Wpisy otagowane jako stado

  • Czerwiec, 2011
  • Nec Hercules contra plures

    Próba sił - kto komu odbierze patyka!

    Aferka ma się za swoje przy tak dużej ilości szczeniąt. Opadają ją ze wszystkich stron, zabierają jej ulubione gryzaki, męczą i dręczą. Ona mimo tłumu małych agresorów jest w swoim żywiole. Nie ucieka od młodych, a wręcz przeciwnie, nie może się doczekać kiedy te wybiegną do ogrodu i kiedy rozpocznie się akcja. Dzisiaj sfotografowałam bitwę o patyk i jak ze zdjęć widać, zajadła grupa małolatów tę rundę wygrała.
    No cóż, "i Herkules d..a kiedy ludu kupa"!

    No i po zabawie.
  • Maj, 2011
  • Majówkowe wspomnienia

    Mania&Mo Co. ciąg dalszy

    Ponieważ nie ma jak się tłumaczyć, jak li tylko brakiem czasu na cokolwiek i tempem życia, w którym wszystko co najważniejsze wykonuję ostatnio w tak zwanym między czasie, stąd spore opóźnienie w wiadomościach. Ale żona podpowiada, że lepiej późno niż wcale, a już napewno lepiej późno niż później.
    Majówka wyszła zupełnie niespodziwanie, nieplanowana i zadecydowano o niej w ciągu minuty. Stąd i spotkanie założycielek spółki Mania & Mo odbyło się w mało formalny sposób i zorganizowane zostało w ostatniej chwili. Czwarte w historiii, wypadło w rocznicę poprzedniego. Delegatki z północy, dość konkretnie podeszły do tematu obrad i przeprowadziły go w iście wikingowym stylu. Mo nie żałując sobie niczego, wykazała bardzo konserwatywną postawę - co do przewodnictwa - ocierając się o radykalizm. Ocieplenie frontu z północy nastąpiło dopiero po trzydziestu minutach. Wykapana córeczka Belci, a Pani Marta wie, co to znaczy. Po skolei, czerpała bez mała z dobrodziejstwa siedziby Mani, żyjąc jakby w zupełnie innym świecie i nic sobie nie robiąc z obowiązków gościa. Pozwiedzała, powąchała, wodę prawie całą wypiła.
    Zapraszam do obejrzenia zdjęć, a Edycie i Łukaszowi bardzo serdecznie dziękujemy za wyrozumiałość, elastyczność, gościnę i wspólnie spędzony czas.

    Read More

  • Styczeń, 2011
  • News, Afera i kobieta upadła

    AFERA Z Koziego Rynku (fot. G.J. Gronek)
    Zdjęcie mówi wszystko, Afera, nowa dziewczynka od dzisiaj w naszym domu. Ale news i afera, nieprawdaż? Jestem przeszczęśliwa. Od lat marzyła mi się sunia tak wyglądająca jak ten słodki stworek. A wierzcie, że zdjęcie ani w jednej setnej nie oddaje jej wyjątkowej urody. Piękna jest Afera w całości i w szczegółach: postawa, głowa, oczy, kolor, a wszystko takie, jak sobie wymarzyłam, teraz mi się spełniło. Maleńka już u nas, po podróży zmęczona śpi. Trochę zjadła, trochę popiła i sen ją zmorzył. Za nią ciężki dzień. Za mną również. Jazda po szczeniaczka podczas padającego deszczu, przechodzącego w deszcz ze śniegiem i to oczekiwanie spotkania, mimo że radosne to stresujące. Noc poprzedzająca wyjazd do Dolska po psie dziecię miałam bezsenną. Ciągle jeszcze mam w sobie to podminowanie oczekiwaniem na nowego, kolejnego psa. Tym razem też tak było. Ach, co tam bezsenna noc, zapomniałam o niej gdy tylko znalazłam się w samochodzie, a jeszcze bardziej zapomniałam o twardych realiach gdy znalazłam się na miejscu, czyli w Dolsku. Rzeczywistością okazał się w jednym miejscu nierówny i załamany chodnik gdy stąpałam po nim, czy raczej nad nim, bo głową zajętą myślami bujałam już w obłokach. Nagle świat zatracił swoją perspektywę, to co było nade mną znikło w okamgnieniu w niebycie, a to co pode mną okazało się wręcz niewyobrażalnie nieprzyjazną płytą chodnikową. Łokieć, bark, noga. Au!!! Twarde lądowanie uwieńczone jednakże tylko drobnymi kontuzjami. Gramoląc się z upadku do pionu pomyślałam: "jestem kobietą upadłą!".

    Potem było już tylko pięknie. Sympatyczna gościna w hodowli z Koziego Rynku, tuląca się do mnie urocza psia mama Diana (PRINCESSA DIANA S JANTARNOGO MORYA), no i uważnie wpatrujące mi się w oczy szczenięta.

    Droga powrotna do domu minęła nam, mimo zapadającego zmroku i siąpiącego deszczu, spokojnie. Malec dopiero co odebrany od matki i rodzeństwa nie rozpaczał, lecz zwinął się w kłębuszek i przespał prawie całą podróż. W domu zostaliśmy owacyjnie powitani przez stęsknione za nami stadko. Wszystkie nasze psy zareagowały niezwykle pozytywnie na przywiezione psie dziecko. Nikt się nie boczył, nikt nie był obrażony ani zazdrosny. Ogony z szybkością śmigieł helikoptera mieszały powietrze. Ale najbardziej zadziwiła nas Bella - obwąchała maleństwo, pocałowała i polizała tak po psiemu, a potem pozwoliła mu napić się mleka z własnych sutek. Dobra, kochana psina!
  • Grudzień, 2010
  • Śnieżnie i grudniowo

    ..albo je
    Bella śpi..

    Znowu odśnieżanie tych strasznych białych mas co to zasypały nam dom i ogród nocą. Dzień był tak szary jak na zdjęciu po lewej. Ohydnie bury, zimny i nieprzyjazny!

    Człowieczek z szuflą, widoczny przy ulicy, to umęczony ciężką, fizyczną pracą Piotr tuż po zakończeniu walki z "białym szaleństwem" i utorowaniu pojazdowi wyjazdu.

    Z uprzątaniem śniegu z przed bramy za każdym razem ta sama polka: śnieg co to napadał w nocy już świtem zgarniany jest pługiem z jezdni na chodniki, wjazdy i wyjazdy. Co uprzątnięte jednego dnia, zasypane w kolejnym. Fajne, co? Dodatkową "atrakcją" zimy są spadające z naszego dachu z hukiem i łomotem masy śniegu w postaci lawiny. Rozrywka to wątpliwej jakości, ale widowisko przednie. Lawina dachowa co raz to obsuwa się znienacka i raczej biada temu, kogo by zaskoczyła!

    Zima dopiero się rozpoczęła, a mamy jej całymi naszymi sercami dosyć. No może z wyjątkiem Moni i Pampusa. Tym dwóm młodym oszołomom podoba się aktualny stan i do upadłego uprawiają gonitwy w śniegu. Pozostałe psy nie zdradzają najmniejszej chęci wystawienia nosa czy tym bardziej ogona poza drzwi. Trzeba je namawiać do wyjścia, a Bellę wręcz oburącz wypychać, bo dobrowolnie sama by chyba nie opuściła naszego łóżka, w którym to większą część dnia się wyleguje. Mnie też nic się nie chce gdy niebo koloru owsianki (fuj-fuj!!) , a brak możliwości spaceru po lesie przyprawia mnie niemal o klaustrofobię. Leżymy więc sobie razem: ja i Bella. Ona w ciąży, ja w oczekiwaniu na tych co to w jej brzuszku. Jeszcze prawie cztery tygodnie!
  • Sierpień, 2010
  • LaSimonne uczy się macierzyństwa

    Simonka (LASIMONNE Bonomiella) wprawia się do roli matki

    27 stopni, w międzyczasie burza z piorunem, po niej słońce, za chwilę deszcz i znowu parno i gorąco. Jak to w lecie. Stadko dzisiaj, przy okazji bytności w ogrodzie, poznawało się ze sobą nawzajem. Bellę dzieci Tequilli interesują o tyle, o ile, czyli raczej miernie, dla Simonki malce to nie nowość, bo już od paru dni robi im za niańkę. Misiek, gdy tylko zauważył, że szczenięta wyprowadzone z domu na powietrze, czmychnął od razu do wnętrza aby się upewnić czy aby na pewno nic nie zostało po malcach do jedzenia. Typowe zachowanie naszego najstarszego: jedzenie ponad wszystko i za nic nie można zmarnować okazji gdy taka się nadarzy. Pampus wcale, a wcale nie zainteresował się psimi dziećmi, popatrzył, zakręcił się i podążył śladami Miśka. Szczenięta to dla niego żadne towarzystwo, sam jeszcze nie całkiem wyrósł z wieku dziecięcego, a przy tym próbuje na wszystkie dostępne mu sposoby pokazać światu jaki to z niego dorosły facet i chyba dlatego na bratanie się z dzieciarnią nie ma chęci. Cheri podobnie jak Pampek. Widać, że młodość i niedojrzałość idą w parze rączka w rączkę lub raczej łapa w łapę. A szczenięta były wniebowzięte widząc tyle dorosłych psów na raz i mając tyle wrażeń, tyle nowych emocji! Pierwszy egzamin z socjalizacji zdały celująco.

    Simonka liczy szczenięta
    Patrzcie mi w oczy!
    Jesteśmy grzeczni
    O, Pampus przyszedł!
    No i gdzie są duże psy?

Strona 1 z 3, łącznie 13 wpisów