Wpisy otagowane jako rozwój szczeniaka

  • Listopad, 2012
  • Daniela Bonomiella

    Wczoraj znowu pożegnanie - Dorian odjechał na niemiecką wyspę Fehmarn. W domu została jeszcze Daniela (na zdjęciach). Niestety tylko do wtorku, a potem kierunek Białystok. Będzie smutno. Już zdąrzyłam przyzwyczaić się do Malucha, a ona do nas, Afera traktuje ją jak własne dziecię - tę noc przespały razem w jednym legowisku, a w ciągu dnia mała Dany chodzi krok w krok za mną lub za Naczelnym. Miły, merdający ciągle ogonkiem, szczeniaczek.

    Read More

  • Luty, 2011
  • Aferałka


    Aferka nauczyła się już "tego", ale "owego" jeszcze nie. Pisząc - "tego" - mam na myśli przychodzenie na wołanie, podawanie łapki z własnej inwencji (czym rozbawia mnie i Naczelnego niemal do łez), chodzenie w szelkach i na smyczy (to drugie opanowane trochę po japońsku w stylu JAKO TAKO), przynoszenie czerwonej pluszowej kuli, dawanie buźki bez łapania zębami za nos oraz słodkie tulenie się do każdego z nas niemalże bez końca.

    Zostaliśmy przez naszego malca przyjęci i w pełni zaakceptowani jako rodzina zastępcza, z czego jesteśmy niesłychanie dumni. Czy można wymagać więcej od niespełna trzymiesięcznego szczeniaczka? Ano chyba można, a mianowicie "owego", czyli zaprzestania traktowania domu jak siusialni i skoncentrowania się na pewnych fizjologicznych czynnościach tylko na zewnątrz. Ba! Nie takie to proste do pojęcia dla Aferki, szczególnie teraz gdy zimno i gdy znowu spadła nam z chmur biała ohyda, co to po południu stała się ohydą szarą. Rozumiemy, że w tej sytuacji zimno maluchowi w brzuszek, wybaczamy mu więc zalewanie domu, potulnie sprzątamy co mokre i cierpliwie czekamy na cieplejsze dni.

    A dla równowagi aktualne zdjęcie Aferki zwanej także czule Aferałką.
  • Styczeń, 2011
  • Pierwsze zabawki Alberta

    Sześciodniowy ALBERT E. Bonomiella

    Wrzuciłam dzisiaj Albertowi do skrzyni parę pluszaków-przytulanek. Zanim Albercik mógł się z nimi zaznajomić, Bella każdą z zabawek obwąchując sprawdziła i dopiero po upewnieniu się, że żaden z tekstylnych potworków nie dybie na zdrowie i życie jej synka, pozwoliła temu zbliżyć się do nich.
    Bella ogląda zabawki synka
    bohaterowie zmęczeni śpią
    Jak na razie u nas bez większych zmian, no może wartym odnotowania jest apetyt Belli, który po tygodniowym kapryszeniu znowu ku mojej radości jest w normie. Albert jest silny i stabilny, nie da się ukryć, że z każdym dniem coraz go więcej. Poza tym zrobił się mobilniejszy i do perfekcji opanował sztukę pełzania, co pozwala mu w ciągu paru sekund przemieścić się z jednej strony skrzyni na drugi. Szczególnie szybki jest po przebudzeniu, w drodze do czekającego i mocno już napełnionego mlekiem baru. Ach, ten bar mleczny, czyli sutki Belli, zajmują mnie bardzo i spędzają sen z powiek. Produkcja mleka ruszyła u Belli na pełen gwizdek, a tu tylko jeden Albert do odsysania tego dobra i chociaż żarłoczny wybitnie, to obawiam się, że sam całej mleczarni opróżnić nie zdoła. Na razie sprawdzam biusty psiej mamy, rozmasowuję te co twardnieją i jeszcze jestem w stanie nad nimi panować, ale nie wiem jak długo dam radę i czy nie będzie potrzebna pomoc farmakologiczna. I znowu swoim zwyczajem martwię się na zapas.
  • Sierpień, 2010
  • To już 6 tygodni ze szczeniętami

    Dasz misia?
    Nie ma mowy!
    Pampus korzysta z nieobecności maluchów i ukradkiem dobieraja się do ich zabawek.
    Ani zdążyłam się obejrzeć, a tu 6 tygodni minęło w tempie przysłowiowego strzału z bicza. Szczenięta podrosły i usamodzielniły się. Nie wynoszę ich już od ogrodu, same wybiegają za mną jak kurczęta za kwoką. A spieszą się przy tym tak jakby się obawiały, że ominie ich przyjemność buszowania w trawie. Z trawą i szczeniętami mamy pewien problem: otóż malce nie tylko biegają po zielonym, ale próbują to jeść. Aby odwrócić ich uwagę od zjadania wszystkiego co wyrasta z ziemi, staram się zorganizować im sensownie czas na świeżym powietrzu organizując plac zabaw jak dla dzieci. Wynoszę im na dwór ich kocyki i ręczniki, i to nie do leżenia, ale do przeciągania z miejsca na miejsce, do wzajemnego siłowania się w taki sam sposób jak się przeciąga w zabawie linę. Zabawki ku uciesze malców i zazdrości Pampusa też wychodzą z nami z domu. I tak kilka razy dziennie. Powrót z ogrodu do domu nie przebiega już tak sprawnie jak uprzednie wyjście. Maluchy, mimo że zmęczone gonitwą i pokładają się gdzie bądź, ale nie kwapią się z powrotem do swego dziecinnego pokoju. Noszę je do ich lokum po dwa, a dorosłe psy mi sekundują. Najbardziej nasza ciężarna Simonka zainteresowana jest dzieciarnią. Sprawdza co robią, gdzie chodzą, zagania na przeznaczone im miejsce gdy uzna, że za bardzo się oddaliły, a przy tym aktywna jest bardzo i widać, że opiekę nad maluchami traktuje bardzo serio. No tak, przyszła mama wprawia się.
  • Czarne w czerwonym

    Czarne w czerwonym chowa się w zielonym.
    Chłopiec czy dziewczynka? Czyja śliczna minka?
    Kto odpowie i zgadnie, temu nagroda przypadnie!
    Ale rosną maluchy, prawie za nimi nie nadążam. Robią mi sie z osseków małe pieski, co to potrafią już biegać, skakać, przewracać sie wzajemnie. Potrafią same pięknie jeść bez rozdeptywania swojego papu, potrafią też zgrabnie chłeptać wodę i wcale nie muszą przy tym wchodzić wszystkimi łapkami w miseczkę. Potrafia się też po psiemu uśmiechać i wyrażać radość energicznym machaniem ogonkami. Potrafią się też złościć, ale to na szczęście żadko.
    Dzisaj celem przymiarki wyciagnelam szelki i ubralam w nie jedno szczenię... No właśnie, kto ubrany na czerwono? Ktoś odgadnie?
    Duże te psiurki, ale i nasze poprzednie też były spore. Karmione są eukanubą dla szczeniąt ras średnich i tę karmę polecam przyszłym właścicielom naszych malców. Wyprawki z jedzeniem na pierwsze dni w nowych domach już mam przygotowane. Przygotowane też książeczki zdrowia, w nich naniesione już dwa odrobaczenia, za 10 dni dojdzie wpis potwierdzający pierwsze szczepienie. Jej, jak ten czas leci!

Strona 1 z 3, łącznie 11 wpisów