Wpisy otagowane jako samotność

  • Czerwiec, 2008
  • Sama z jedenastoma szczeniętami

    moja Simonka

    Dzisiaj parę zdjęcie mojej ślicznej Lasimonne, czyli Simonki. Wygląda na to, że ładny shar-pei z niej wyrośnie. Mam nadzieję, że rozwinie się tak, jak to sobie wyobrażam.

    A w domu wszystko było takie proste gdy Naczelny był przy mnie i znaczna część obowiązków była jego udziałem. On zajmował się szczeniętami rano i jeździł po zakupy, ja troszczyłam się o pieski za dnia i wieczorem, i oczywiście zajmowałam się domem. Teraz wszystko stanęło na głowie. Dorosłe psy niespokojne, że Pana w domu nie ma i gdy tylko jakieś auto w pobliżu się zatrzyma to zaczynają ujadać bez względu na porę doby. To nieprzytomne darcie mord ogłusza mnie średnio co dwie godziny, tak że o wyspaniu się nawet mowy nie ma. Wczoraj zakończyłam dzień już dzisiaj, bo dobrze po pierwszej w nocy.
    O czwartej nad ranem psy rykiem oznajmiły, że jest dzień i pora wstawać. Szczenięta zaczęły wtórować głośnym piskiem, więc zwlekłam się, wypuściłam dorosłą bandę na dwór, zebrałam mnóstwo kup po szczeniakach, umyłam podłogi, nakarmiłam maluchy i o 5.30 położyłam się znowu. O ósmej rano jedenaście głodnych szczeniąt rozpaczliwie wołało o papu. Znowu ta sama czynność, czyli sprzątanie i karmienie. Samo pożywienie szczeniętom już nie wystarcza. One chcą mojego towarzystwa, żądają wyjścia do ogrodu, a przy tym są dosyć kategoryczne w swoich wymaganiach. Gdy tylko poranna rosa obeschnie to wypuszczam i wynoszę towarzystwo na trawkę. Stoję przy nich jak kwoka nad pisklętami i tylko liczę czy wszystkie w zasięgu wzroku, patrzę czy któreś nie pożywia się trawą, ziemią, korą z drzewa lub nie robi innych głupot. Małe pieski potrafią już sporo... Umieją wykopać dół w ziemi, przeczołgać się pod siatką odgradzającą je od ogródka z kwiatami, ściągnąć i szarpać poduszki z ogrodowych krzeseł, a przy tym są tak szybkie na swoich niewielkich łapkach, że czasem trudno je dogonić. Niespełna 30 minut zabawy na powietrzu i pieski są zmęczone. Zanoszę je do domu, trochę przy tym protestują, po czym zasypiają na dwie godziny. W tym czasie mogę pojechać na zakupy, sprzątnąć w domu, przespać się, czyli wybrać jedną z tych czynności bo na wszystkie czasu nie starczy. Na początku przyszłego tygodnia Natalia zapowiedziała się z przyjazdem do mnie, tak że będzie mi łatwiej i milej przynajmniej przez kilka dni.

    A Naczelny opuścił dzisiaj szpital i przez kilka dni zamieszka u zaprzyjaźnionej lekarki, która będzie miała na niego oko. W środę karetka zawiezie go do kliniki rehabilitacyjnej w Bad Schandau. Być może jeśli uda mi się znaleźć kogoś do opieki nad psami to pojadę go odwiedzić. Nie jest to specjalnie daleko. Jakieś 50 kilometrów na południe od Drezna. I tak to Piotra czeka teraz kilka tygodni rehabilitacji, a mnie kilka tygodni samotności.

Strona 1 z 1, łącznie 1 wpisów