Wpisy otagowane jako spacer z psem

  • Lipiec, 2013
  • Lipiec z Dakotą – najnowsza rolka

    Serdeczne podziękowania ślę do Pani Małgosi z Wrocławia za piękną serię zdjęć Dakoty.
    Miło popatrzeć jak ładnie urosła starsza córcia Moni i oczywiście zaraz wracają wspomnienia jak to było, gdy Dakota jeszcze u nas...
    Podobieństwo do Moni nie do przeoczenia – ten sam szelmowski błysk w oku, ten sam szczery psi uśmiech. Sama słodycz i niezaprzeczalny urok. Cudna psina.

    Pozdrawiamy!
  • Styczeń, 2012
  • Indywidualny spacer psa

    Opierając się na dotychczas zgromadzonym doświadczeniu, muszę jednoznacznie stwierdzić, że sobotni spacer to kwintesencja radości z posiadania psa, a z uwagi na wymiar, ulubiony dzień tygodnia. Nie mogło więc być inaczej i tym razem. Przygotowałem wodę do picia, odskrobałem szyby niebieskiej strzały i szybciutko zawiozłem sunie do lasu.
    Odpowiednia ilość sporawych zapałek z gołą miotłą u góry, swobodnie i nonszalancko rozmieszczonych na wzniesieniach i dolinach, raczej istotnych rozmiarów, to najodpowiedniejsza przestrzeń do weekendowego relaksu. Takie te nasze góry nad morzem. Pierwszy podbieg wyznaczam ja, bo to też i właściwa chwila na wyrównanie ciśnienia i zrzucenie balastu. Stąd zwykle na grani bywam pierwszy ze stada, ale wszelką przewagę tracę, na następującym zaraz po, zbiegu. To czas, podczas którego cztery bez mrugnięcia okiem rozprawiają się z dwoma, węsząc przy gruncie zyskują istotny dystans, mimo zataczania kręgów, sprawdzania pozostawionych śladów przez tambylców oraz ogólnie sinusoidalnej trajektorii przemieszczania. Na drugi szczyt docieram raczej po pozostawionych śladach moich milusińskich. Stąd na drugim zbiegu Mo zwyczajowo daje mi fory, orbitując w najbliższej okolicy, dając mi subtelne poczucie wspólnego spaceru z psem. Za to Pocoyo w tym momencie odbywa już indywidualny spacer psa.

    Read More

  • Grudzień, 2011
  • Migawka z lasu

    Monia. Nasza bardzo miła suczka. Pozuje zabezpieczona smyczą. W lesie preferujemy ograniczone zaufanie.

    Piękny dzień mieliśmy dzisiaj, chociaż to już grudzień. Monia (2,5 roku) na spacerze cieszyła się aurą na równi ze mną. Jeszcze rok temu trudno było prowadzić ją na smyczy, trudno było też wpłynąć na nią mentalnie. Czas dorastania minął, mamy już w pełni dorosłą i naprawdę dobrze zsocjalizowaną suczkę. Bez manier i narowów. Niewątpliwie urodzenie i odchowanie przez nią siódemki szczeniąt także korzystnie wpłynęło na jej usposobienie. Stała się spokojniejsza, bardziej dystyngowana, jej próg pobudliwości podwyższył się znacznie. No i zmądrzała. Z nieposkromionego dzikusa przeistoczyła się w miłego psa domowego. Temperament jej co prawda nie opuścił - ciągle jeszcze ponad wszystko kocha galopy przez pola - ale skończyły się wariactwa i niesubordynacje. Dogadujemy się ze sobą bardzo dobrze. A zdjęcie Moni oczywiście dzisiejsze.
  • Czerwiec, 2011
  • Na rynku w Kępnie

    Aferka ukończyła 7 miesięcy i z tej okazji postanowiliśmy pokazać jej nieco więcej świata niż znane jej dotychczas krowie łąki, pola, las, o własnym ogródku nie wspominając. Na pierwszy miejski spacer wybraliśmy Kępiński rynek, bo to i blisko, i ładnie i lokalnie patriotycznie. Z chodzeniem między spacerowiczami poszło nam całkiem sprawnie, a piękna pogoda nastawiła przechodniów pozytywnie do Aferki (albo może w naszym regionie ludzie tak mają!), ona zaś cieszyła się do każdego bez względu na jego wiek, chociaż widok maleńkiego dziecka wprawił ją na moment w osłupienie.
  • Kwiecień, 2011
  • Aferkowo - rodzinnie i psie tsunami

    Afera z Koziego Rynku
    w lesie zawsze pięknie, bez względu na porę roku. Aferka zachwycona!


    Działo się, że hej! Odwiedziny. Gosia i Jacek wraz z Karolinką odwiedzili odchowaną przez nich Aferkę, a przy okazji nas i całe stadko. Powiem wam, że psy przyjęły gości z entuzjazmem nielichym. Na powitanie biegły do nich z takim impetem, że Gosia gdy już ochłonęła po powitaniach, to określiła moje stadko psim tsunami. Po szaleńczo rozentuzjazmowanym (ale trudne słowo!) powitaniu jakie naszym gościom zgotowała psiarnia z ciężarnymi włącznie, posiedzieliśmy, pogadali w miłej atmosferze, ciasto przyniesione zjedli i kawą popiliśmy, po czym w las ruszyli aby dnia pięknego nie zmarnować. Aferka nie mogła się zdecydować do kogo powinna się tulić, więc miziała się do każdego po kolei. Jestem całkowicie pewna, że poznała Gosię, Jacka i Karolinkę, że skojarzyła ich ze swoim domem rodzinnym, bo radość jej ze spotkania z nimi była tak szczera, że co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości.
    Mała Karolinka aż piszczała do Aferki z radości. Przez radość dziecka przebijał jednakże żal, że psinka urosła, że duża już i silna, bo gdyby była mniejsza to Karolinka by ją chciała, ale takiego dużego pieska to już nie. Raczej chyba nie.

Strona 1 z 3, łącznie 14 wpisów