Wpisy otagowane jako spacer stada

  • Marzec, 2012
  • Spacery stada Moisia

    Sezon plażowy
rozpoczęty
    Plaża, słońce, dwa cudne psiaki, to i zabawa przednia

    Nasze cudne sunie niunie, Isia pisia i Morcheebka "pipka", rozpoczęły sezon na fikanie brykanie, nabrały ochoty na zwiedzanie i ganianie, rozdając nam buziaki słodziaki. Tak wyglądają spacery stada Moisia, którymi trochę przychylamy nieba naszym pannom, bo zasługują na to bez żadnego ale.

    Jeśli nie ufasz psu, on także nie
zaufa tobie.
    Spacer jest dla psów
    Po fest
harcach, sen jest niesamowicie intensywny i głęboki. To potwierdzenie, że spacer był właściwy.
    Pocoyo ładuje akumulatorek
  • Listopad, 2011
  • Spacery dwóch psów

    Trawersem w lewo, czy w stronę słońca?
    Wszędzie jest coś ciekawego. Ale każdy ma inne zainteresowania. Negocjacje niezbędne.

    Wyprowadzanie dwóch psów, nie wydaje się niczym nadzwyczajnym. Pozorne złudzenie oczywistości, znika bezpowrotnie wraz z kolejnymi przechadzkami. A tak dokładniej, na pierwszej. O ile wspólne przygotowania, zakładanie szelek i beztroski bieg po schodach w dół, to radość w czystej postaci, o tyle opuszczenie piętra, jednoznacznie a nawet i dwu, sprowadza rozmarzoną głowę na ziemię.
    Dawno już pisałem, że spacer jest dla psinek, a nie dla osoby, formalnie dołączonej do smyczy. A ponieważ nie potrafię zaakceptować wychodzenia osobno, spacerujemy stadem. W tym tkwi ambaras, aby dwoje chciało na raz… iść w jedną stronę. Mo jest bowiem typem gumowego ucha, wszystko musi wiedzieć, dokładnie obejrzeć od pierwszej sekundy do końca i jeśli warto powąchać – minimetr po minimetrze. Isia skolei musi być wszędzie jednocześnie, z każdym się przywitać, do każdego podejść i/ lub dogonić. Łatwo więc zauważyć, że cel i motywacja do działania, wzajemnie się uzupełniają w bogactwie możliwości scenariuszy, tworząc kompletną całość z dwóch totalnie odmiennych części. A moja rola: być spoiwem. Łatwo powiedzieć.
    Minął już rok i muszę przyznać, że nieco się wyrobiłem. Spoiwem nie jestem, ale mediatorem i owszem. Ustalanie kompromisów w czasie rzeczywistym opanowałem wyśmienicie, choć przyznaję, że między rzeczową dedukcją, przedstawianiem racjonalnych argumentów, przypominaniu obowiązujących trójstronnych zasad i sabotaż się znajdzie. Faktem jest bowiem to, że bez przemocy i niesprawiedliwości wobec uczestników, spacer w lwiej części zaspakaja potrzeby i zachcianki, każdego z członków stada.
    I choć upływ czasu łagodzi oporność materii, niemal każdego dnia muszę werbalnie oponować: „przecież się nie rozerwę!” Moje ukochane psinki doskonale rozumieją patowość sytuacji, ale ponieważ wiedzą także i to, że zrobiłbym dla nich wszystko, nie omieszkują sprawdzić, przy każdej nadarzającej się okazji, czy może coś się nie zmieniło w tej kwestii. A nuż się uda, wyjść razem i mieć mnie na wyłączność, każda z osobna.


    Read More

  • Jesienny pejzaż

    Stado na spacerze w Zimnicy

    Stadko gromadnie na jesiennym spacerze. Od lewej Misiek, Bella, Tequi, Simonka. Zdjęcie zrobione na spacerze w Zimnicy, a ściślej mówiąc na Pojezierzu Walkowiaków. Pojezierze lokalne, jeszcze nie zaznaczone na mapach, ale piękne i psom bardzo się tam podoba. Mnie zresztą też.
    Zdjęcie całej grupki na raz udało mi się zrobić gdy wabiłam psy czarodziejskim zawołaniem: DAM COŚ DOBREGO. Oczywiście wszystkie łakome stwory od razu przybiegły. Musiałam działać szybko - najpierw fotka biegnących psów wprost na mnie, a zaraz potem dla każdego coś dobrego wprost do pysia.
  • Październik, 2008
  • Grzybobranie

    Własnoręcznie zebrane maślaki i podgrzybki. Będziemy ucztować!

    Dzień dzisiaj słoneczny i ciepły więc wybraliśmy się z psami na grzyby i przynieśliśmy do domu całkiem sporo podgrzybków i maślaków. Zbieranie grzybów w towarzystwie psów łatwym zajęciem nie jest, bo ręce zajęte trzymaniem zwierzów na smyczach, a one ciągną we wszystkie strony podniecone leśnymi zapachami. Las mocno zryty przez dziki, Misiek każde rozkopane przez nie miejsce dokładnie obwąchiwał, kręcił się niespokojnie na swojej wyciąganej kilkumetrowej lince, biegał to do przodu, to zabiegał mnie z tyłu plącząc linkę o krzaki. W pewnym momencie usłyszałam za sobą chrumkanie i trzask gałęzi. Pomyślałam, że dzik lub nawet wiele gdzieś tuż za moimi plecami i zmartwiałam. Za moment z zarośli wychynął Misiek. Mój własny pies mnie przestraszył! Tylko shar pei potrafi wydawać odgłosy chrumkającego zwierza!
  • Grudzień, 2007
  • Cztery Shar-Pei na spacerze


    Zawieruszony aparat fotograficzny się znalazł. Zawieruszył się natomiast Piotr, który pojechał na zakupy gdy jeszcze spałam. Mnie wyciągnąć do sklepów jest raczej trudno, a teraz gdy w nich panuje przedświąteczny terror, wręcz niemożliwie.

    Przedpołudnie wprost wymarzone do spacerów. Szybko wlałam w siebie kawę i postanowiłam pójść z Miśkiem przez pola w stronę słońca. Pozostałe psy uparły się, że będą nam towarzyszyć. Pisk, skowyt, bieganina, skoki, błagalne spojrzenia mi w oczy... Zabrałam ze sobą czwórkę, co nie było zbyt rozsądnym posunięciem. Sunie, jako te grzeczne puściłam luzem, Miśka trzymałam na długiej smyczy. Miło było patrzeć na hasającą gromadkę... Doszliśmy do miejsca ogrodzonego długim betonowym płotem i wtedy stało się... Misiek wysunął się sprytnie z obroży i pokłusował w stronę płotu, a zaraz za nim pozostałe psy.
    Bieg wydarzeń mogłam najpierw obserwować z oddali - nie jestem tak szybka w nogach jak moje zwierzaki. Widziałam Miśka i Bellę biegających wzdłuż ogrodzenia, Tequillę przeciskającą się od ziemi na drugą stronę płotu i Rondę zawzięcie kopiącą dół pod betonowymi blokami. Po drugiej stronie ogrodzenia znajdował się przerażony oblężeniem przez cztery shar-pei, wielki owczarek niemiecki, który całkiem rezonu nie stracił bo trzepnął łapskiem pysk Tequilli, znajdujący się już wewnątrz ogrodzenia, a dokładnie pod nim. Dotelepałam się w końcu do lekko skaleczonej Tequi i załozyłam jej smycz, zapięłam też Miśka i ... zabrakło mi dwóch rąk aby chwycić pozostałe psy. Bella i Ronda galopując wzdłuż płotu nagle ogłuchły, więc nie było szansy abym mogła je dowołać.

    Wyciągnęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam do Piotra, który właśnie dojeżdzał do Bralina. W ciągu 5-ciu minut dojechal do nas polną drogą, ryzykując przy tym urwanie kół samochodu i zawieszenia. Sytuacja została opanowana!

Strona 1 z 1, łącznie 5 wpisów