Wpisy otagowane jako weterynarz

  • Maj, 2009
  • Przychodzi pies do lekarza...

    dr Kasia z Bellą
    Z głośnym rykiem i szczekaniem zapakowaliśmy się dzisiaj do auta z całą gromadą naszych psów i pojechaliśmy gabinetu gabinetu weterynaryjnego. Nie wiem kto bywa z taką ilością czworonogów na raz - my bywamy, chociażby dlatego, że nasze shar peie lubią składać wizyty.

    Nie każdy dom jest otwarty dla ludzi ze stadem psów u boku, ale gabinety weterynaryjne na szczęście tak, a szczególnie ten nasz. Psy zdrowe, kontrola jednak nigdy nie zaszkodzi, no bo Bella wygląda na zaciążoną i trzeba było ją pokazać, Simonka jeszcze w fazie rozwojowej więc też do kontroli, Tequilla ani w ciąży, ani w rozwoju, ale jak tu zostawić ją w domu gdy inne jadą, Misiek natomiast przyzwyczajony, że gdzie jego pan, tam i on, mowy więc nie było aby go nie zabrać skoro Naczelny wychodzi i to z pozostałymi psami, i ze mną na dodatek.

    z Bellą i Simonką
    z Tequillą
    To niesamowite jak te moje shar pei`e lubią odwiedziny w lecznicach! Bella bez protestów dała położyć się na stole i obejrzeć sobie to i owo, Tequilla i Simonka zawzięcie myszkowały po kątach, Miśkowi udało się wywlec z pojemnika na odpadki kawałek ligniny, która rzecz jasna została mu odebrana, a wszytkie psy tuliły się radośnie do doktor Kasi. Zresztą, co ja się tu będę rozpisywać - popatrzcie na fotki!
  • Grudzień, 2008
  • Shar Pei, oczy i weterynarz

    Zitella
    Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie właścicielka Zitelli (7 miesięczna córka mojej Belli) z ponurą wiadomością: weterynarz stwierdził u małej entropium i konieczna jest operacja! Telefon ten rozbił mnie tak, że o spaniu mowy nie było.. Połowę nocy przewracałam się z boku na bok wyobrażając sobie jak ta psina wygląda i jak cierpi. A dzisiaj p. Ania z Zitelką u mnie w odwiedzinach, więc oczywiście zdjęcie psa.. Musiałam naocznie przekonać się jak wygląda sunia. Ano wygląda dobrze, żadnego entropium, żadnych wskazań do operacji. Oczyska piękne, szeroko otwarte, sunia radosna, szalała z Simonką tak, aż miło było popatrzeć. Kamień z serca i refleksja: jak to jest, że weci widząc psa rasy shar pei od razu chwytają za skalpel? Obojętnie, jest potrzeba zabiegu czy nie... Niewiedza, uprzedzenie co do rasy czy też cyniczne wyrachowanie z chęci zysku, bo przecież operacja kosztuje i to niemało. Ciekawa jestem ilu to shar peiom wyoperowano oczy bez potrzeby, tylko dlatego, że weterynarz miał takie widzimisię.

  • Zuul u weterynarza

    Do tej pory wydawało mi się, że każdy kto ma shar pei wie, że szczeniak tej rasy śpiąc pochrapuje, a gdy zadowolony lub przejęty to chrumka sobie niczym prosiaczek. Synek Belli - Zuul Ghostbasters poszedł do ludzi mających już jednego shar peia, przekonana więc byłam, że wiedzą jak zachowują się szczenięta tej rasy i jakoś nie przyszło mi na myśl wspominać im, że chrumkanie i chrząkanie u shar pei w wieku szczenięcym to nie powód do zmartwienia.
    W nowzm domu Zuul rozwijał się dobrze i jak każdy szczeniak tej rasy wydawał z siebie odgłosy godne małego warchlaka, aż tu nagle zaniepokojeni jego pańciowie pospieszyli szukać pomocy u weterynarza. Ten obejrzawszy i osłuchawszy psa, zaproponował operacyjne usunięcie fragmentu podniebienia i poszerzenie otworów nosowych! Spanikowani i przerażeni prawie śmiertelnie właściciele Zuula powiadomili mnie co to też ich biednego psa czeka i jakie to nieszczęście i w ogóle rozpacz. Dobrze, że udało mi się namówić ich na wizytę u innego weta, który stwierdził, że pies zdrowy, że nic mu nie jest, że martwić nie ma się czym. I tak to Zuul został niemalże wyrwany spod skalpela, a jego podniebienie i nozdrza uratowane przed szalonym chirurgiem. Aż strach pomyśleć co by było gdyby ten go naprawdę zoperował!
  • Październik, 2008
  • Całym stadem najraźniej

    Stado gotowe do drogi. Zaraz wyruszamy.

    Spacerujący człowiek z jednym psem lub jeden pies w samochodzie nie dziwi nikogo. Za dwoma psami przy jednym człowieku czasami jakiś przechodzień się obejrzy, ale pięć psów jednocześnie, w jednym samochodzie, przez bliźnich postrzeganych jest niemalże jak eksces. A właśnie wczoraj z całą piątką wybraliśmy się do gabinetu weterynaryjnego w Oleśnicy, do doktor Kasi. Miały jechać z nami tylko dwa psy - Tequilla i Rondel, ale Misiek tak prosił, tak jęczał i rozpaczał, że wymusił... Samochód nasz po złożeniu tylnych siedzeń pojemny, więc i Simonka została zapakowana, no bo jak tu ruszyć się gdzieś bez Simonki? Bella widząc, że wybieramy się bez niej dostała spazmów, a wzrok miała przy tym tak nieszczęśliwy i proszący, że oczywiście uległam i dopakowałam do auta i ją. Tuż przed odjazdem pstryknęłam zdjęcie uszczęśliwionemu stadku.

    dr. Kasia z Tequillą
    Niespełna pól godziny jazdy i osiągamy Oleśnicę. Przed gabinetem weterynaryjnym psy z impetem wyskakują z samochodu, nie czekając aż im pozapinam smycze. Robi się chaos, bieganina, łapanie rozbieganych czworonogów. Po paru minutach już wszystkie w gabinecie. Pytam się dr. Kasi nieśmiało, czy miała już takie stado pacjentów w gabinecie na raz. Nie, nie miała, ale widać, że cieszy się do psów, a one do niej. Psy biegają po gabinecie, myszkują po przyległych pomieszczeniach, strącają opakowania z próbkami karm, w nadziei znalezienia smakołyka wsadzają swoje wielkie i zawsze łakome paszcze w każdy zakamarek. Bella wszędzie wyczuwa jedzenie, wspinała się nawet na stół aby sprawdzić czy na nim czegoś smakowitego nie znajdzie. Widać, że wizyta w gabinecie weterynaryjnym stanowi dla moich shar pei niebywałą atrakcję. Na następne badania kontrolne wpadniemy znowu całym stadem.
  • Sierpień, 2008
  • W gabinecie weterynaryjnym

    Byliśmy ze stadkiem w lecznicy. Naczelny ze mną, ja z Miśkiem, Zamirką i Simonką. Szczeniaki jechały samochodem po raz pierwszy, dla Miśka to żadna nowość, bo on autem jeździ prawie codziennie. Tak przyzwyczaił siebie i nas. Kluczyki do samochodu w dłoni, a Misiek stoi już gotowy do wyjścia. Szczeniaki natomiast nie były zachwycone propozycją podroży. Mimo, że znają nasz samochód, mimo że przez bramę obserwują przelatujące z hukiem pojazdy, to na widok otwartych drzwi naszego auta, oba dały nogę. Udało nam się zapakować wszystkie stwory do auta i wyruszyliśmy. Maluchy całą drogę, około 20 minut jazdy, siedziały przytulone do siebie, z dosyć mocno stropionymi minami. Było mi ich żal, ale to już czas na aby poznały coś więcej niż tylko nasz dom i ogródek.

    Simonka na stole
    z doktor Kasią
    W gabinecie u weta towarzystwo się odprężyło, łaziło swobodnie tu i tam, łakomie pożerało przygotowane dla pacjentów smakołyki, podane w nagrodę za dobre zachowanie lub raczej na ośmielenie. Zamirka wyjeżdża, więc otrzymała paszport. Dokument potrzebny psu na budę, ale właścicielowi zwierzaka owszem. Wystawienie tego papierzyska trwało trochę, wiadomo biurokracja. Imię psa, data urodzenia, numer tatuażu, data tatuażu, dane właściciela to tylko niektóre pozycje. A wszystkie musiało być wypisane dodatkowo na formularzach, które z kolei zostaną odesłane do stosownych izb lekarskich.

    Wypełnianie papierzysk trwało, psy w tym czasie oswajały się z lecznicą. Simonka pozwoliła łaskawie posadzić się na stole i robiła za gwiazdę. Na koniec wizyty pamiątkowe zdjęcie stadka z doktor Katarzyną Mróz w jej Gabinecie Weterynaryjnym Prak Vet w Oleśnicy, a potem odjazd do domu. Szczenięta nie protestowały przed zapakowaniem ich do auta. Poznały coś nowego, zobaczyły kawałek świata i chyba się czegoś nauczyły.

Strona 1 z 2, łącznie 6 wpisów