Wpisy otagowane jako shar pei na sprzedaż

  • Sierpień, 2011
  • Szczenięta shar pei w hodowli Mea-Li

    Uwaga: piękne szczenięta w hodowli Mea-Li.
    Odchowane z miłością oraz pełną kompetencją doświadczonego hodowcy.
    Rodzice szczeniąt to importowane psy z najlepszych linii: Mł.Ch.Pl. Burzhuy Furor Koenic i Ch.Pl. Bellshou Ruslana. Znawcy rasy wiedzą jak bardzo wartościowe i wyjątkowe jest potomstwo po tej świetnej parze.
    Więcej informacji na stronie hodowli, a dla tych "co chcą już" podaję kontakt telefoniczny: 500 066 355.

    Jeszcze można zarezerwować pieska, ewentualnie suczkę. Polecam, bo maluszki piękne eksterierowo, po znakomitych i utytułowanych rodzicach.
    Hodowla Mea-Li jest od lat znana i uznana. To tam w warunkach domowo-rodzinnych rodzą się przyszłe lwy ringów, przyszłe championy.
  • Maj, 2008
  • Kolory szczeniąt shar-pei

    Widzę, że nie wymigam się od fotografowania szczeniąt, każdy kto zamówił malucha chce wiedzieć jak on wygląda, jak rośnie, jak rozwija się. To zrozumiałe. Wierzcie mi, fotografowanie szczeniąt łatwym zajęciem nie jest. Pieski albo śpią, albo jedzą, a gdy aktywne to pozować nie chcą. Proszę, jest słodki synek Tequilli i Miśka - Lovey Dovey dla Natalii. Uff, mała wiercipięta z niego ale udało się go uchwycić w obiektyw i jako tako zrobić mu portret.

    Zitella
    Zio
    Zitella to najruchliwsze dziecię Belli, stąd i zdjęcie lekko nieostre. A, i jest mały Zio Thatta-Boy, mój ulubieniec. Bardzo zrównoważony i spokojny piesek, tak że i zdjęcie w miarę dobre. Zio nie ma jeszcze rodziców adopcyjnych, jest ostatnim niezamówionym pieskiem od Belli.
    Nie tylko kształty ale i kolory pieskom się zmienią. Na razie mają one szczenięcą barwę, czyli włos tymczasowo przesiany szarym puszkiem lub czarnym włosem na grzbiecie.

    Najciemniejsze u malców są ogonki, te wybarwią się na właściwy kolor najpóźniej. Kolor u dwu i trzytygodniowych szczeniąt najlepiej widać na główkach, bo od nich pieski jaśnieją. U wszystkich psich dzieci ładnie są już wypigmentowane na czarno noski. Ciemnieją też języczki, Lucy i Lasimonne mają je już w całości fioletowe, ale wiadomo, że dziewczyny muszą być zawsze pierwsze!
  • Marzec, 2008
  • Zapytania o szczenięta shar-pei i inne rozmówki

    Najczęściej odbieram telefony z zapytaniem o cenę shar-pei. Wielu chciałoby nabyć szczenię nie rodowodowe. Takie rozmowy są zawsze krótkie i mnie nie interesują. Inni chcą czegoś bliższego dowiedzieć się o rasie, której jeszcze nie znają. Zadają głupsze lub mądrzejsze pytania, a przed pożegnaniem się mówią, że jeszcze zadzwonią. Wtedy wiem, że nie zadzwonią więcej. Ci co znają shar-pei choćby z opowiadania są już potencjalnymi nabywcami, ale rzadko kupują, bo albo żona musi się męża zapytać o zgodę (takich potencjalnych chętnych mogę z góry odfajkować), albo jest im za daleko przyjechać do mnie, albo by chcieli, lecz nie w tej chwili. Niektórzy ludzie wciągają mnie w długie rozmowy telefoniczne wywnętrzając się ze swoich "psiarskich" kłopotów, a nawet zdarzyło mi się wysłuchiwać zwierzeń po stracie ulubionego kotka. Są więc psychicznie nastawieni tylko na odbiór, traktując mnie jak "wiadro", do którego można przelać to, co ich najbardziej w danej chwili gnębi. Rozumiem ich, choć staram się nie naśladować.

    Denerwują mnie natomiast ci, którzy po zapewnieniu, że przyjadą w określonym dniu obejrzeć moją hodowlę, nie zjawiają się i nie uprzedzają o rezygnacji z wizyty. Niestety lekceważąca niesłowność w stosunkach międzyludzkich stanowi przywarę wielu Polaków. Może jestem zbyt uwrażliwiona na te sprawy, ale w domu wpojono we mnie punktualność i poszanowanie cudzego czasu. Nawet gdy amator na pieska czy obejrzenie hodowli obiecawszy wizytę rano, zjawia się późnym wieczorem, też nie postępuje elegancko.

    Czasami odbieram telefony od ludzi proponujących mi usługi ich psa reproduktora, który jako bez rodowodu de facto reproduktorem nie jest. Dzwonią też ludzie proponujący mi swojego psa, choć zrzeszeni są w innej organizacji kynologicznej niż ja. Mam tu na myśli Klub Psa Rasowego. Dziwne to telefony. Rozmowa zwykle przebiega krótko, zainteresowany chce swoim psem zarobić parę złotych i nie pomyśli nawet, że jego propozycja jest po prostu żenująca. Telefony od właścicieli psów bez papierów, którzy szukają dla nich suk, to już jakaś plaga. Opowiadała mi znajoma z Warszawy, że pewien człowiek proponował jej swojego bezpapierowego psa dla jej rodowodowej i hodowlanej suki, a gdy spotkała go stanowcza odmowa, zapytał:
    - A może ma Pani jakąś starą sukę? Mój pies też by ją pokrył.
    Brzmi to niemal jak anegdota, niestety to ponura prawda o kynologicznej nieświadomości neszego społeczeństwa.

Strona 1 z 1, łącznie 3 wpisów