Wpisy otagowane jako tequilla bonomiella

  • Lipiec, 2010
  • Tequilla - moja duma

    Tequi z dziećmi (krótko po porodzie)
    Trochę jesteśmy zmęczeni, trochę lekko skołowani ze szczęścia. O śnie na razie nie ma mowy, siedzimy prze Tequi i jej dzieciach, oglądamy, komentujemy, cieszymy się. Tak bardzo marzyłam, aby Tequi choć raz jeszcze miała szczenięta. I spełniło się. Nasza siedmioletnia znowu spisała się wspaniale! Fakt, że zanim urodziła to przetrzymała nas kilka dni, zatroszczyła się o to abyśmy wiedzieli co znaczy napięcie oczekiwania, potrafiła całym swoim zachowaniem skupić moją i Piotra uwagę tylko na sobie, aż w końcu obdarzyła nas takimi szczeniętami o jakich marzyliśmy. Moja kochana Tequilla! Alma mater - matka rodu, rodzicielka naszej wspaniałej i wyjątkowej Belli oraz nie mniej wyjątkowej Simonki, sama championka i matka oraz babcia championów! Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać od pochwalenia Tequilli, jest ona moją dumą, dumą i radością są też jej dzieci, te które odeszły z naszego domu i te, które w nim pozostały.
    Rośnie ostatnie już pokolenie po Tequilli, patrzę na malce i cieszę się, że takie udane, że mają wspaniałe głowy, ale też i trochę mi żal, że to już naprawdę ostatnie Tequilaki... Tak, mama Tequi 2 czerwca skończyła 7 lat i chociaż na to nie wygląda, to niebawem będzie się zaliczać do weteranek. Ale stop! Kobietom wieku się nie przypomina, aby zatrzeć więc złe wrażenie i naprawić popełniony nietakt wspomnę, że Tequilla to Młodzieżowy Champion Polski, Zwycięzca Rasy, wielokrotna złota medalistka, matka udanych dzieci z miotów W, X oraz L. Tequilla, dobry duch naszego domu!
  • Czekanie na szczenięta

    Tak sobie obliczyłam, że dzisiaj Tequilla urodzi. Jeszcze wczoraj wszystko wskazywało, że nie pomyliłam się z obliczeniami - Tequi niechętnie jadła, ruszała się bardziej niż niemrawie, wieczorem wzgardziła kolacją i sapiąc potężnie rozkopała przygotowane dla niej prześcieradełka, ręczniki i kocyki . Sapanie i wiercenie się trwało aż do świtu, wtedy to Tequi dała za wygraną i zmęczona, i już bez sapki zdecydowała się na spanie. Dla mnie natomiast rozpoczął się kolejny dzień. Nie kładłam się już, no bo i po co, skoro byłam przekonana, że za godzinę lub dwie zacznie się znowu. Czas wypełniłam sobie sporządzeniem remanentu nagromadzonych utensyli i gadżetów wszelkiego rodzaju potrzebnych lub nie przy porodzie i przy odchowywaniu szczeniąt. Prześcieradełka i ręczniki - tych nie zabraknie z pewnością, zbierane troskliwie nie tylko przeze mnie ale i przynoszone nam w prezencie przed każdymi narodzinami. Prośba: już wystarczy, dziękujemy, jesteśmy zaopatrzeni na najbliższych kilka lat.

    Zdziwiłam się też ilością posiadanych przez nas misek i miseczek. Najwięcej jest tych żółtych, dosyłanych nam przez rozmaite firmy reklamujące swoje karmy i produkty dla psów. 34 żółte miski. Nie do wiary! 12 misek ze stali szlachetnej i cztery ceramiczne, a wszystkie malutkie dla szczeniąt, w większości nie używane, bo jak praktyka wykazała, szczenięta wolą jeść razem z jednej potężnej misy lub nawet półmiska. Butelek i smoczków też naliczyłam znacznie więcej niż ich potrzeba do odchowania najbardziej kapryśnego i licznego miotu. Skąd się to wszystko wzięło, nie potrafię sensownie powiedzieć. Gdzieś w którymś momencie kupowanie dla psiej gromadki wymknęło się nam spod kontroli. A, posiadamy jeszcze zabawki w ilościach również prawie niepoliczalnych. Piłki, piłeczki, sznurki, sznureczki... Rozmarzyłam się .. Już niebawem psie dzieci będą miały z nich frajdę.

    A tymczasem zrobiła się noc. Minął kolejny dzień. Tequilla ma ciągle swoje dzieci w sobie.. Najadła się i śpi spokojnie. Oddycha miarowo. Zobaczymy co przyniesie nam jutrzejszy dzień. Czekamy... Trudne to bardzo.
  • Grudzień, 2008
  • Naczelny, parówki i Tequilla

    Już drugi tydzień mam zagipsowaną prawą rękę. Nie ma się czym chwalić, niedyspozycja i moje chwilowe kalectwo to żaden powód do dumy. Barometr mojego humoru wskazuje głęboki niż, w domu zrobić mogę niewiele, jedynie obsługiwanie komputera lewą ręką jeszcze jakoś mi idzie. Posiłki przygotowuje Naczelny, który wymyślił dzisiaj na obiad parówki. Najpierw ugotował je, ułożył na talerzach dla mnie i dla siebie, następnie swoją parówkę starannie obrał ze skórki, po czym zaczął się nią po kawałeczku dzielić z Tequillą. Tequi żarłoczna, więc cała kiełbaska szybko zniknęła w jej gardzieli.
    A co zrobił mój mąż? Ano zjadł skórkę! Ponoć mu smakowała.
  • Maj, 2008
  • Tequilla i szczenięta

    Tequilla ze szczeniętami

    Tequilla nie opuszcza skrzyni ze szczeniętami, jest z nimi (poza krótkimi przerwami na posiłek i wyjście za potrzebą) przez całą dobę, Bella odwiedza swoje dzieci tylko na czas karmienia, a śpi w tym samym pokoju co szczeniaczki, ale nie w skrzyni z nimi lecz w swoim legowisku.
    Pogoda się nam popsuła, zrobiło się zimno, muszę więc dogrzewać pieski. Dwa elektryczne grzejniki troszczą się o ciepło w pokojach. Trudno dogrzać pokój tuż przy podłodze, temperatura powietrza w pokoju 120 cm od podłogi wynosi 26 stopni, 40 centymetrów wyżej termometr pokazuje już 28 stopni, a przy samej podłodze mamy tylko 21 stopni. Zakład energetyczny pewnie już się cieszy z mojego rachunku za prąd.. Trzeba będzie pomyśleć o ogrzewaniu podłogowym.
  • Powiększyła nam się rodzina!

    noworodki Tequilli

    Wreszcie doczekaliśmy się na dzieci Tequilli i Miśka. Trzech chłopców i dwie dziewczynki, wszystkie udane, silne i o dobrym apetycie. Dwa złote, trzy czerwone. Leżą właśnie przyssane do szczęśliwej mamy. Tequi zmęczona, ja również, chociaż to ona rodziła, a nie ja. Po prostu padam z nóg. Piotr odsypia nieprzespaną noc, ja siedzę przy pieseczkach. Cały wczorajszy dzień oczekiwaliśmy na szczenięta. Tequilla dyszała niespokojnie, wierciła się nie mogąc znaleźć sobie miejsca, mościła i kopała w przygotowanych na poród prześcieradełkach i ręcznikach, robiła krótkie przerwy na drzemki, budziła się, biegała, ziajała.. Właściwy poród rozpoczął się dopiero nad ranem. O 3.25 urodził się w bólach pierwszy synek ważący 410 gramów. Pół godziny później już bez problemów przyszła na świat dziewczynka. Też spora, bo ważąca 400 gramów.

    Miot "L"Parę minut po czwartej popiskiwał już drugi chłopiec, również o wadze 400 gramów. Krótko przed szóstą rano rodzi się nam kolejna dziewczynka. Kładę ją na wadze i odczytuję 368 gramów. Patrzę na nią z zachwytem. Jest taka jaką sobie wymarzyłam. Będzie nasza! Piotr chce aby nazywała się Lucy. Dobrze, niech mu będzie będzie Lucy... O 8.30 znowu chłopiec - 350 gramów. Tequilla bardzo zmęczona przysypia. Obmacuję jej brzuch i wyczuwam w jego wnętrzu jeszcze jedno szczenię. Czekamy więc.. Nie dzieje się nic, nie ma parć, nie ma akcji porodowej. W końcu o 11.30 rodzi się szóste szczenię. Niestety martwe. Mimo usilnych starań nie udaje się go ożywić...

Strona 1 z 2, łącznie 9 wpisów