Wpisy otagowane jako suka ze szczeniętami

  • Grudzień, 2012
  • Aferkowe wapory i upory

    Dwie doby minęły, szczenięta bezbłędnie trafiają do kraników z mlekiem, a bar mleczny produkuje dla nich na najwyższych obrotach. Tyle w skrócie.
    Afera zapatrzona w swoje dzieci bez reszty. Nawet na moment nie chce się z nimi rozstawać. Każde wyjście z nią "na sikanie" to akcja perswazji połączonej z delikatnym przymusem. Obroża i smycz. W końcu wychodzi, bo to konieczność, ale głośnymi pomrukami okazuje niezadowolenie. Matka-wariatka.
    Nie tylko wychodzenie od szczeniąt irytuje Aferę. Nie mniej wkurzona mruczy, gdy na czas robienia porządku zmuszona jest opuścić skrzynię. Nawet nie stara się zrozumieć po co prześcielamy, po co te szmatki, te ręczniki, te prześcieradełka...
    Kolejny punkt sporny to higiena osobista. Inne zapatrywania na nią ma Afera, inne my. Tu nie ma zmiłuj się, dwa razy dziennie "tu" i "tam" suka jest myta. To konieczność.
    Nie ma łatwo. Ani dla niej, ani dla nas.
    Piotr jak zwykle racjonalny i konsekwentny. Wszystko musi odbywać się zgodnie z planem i zasadami, ponieważ w domu rządzą ludzie, a nie psy. Pewnie dlatego na niego Afera nie burczy tak jak na mnie.
    Ja za to rozpieszczam psicę ile się da.
    I tak jedzenie tylko w skrzyni przy dzieciach, bo Aferka wyjść od nich nie chce. Burczy.. Picie wody tak samo, czyli w skrzyni. Podaję, wynoszę, znowu przynoszę i zgaduję na co właśnie młoda matka akurat ma ochotę. Ścieram, wycieram i podcieram.

    A teraz zrobię sobie kawę. Przede mną nocny dyżur przy Afinii jej dzieciach. Naczelny wraz ze swoimi zasadami już dawno śpi.
  • Październik, 2012
  • Dzień dziewiąty

    Prawie 3,5 kilograma przybrały w sumie na wadze szczenięta. Wspaniałe osiągnięcie Moni! Karmi je intensywnie. A ja nie mniej intensywnie karmię Monię. Już 5 razy dziennie moje kochane suczydło dostaje jeść, a co zje to przerabia na mleko dla milusińskich. Odchowanie takiej gromady żarłoków to nie lada wyzwanie dla suki-matki. W szczycie laktacji (za tydzień) produkcja mleka osiągnie nawet do 2,5 litra dziennie, a w sumie przez cały okres karmienia Monia wyprodukuje około 70 litrów mleka!

    Monia już nie leży cały dzień plackiem przy dzieciach. Ba, ona już w ogóle z nimi nie przebywa w skrzyni. Leży sobie na sofie i patrzy z góry co porabiają jej maluchy. Gdy uzna, że czas na karmienie, to kładzie się przy szczeniakach i karmi. Karmi tak długo, jak uzna sama za stosowne. Gdy jest zdania, że starczy już tego jej dojenia, to zrywa się gwałtownie nie zważając na głośny lament szczeniąt i jednym susem wyskakuje ze skrzyni. Ja wtedy zwykle zamieram... "Jak to? Uciekła od dzieci. Nie chce karmić, a one kwilą! Co za matka!" Rozpaczliwe krzyki malców za Monią trwają tylko kilka chwil. Towarzystwo szybko się uspokaja i zasypia. Ja też się uspokajam, bo widzę, że brzuszki u dzieciarni okrągłe jak baloniki, że znowu przybrały na wadze, więc Monia wie co robi i dobra z niej matka.

    Maluchy jeszcze z zamkniętymi oczkami, ale już lada dzień oczka będą się otwierać. Będzie też łatwiej zauważyć cechy charakteru u poszczególnego szczenięcia. Na razie pieski zachowują się jak jeden organizm. Gdy zasypiają to na komendę wszystkie, a gdy się budzą, to też jednocześnie. Gdy ogarnia je głód, to wszystkie na raz donośnie kwiczą. A gdy już obciągają mleko z sutek, to wszystkie w jednakowym tempie. Monia karmi je leżąc przeważnie na grzbiecie, tak że szczenięta mają wolny dostęp do wszystkich sutków. Gdy jedno szczenię zaczyna pić chaotycznie i niespokojnie przerzucając się z sutka na sutek rozpycha się, jego niepokój udziela się natychmiast pozostałym szczeniętom i spokojny posiłek zamienia się w ostrą walkę o mleko. Ostrą w sensie dosłownym, bo szczeniętom pazurki urosły, więc w trosce o Monię, dzisiaj będziemy je po raz pierwszy skracać.

    Pozdrawiam i do następnego razu!
  • Styczeń, 2011
  • Bella i dwa szczeniaki

    Albert i Afera. On jeszcze maleńki, dopiero 17-dniowy, ona także z tych małych, ale w porównaniu z nim bardzo duża i dorosła. 9-tygodniowa, rozbiegana i wszędobylska dziewczynka. On w jednym pokoju, ona w drugim, bo inaczej się nie da. On potrzebuje maminego mleka w dużych ilościach, więc coraz to przy sutkach. Ona powinna jeść karmę dla szczeniąt. Je, ale gdy uda jej się pociągnąć mleka wprost z Belli gdy ta ją odwiedzi, to aż popiskuje z uciechy. Bella pomiędzy dwoma szczeniakami wyraźnie zdezorientowana, ale kochająca jego i ją, chociaż ją zna dopiero od wczoraj. Dla Belli nie ma różnicy, bo przecież dziecko to dziecko, potrzeba mu mleka i opieki, a ona jako matka wie to najlepiej. A maluchy grzeczne i spokojne. Afera (..Afi, Afinka..) piewrszą noc w naszym domu przespała twardo i bez płaczu. Rano powitała mnie merdając przyjaźnie ogonkiem. Widać, że podoba jej się u nas, że zaakceptowała nas i stadko.

    Albert rozwojowo jeszcze nie na etapie witania czy merdania. Większość doby przesypia, budzi się na swoje mleczne posiłki, podrepcze w te i we wte i znowu śpi. Śpi i rośnie. Mama Bella będąc w ciąży też urosła, ale wszerz. No cóż, ciężarne tak mają, takie ich prawo. Wraz z wiosną przyjdzie czas na odchudzanie.
    A, coś jeszcze.... Od wczoraj Bella nie sypia ze swoim jedynakiem. Przeprowadziła się na sofę, gdzie jest jej z pewnością wygodniej. Odwiedza synka tylko celem nakarmienia. Trochę mi żal Alberta, odnoszę wrażenie, że nagle jakaś część z jego wczesnego niemowlęctwa została bezpowrotnie utracona, że czas go pogania podpowiadając: "doroślej!".
  • Uśmiech Alberta E.

    Dobiega końca druga doba życia małego Alberta E. Słodki stworek pije mamine mleko chętnie, jest spokojnym i takim uśmiechniętym psim niemowlakiem. Bella kocha swojego synka wręcz histerycznie, nie chce opuścić go nawet na moment. Piszczy rozpaczliwie - "podać mi Alberta" - gdy ten oddali się od niej na większy dystans niż 20 centymetrów, a przy tym zachowuje się tak jakby czegoś szukała, jakby zdawało jej się, że jeszcze gdzieś są poukrywane jej dzieci. Odnoszę wrażenie, że trudno jej pojąć, że tym razem urodziła tylko jedno szczenię.
    Nawet krótkie wyjście na dwór wprowadza Bellę w ogromny stres. Wygląda to tak: wychodzi ze skrzyni, po czym cofa się i włazi do niej z powrotem, nie jest w stanie zdecydować się na ruszenie z miejsca, mimo że pęcherz pełen i ciśnie. Rozwiązuję ten problem ubierając jej obrożę, dopinam smycz i energiczną zachętą - "idziemy" - motywuję ją do chwilowego opuszczenia Alberta. Bella wybiega z domu krzycząc rozpaczliwie co w tłumaczeniu z języka psiego na ludzki brzmi mniej więcej tak: "zostawiłam moje bezbronne dziecko, mój Albert bez opieki, oj oj oj!!!", milknie na moment aby się załatwić (widać, że wrzaski i siusianie nie idą w parze), po czym znowu strasznie krzycząc biegiem wraca do domu, do swojego jedynaka. Dopada go, obwąchuje dokładnie, przy okazji przeszukuje skrzynię, sprawdza czy aby na pewno nie ma tam drugiego, uspokaja się i kładzie obok maluszka. Uwagę swoją dzieli pomiędzy Alberta i mnie, ewentualnie Naczelnego. Zawsze ktoś z nas jest teraz przy niej i być musi, w przeciwnym razie z krtani Belli wydobywa się krzyk rozpaczy tak mocno i wiarygodnie sugerujący nieszczęście, że rzucam wszystko co akurat robię i biegnę do niej na ratunek. Wpadam do jej pokoju (przedtem to był mój pokój) i widzę uśmiechniętego Alberta E. oraz ją z miną: "dobrze, że jesteś, tęskniłam". Oj, rozpieściłam moje suczydło...
  • Wrzesień, 2010
  • Pierworodne Simonki



    Simonka - "Matka Polka"
    Porody trwają różnie długo, jedne klika godzin, inne kilkanaście, bywają lekkie, zdarzają się też wyczerpujące i ciężkie. Gdybym w skali trudności rodzenia, takiej od 1 do 10, musiała określić jak trudny był ten u Simonki, to oceniłabym go na 9,5. Pozwolę sobie zaoszczędzić Wam szczegółów z akcji przychodzenia malców na świat, cieszmy się teraz zdrowymi szczeniętami, i że już są. Jak widać z fotki, tata znowu zatroszczył się o kolor i znowu mamy lśniące czarnulki! Szóstka! Jeden chłopiec i pięć dziewczynek! Wszystkie w wyśmienitej kondycji. A Simonka już przyjmuje gratulacje!
    Ja natomiast próbuję złapać pion, ten psychiczny i fizyczny. Pierwszy wróci gdy kiedyś w końcu odeśpię, z drugim może być trudniej, jako że od ponad 20-godzinnego kucania i schylania się nad rodzącą, a potem nad jej dziećmi, boli mnie dosłownie wszystko i czuję się tak, jakby mnie coś przywlekło i porzuciło. Simonka też umęczona do granic, ale zadowolona oraz zachwycona swoimi dziećmi i nie da się ukryć, że napatrzeć się na nie nie może. Po krótkiej przerwie niejedzenia powrócił jej apetyt. Mleko w sutkach też jest. Wszystko dobrze, szczenięta dorodne, mam nadzieję, że wyrosną tak samo pięknie jak Kreciki Tequilli.
    Na razie ta krótka notka musi wystarczyć, ale będę regularnie donosić jak rosną i rozwijają się nasze najmłodsze szczenięta.

Strona 1 z 2, łącznie 8 wpisów