Wpisy otagowane jako spotkanie rodzeństwa

  • Czerwiec, 2010
  • Chińska porcelana

    Wszyscy, którzy choć przez chwilę mieli styczność z shar-pei'ami doskonale zdają sobie sprawę, jak delikatne i piękne są to psy. Ich postawa, intelekt, empatia biją wiele ras na głowę. Dokładnie tak samo jest z chińską porcelaną. Należy się z nią obchodzić ostrożnie, z uczuciem, poświęcić dużo uwagi, ale przyjemność z obcowania bezcenna i bezgraniczna, wynagradzając wszystkie wyrzeczenia po wielokroć z górką.
    Poniedziałek to dzień kolejnego spotkania Mania & Mo Co. - takie swoiste poprawiny wspólnych urodzin. Czas więc poczynić pierwsze podsumowanie wzajemnego obcowania sióstr, bo gwałtowny przebieg zdarzeń mógłby z czasem zatrzeć cenne spostrzeżenia. A więc...
    Mania
    Mo
    Zarząd
    Mary Lou jest słodką psiną, która umie się wszystkim dzielić, przy okazji wykazując się tak niepojętą ambicją i takim zaangażowaniem w sprawy spółki, że należy jej się za to pomnik! Morcheeba to niepozorny raptus, uwielbiająca rządzić i samodzielnie podejmować decyzje, nawet te, które społecznie nie są uważane za popularne. Swoimi charakterami, obie współzałożycielki doskonale się uzupełniają, stanowiąc niezwykle skuteczny duet. Ponadto gościnność, wyrozumiałość i łatwość w podejmowaniu działań, i etyka zarządzania, wprost wskazują na klasę VIP.



    Uścisków ciąg dalszy
    Obie psinki po przywitaniu, podejmują dyskusję na argumenty. Robią to jednocześnie z taką gracją, że dumni Pańciowie spokojnie mogą dywagować, o tym co w trawie piszczy. Poziom wymiany zdań jest zawsze na wysokim poziomie i ani na chwilę nie wymaga interwencji dla ostudzenia temperamentu, co ważne żadnej ze stron. W końcu z tak dobrymi manierami, każdy cios poniżej pasa byłby passe. Swoją drogą tak szanujące się grono, absolutnie się do tego nie posuwa. Wszak na dalekim wschodzie prowadzi to do utraty twarzy - czegoś nie do pomyślenia dla naszych dziewcząt.
    Rrrr, ale jestem groźna
    Zębami!? No wiesz...
    Znowu to samo.
    Oczywiście, że shar-pei to bardzo agresywne psy ;-) Kłapią paszczami, sapią nieprzyzwoicie i pożerają dzieci. Wzrokiem! Trudno napisać coś nowego, bo oddaję szacunek i podziwiam zaangażowanie Mani, do przełamania passy. A tu masz, Mo uparła się, że do trzech razy sztuka. Niemniej jednak obiecuję, że przed następnym spotkaniem, spróbuję wytłumaczyć Mo, że oddanie honorowego zwycięstwa tylko wzmocni relacje.

    Ooo, ulało się
    Woda (s)pokoju
    W takiej pogodzie, pragnienie bierze górę. Miska to kpina i stąd słuszna decyzja Edyty i Łukasza o podstawieniu wiadra. W trakcie półtora godzinnego sympozjum ubyło prawie dwa litry! Swoją drogą psinki podświadomie ustaliły o wyznaczeniu w tym miejscu oazy. Jesteśmy świadomi, że woda uspakaja i relaksuje, ale że aż tak?




    O rety!
    I jak?
    Kto by jednak przypuszczał, że psinki wpadną w zachwyt pod kątem cielesnym. O ile u Mo tendencja do poznawania sprawy organoleptycznie jest mi znana, o tyle Łukasz aż się zaniepokoił zakusami Mani. Przyjmijmy zatem, że miłość współzałożycielek jest bezgraniczna i nie mają one z tym żadnego problemu.
    Na koniec, z rozrzewnieniem musimy przyznać, że po takich spotkaniach aż serce rośnie. Szkoda tylko, że muszą się kończyć. Uroczyście obiecujemy, że obie strony będą dążyć do zwiększenia reprezentacji. A pamiętając cudowne odprowadzenie Mo do auta i smutne oczka Mani, patrzące jak odjeżdża, należy sądzić, że kolejne spotkania są pewne na 100%.
  • Świętujemy pierwsze urodziny!

    Spółka Mania & Mo działa coraz prężniej i sprawiła sobie bodaj najwspanialszy prezent urodzinowy. Dokładnie w dniu swoich pierwszych urodzin, po długim miesiącu tęsknoty dziarskie siostry spotkały się ponownie, by jeszcze mocniej zacieśnić więzy.
    Spotkanie po miesiącu
    Mało powiedziane, że obu psinkom doskwierał brak drugiej połówki spółki. Pierwszy kwadrans spędziły na uroczych czułościach i szeptach na ucho. Potem zaś przystąpiły - a jakże - do ponownego ustalenia pozycji i zależności. Ambitne harce przerwaliśmy po upływie około pół godziny, aby dać im wytchnienie, bo języki były dłuższe od rzucanych cieni. W tym czasie Pańciowie ucięli sobie znaczącą chwilę na ploteczki. Potem harce rozgorzały na nowo. Po pierwszej "przegranej" na własnym podwórku, Mania mocno wzięła sobie do siebie chęć rewanżu i w słońcu była nie lada przeciwnikiem dla Mo. Siłaczka Mania była niezłomna w próbach i kolejnych podejściach, za nic mając coraz silniej operujące słońce i kolejne opróżnione miski z wodą na spółę. Chylimy czoła uporowi i woli. Co jak co, ale motywacji to rocznej Mary Lou absolutnie nie brakuje. Morcheeba zaś, śladem swojego Pańcia nie gustuje w cieple i +18 stopni odbiera jako granicę przyzwoitości. Wielokrotnie oddalała się na stronę, aby choć chwilę odsapnąć w cieniu, co siostra szybko odebrała za zmianę miejsca placu zabaw.
    Duża sięga wyżej...
    Siłaczka Mania vs Atletka Mo
    A może by tak Ją...
    I jeszcze jeden i jeszcze raz
    Suma summarum
    Zresztą, nie ma co się specjalnie rozpisywać, zdjęcia to najlepiej pokazują. Dużo by słów trzeba, być choć trochę przekazać tych ciepłych emocji i wzajemnej siostrzanej miłości.




    Kochane mordki razem
    Wspólne sapanie na trawie
    Zostań ze mną!

    Co tu kryć, Mania & Mo Co. ma tak silne fundamenty i jest tak wybitnie rodzinną spółką, że nie ma na nie rady. I choć Mo znów oparła się siostrze, to widać że zrobiłaby dla niej wszystko. I w takiej to oto słodkiej atmosferze dwie sunie świętowały swoje pierwsze urodziny! Tym samym przesyłamy najlepsze życzenia dla wszystkich pozostałych M-psiaków! Sto lat!
  • Maj, 2010
  • Mania & Mo Co.


    W wielkiej tajemnicy, zacierając wszelkie ślady spisku, Mo odwiedziła swoją siostrę Manię. Już na samym wstępie musimy przyznać, że Morcheeba choć słodko wygląda to raptus i terrorystka w jednym, Mary Lou zaś poza silną ciągotą do wolności ma też spore zapasy sił na ustawienie okolicy dzięki atletycznej budowie i niewiarygodnemu pyszczkowi.
    Pierwsze spotkanie po dziewięciu miesiącach, na wschodnich terenach stolicy przebiegało, niczym zlot bosów mafii. Uważna obserwacja, mrożenie wzrokiem i w końcu ustalenie zakresu wpływów w zawodach na klaty. Mo górując wielkością i masą (!) przypadła władza nad terenem - podwórko i las, Mani zaś z olbrzymimi soczystymi pultachami przypadły benefity - żółta miska z wodą. Po tej wielowątkowej próbie charakterów, nawiązano tytułową współpracę.
    Co tu chowasz?
    A kuku!
    Otwarte karty
    Tak tęskniłam...
    Sekrety...

    Spacer w lesie pokazał psiny z najlepszej strony. Mania z gracją zaprezentowała talenty opanowane dzięki cierpliwości swoich Pańciów na szkoleniu i w domu, Mo skolei zaganiała plotkujące stadko, co wypraktykowała samodzielnie w czasie spacerów z dziećmi. Natomiast spuszczenie obu słodkich psinek ze smyczy, na nowo zdefiniowały plany spacerowe sporej ilości autochtonów, zupełnie nie wiadomo dlaczego ;-)

    Świeże powietrze i miłe spotkanie utwierdziło dwunogi, że dwa shar-pei'e to jest to minimum, które jest na wagę złota. No i o spółce Mania & Mo jeszcze będzie!
  • Październik, 2008
  • Xoll u nas w odwiedzinach

    Rodzinnie. Xoll i Simonka.

    Odwiedził nas Adam z Xollem. Któż to Xoll? Ano urodzony u nas miotowy brat mojej Belli i starszy brat Simonki. Jak widać na zdjęciach chłop z Xolika na schwał, ciężki jak tata Misiek i równie urodziwy. Do zabawy Xolla z moją gromadką nie doszło bo dorosłe suki teraz cieczkują, a Misiek z pewnością zapomniał, że ten masywny pies, tak bardzo do niego podobny to synek i spotkanie dwóch dorosłych facetów mogłoby zakończyć się sprzeczką pomiędzy panami. Z Xollem zapoznała się tylko Simonka. Gdy wypuściłam ją do ogrodu to na widok obcego, czerwonego olbrzyma Simonce ze strachu opadł ogon, a Xoll mimo, że co najmniej dwa razy większy niż ona też minę miał nietęgą. Parę minut niepewności i psy radośnie bawiły się ze sobą. Xoll tak się rozochocił, że próbował nierozumiejącą o co mu chodzi Simonkę pokryć. Ach ci faceci!

Strona 1 z 1, łącznie 4 wpisów