Konflikty

    W nowym wydaniu "Przyjaciela Psa" znalazłam artykuł Anny Redlickiej pt ."Z lasu na kanapę", a w nim ten cytat:
    Domowe stada są tworami najzupełniej sztucznymi, w których wcale nie musi panować zgoda. Psy nie mają wpływu na skład swojej grupy. To człowiek decyduje o tym ile i jakie zwierzęta trzyma w domu. Osobnik nieprzystosowany bądź nieakceptowany przez grupę, choćby nawet chciał, nie może odejść. Stanowi to poważne źródło problemów psychicznych dla wszystkich członków domowego stada i jest główną przyczyną konfliktów.
    Jakże bliskie i znane są mi wspomniane przez p. Redlicką problemy. Niedawno nasz dom opuścił Delfinek - pies ukochany i chołubiony przez domowników, ulubieniec naszych znajomych, wróg Numer Jeden starszego o cztery lata od niego Miśka.
    Nie ma takiej możliwości aby pogodzić ze sobą zwaśnione psy, można je tylko izolować od siebie, co na dłuższą metę staje się nie tylko dla domowników ale i dla psów nie do zniesienia. Gdy Delfin mieszkał z nami wydawało mi się, że to tylko on jest tym cierpiącym, że to on jest ofiarą, na którą czycha większy i silniejszy Misiek. Po kilku tygodniach od rozstania z Delfinem zauważyłam wiele zmian u moich psów, które nie były bezpośrednio zamieszane w konflikt z oboma samcami.
    Tequilla jakby odmłodniała, nabrała wigoru i zwiększy jej się apetyt. Nie muszę już jej namawiać do jedzenia, co przedtem często miało miejsce.
    Ronda, która w okresie najostrzejszych starć pomiędzy samczym duetem schudła i miała nieładną sierść, teraz przytyła a włos ma gęsty jak miś polarny.
    Bella zapomniała już czasy gdy trwożnie rozglądała się wokół, czy z jakiegoś zakamarka nie wyskoczą nagle dwa zaślepione gniewem potwory.
    Misiek przestał żreć nerwowo, opróżnia swoją michę spokojnie, nie posikuje już po ścianach i meblach.
    Delfinek w nowym domu przytył dwa kilogramy. U nas, mimo że dostawał do jedzenia dwa razy tyle co Misiek, wyglądał na psa lekko zagłodzonego.

    Konflikty pomiędzy psami mają różne podłoża, nie jestem psim psychologiem, nie będę się nad nimi rozwodzić, podam tylko parę przykładów:

    1. Parę lat temu Piotr wyjechał na trzy tygodnie zabierając ze sobą jedną sunię. Była to Wai, bardzo zżyta z Uffi. Jedna bez drugiej nie chciała wyjść na spacer, razem dzieliły legowisko, bawiły się tylko ze sobą i nie dopuszczały do gry innych psów. Obawiałam się, że Uffi będzie cierpieć bez Wai i odwrotnie, z cięzkim sercem zgodziłam się na ten wyjazd Piotra z sunią. Uffi nie straciła ani wigoru ani apetytu po wyjeździe przyjaciółki, Wai tylko z Piotrem czuła się też dobrze.
    W dzień gdy Piotr wrócił z Wai do domu na przywitanie wypuściłam tylko Uffi. Ku mojemu zaskoczeniu suki natychmiast pokazały sobie zęby. Do ostrej konfrontacji pomiędzy nimi nie doszło ale przyjaźń, wspólne zabawy i spanie skończyły się raz na zawsze.

    2. Pamiętam doskonale ten dzień gdy przywiozłam ze Słowacji do domu 9-tygodniowego Miśka. Suki pomrukiwały na nigo groźnie, jakby chciały powiedzieć: "wracaj przybłędo tam skąd pochodzisz". Malec robił do nich słodkie oczy, przymilał się a one odskaiwały od niego z piskiem i wyraźnym obrzydzeniem. Sytuacja po jakimś czasie pomiędzy Miśkiem a sukami unormowała się, tzn. on sobie a one sobie. Misiek nabrał szybko masy ale respektu do suk nie stracił, za to odgrywał się brzydko na mopsie mojej mamy, który z kolei prowokował go do awantur. Na żadnego z psów mentalnie wpłynąć się nie dało, pozostał środek ostateczny czyli odizolowanie. Izolacja poprzez drzwi czy płotek zawsze agresję pomiędzy psami potęguje, a raz odizolowane od siebie psy NIGDY już nie będą potrafiły żyć razem.

    3. Szczenięta urodzone w naszym domu są tak długo w pełni akceptowane przez całe stadko dopóki domu nie opuszczą. Potem droga powrotu jest ciernista lub nawet niemożliwa. Tequilla, Ronda, Bella to suki urodzone u nas i być może tu leży przyczyna, że nigdy się ze sobą nie kłócą chociaż temperamenty mają różne.

    Na pewno nie zaryzykuję wyjazdu na urlop z jednym psem, bo odłączenie psa od stada równa się izolacji, a to pierwszy krok do wzajemnej nietolerancji.
    Izolować się od psów możemy my - ludzie, możemy wyjeżdżać i wracać kiedy chcemy, a psy będą się zawsze cieszyć na nasz widok.

    Jeszcze do tego tematu powrócę.

Strona 1 z 1, łącznie 4 wpisów