Wpisy otagowane jako spacer w lesie

  • Marzec, 2011
  • Idzie wiosna

    Aferka - 3,5 miesiąca

    W lesie stopniał śnieg, więc ku radości moich psów oraz własnej, tegoroczny sezon wędrówek ogłaszam za rozpoczęty. Na inaugurację leśnych spacerów zabrałam dzisiaj ze sobą 10-kilogramową już Aferkę. Spacer był krótki, bo i nóżki u mojego malca jeszcze niewysokie, ot tyle tylko aby dać jej zapoznać się z nowymi wrażeniami i zapachami. Do zdjęcia ułożyła się Aferka w cudownie zielonych, mimo że jeszcze bezlistnych krzaczkach jagodowych. Jest więc zdjęcie pachnące zbliżającą się wiosną i mój szczeniak cały zachwycony plenerem.
  • Listopad, 2010
  • Ślady wilka

    Wilk szary. Źródło: Wikipedia
    Lubię, chodząc po lesie, napotykać na ślady zwierząt - najczęściej są to kopytne, a jeszcze bardziej cieszy mnie spotkanie z nimi. Jelenie, koziołki, a czasami dziki przecinają mi drogę, zatrzymując się tylko na moment aby popatrzeć kto idzie i w okamgnieniu znikają w leśnym gąszczu. Za każdym razem dla mnie i towarzyszącego mi psa to intensywnie odbierane doznanie, chociaż różnie je odczuwamy. W ostatnich tygodniach nie spotykałam w lesie żadnych kopytnych, a to dlatego, że wyręby drzew, zakłócające ciszę spalinowe piły, rozjeżdżające drogi ogromne pojazdy leśne. Od dwóch tygodni panuje spokój, gdzieś indziej wynieśli się robotnicy leśni, nie ma ani samochodów, ani traktorów. Parę dni temu zauważyłam na piaszczystej drodze ślady kozła.
    -Acha, znowu są - pomyślałam.
    A przedwczoraj na drodze nie do przeoczenia pozostawiony trop czterech szeroko rozstawionych palców z niepołączonymi z nimi pazurami i trochę mniejszy ślad tylnej łapy w idealnie prostej linii tuż za pierwszym, w odległości około 80 centymetrów. Wielkość śladu przedniej łapy to tak w przybliżeniu połowa odcisku dużej, ludzkiej obutej stopy. Ślad z pewnością nie należał do psa. To był wilk! Tego jestem pewna, nie wiem tylko czy wilk był sam, czy w towarzystwie swoich pobratymców. Podłoże przeszło z piaszczystego w trawiaste, nie miałam więc możliwości aby dalej obserwować dokąd zmierzał właściciel pozostawionego śladu. Szansa na spotkanie z wilkami jest niewielka, zwierzęta te są płochliwe i raczej prędzej zauważą mnie niż ja je i odczekają aż odejdę. Trochę szkoda, chętnie popatrzyłabym na nie z bliższej (bezpiecznej!) odległości, ale idąc z psem, a szczególnie z moim psem, szans na to nie mam żadnych. Bella, gdy tylko zwęszyła ślad wilka, była wprost nie do opanowania. Podekscytowana, a jednocześnie drżąca i ciągnąca mnie za sobą na smyczy jak nigdy dotąd. Musiałam wrócić z nią do domu inną drogą niż chodzimy zazwyczaj. A po powrocie nierozsądnie i nieopatrznie opowiedziałam Piotrowi o śladzie wilka na ścieżce. Zbladł.
    -Nie będziesz już chodzić po lesie z psami - powiedział jak na siebie bardo stanowczo.
    Ależ oczywiście, że będę. I nie ma się czego obawiać, bo nawet jeśli w lesie nadal są wilki, to pójdą w swoją stronę, ja w swoją i w drogę sobie wchodzić nie będziemy.
  • Pampus jesienny

    Dzisiaj w dzień termometry pokazywały w naszej okolicy całe 18 stopni, tak jakby był to dopiero początek jesieni. Dzień wykorzystaliśmy optymalnie - praca w ogrodzie (a jest co robić - masy liści do grabienia!), w międzyczasie spacer z psami. Z sukami powędrował przez pola Naczelny, a ja wraz z Pampusem zrobiłam sporą wycieczkę lasem, z sześć kilometrów na pewno....
    Pampus (Pampalini Boy Quasar) od kiedy osiągnął dziesięć miesięcy w życiu, zaczął być zabierany na dłuższe spacery. Wcześniej dreptał tylko na krótkie przechadzki, wiadomo stawów szczenięcia nadwyrężać nie powinno się, więc oszczędzaliśmy Młodego. Tak więc do niedawna jeszcze mały Pamp zwiedzał tylko najbliższą okolicę, do dalszej był wożony samochodem. Wraz z nastaniem jesieni zaczeliśmy zapuszczać się w tereny bardziej odległe, co też Pampusa wyraźnie zachwyca. Dobrze się z nim chodzi, posłuszny jest, wołany przybiega z minką: a "co mi dasz?", niewołany trzyma się grzecznie w pobliżu mnie i to tak, że zawsze mam go w zasięgu wzroku.
    Co tu dużo pisać o Pampusie - jaki jest, każdy widzi. Jeszcze nie całkiem wyrośnięty, jeszcze trochę wiotki, ale to ładny piesek. Kilka dzisiejszych zdjęć Pampusa z przedpołudniowego spaceru przez las załączam.
  • Październik, 2010
  • Nelson turysta.

    Pozazdrościliśmy wszystkim psiakom, które mieszkają w domach z ogrodami, jak również Mo, która ma zagwarantowane codzienne spacery w nadmorskim lesie, więc postanowiliśmy zabrać Nelsona na prawdziwą wycieczkę do lasu w górach. Najpierw długa podróż samochodem, potem zasłużona zabawa. Na ogrodzonym terenie, wśród jeszcze zielonej trawy, Nelson szalał, wariował, fikał koziołki i biegał jak oszalały. Potem wycieczka do lasu - Nelson ze zdziwieniem obwąchiwał każde drzewko, wsłuchiwał się w odgłosy natury. Nie ma co, widać jaki psiak szczęśliwy po tej całodziennej wycieczce. Po powrocie do domu od razu zapadł w długą drzemkę i pomrukiwał z zadowolenia. Oj urósł nasz psiak, za parę dni kończy 10 miesięcy - zmężniał, wydoroślał, ale nadal ciekawy świata i ufny. Z ostatnich doniesień - Nelson zaczął szczekać - tak, wcześniej nigdy nic, cisza, brak reakcji na obcych czy odgłosy z korytarza, a teraz niech no tylko Nelson usłyszy jakiś dziwny hałas, albo nocne przechadzanie się po korytarzu. Od razu basowym szczeknięciem daje znać: ja tu pilnuje!

    Biegam!
    Odpoczynek
    Chwila w cieniu
    Zjem listek
    Nelson myśliciel
  • Lubimy jesień



    Październik. Oj, lubię ten jesienny miesiąc, mógłby nam trwać nieprzerwanie cały rok... W związku z moją sympatią do jesiennej aury, kontynuuję codzienny spacer przez las i za każdym razem ogarnia mnie ten sam zachwyt nad okolicą, w której przyszło mi żyć, a którą coraz to na nowo odkrywam. Uprzywilejowanym psem do włóczęg ze mną po lesie jest Bella. Rozumiemy się bez słów i wiemy jak ważne dla nas obu jest utrzymanie kondycji. Pracujemy więc nad sylwetkami intensywnie, z tym że Bella ma trochę większą motywację niż ja, ponieważ gdzieś w połowie zimy pewnie zostanie mamą i czas już najwyższy aby zacząć dbać o formę. Ambitnie podchodzi moje dobre suczydło do wyznaczonego jej zadania: je z ogromnym apetytem, bo wiadomo, że nic tak nie krzepi jak wysokokaloryczny i dobrze zbilansowany posiłek. Poza jedzeniem Bella biega prawie tak sprawnie jak wyczynowiec, a że z powodów oczywistych nie może okolicy zwiedzać sama, to zabiera ze sobą mnie i tak to biegamy po lesie razem. Ona lekko, ale z jęzorem wiszącym niemal do ziemi, ja znacznie ciężej i z zadyszką, ale obie z uśmiechem.

    Czarnulki
    A tymczasem szczenięta w domu pod opieką Piotra. Ktoś przecież musi przy nich czuwać, podtykać im papu, ścierać i sprzątać to i owo, a w szczególności TO. Jeszcze troszeczkę, a sprzątanie po szczeniętach będzie można zapisać we wspomnieniach, bo maluchy od dzisiaj wychodzą już do ogrodu. Wychodzą w sensie dosłownym, potrafią wołane maszerować za wołającym. Osiągnęły już ten wiek, w którym jest się na tyle samodzielnym, że wiadomo do czego służą wszystkie cztery nogi: do dreptania, skakania, biegania... i w razie zagrożenia do ucieczki. Nie nosimy więc szczeniąt, animujemy je do ruchu i zachęcamy do samodzielności. Pierwsze samodzielne wyjście z domu już za nimi, kolejny krok w socjalizacji do dorosłego życia zrobiony i to po mistrzowsku. Dzielne niezmiernie te nasze Czarnulki!

Strona 1 z 2, łącznie 10 wpisów