Wpisy otagowane jako ronda bonomiella

  • Listopad, 2008
  • Nie ma Rondelci

    Blog ostatnio zaniedbany, przypominający bardziej nieaktualną, starą gazetę niż dziennik hodowli. Ze starej gazety można przy odrobinie dobrej woli zrobić jeszcze jakiś użytek, z niekontynuowanego bloga już nic. Na moje usprawiedliwienie powiem, że ostatni miesiąc nie pobudzał mnie do aktywności internetowej, a wręcz odciągał, zniechęcał. Całą moją energię i uwagę poświęcałam mojej Białej. Mojej Rondelce, której niestety nie ma już wśród nas. Ponad miesiąc trwała walka z beznadziejną chorobą, rozpacz i nadzieja na przemian. Gdy psina miała się lepiej to i nam w domu było raźniej, pocieszaliśmy się, że wyjdzie na prostą, że znowu będzie zdrowa, zadziorna. Niestety mimo usilnych starań przegraliśmy walkę z chorobą.
    Odeszła Rondelka na zawsze, i tak strasznie nam smutno i żal.. Temat o Rondelce może jeszcze wróci gdy dostanę wyniki badania histopatologicznego wyciętej z niej torbieli.. Wróci, o ile będę miała siłę o tym pisać.
    Znajomi próbują mnie pocieszyć, że mam jeszcze inne psy, że mam taką śliczną Simonkę.
    Owszem mam, ale nie mam już tej...
  • Styczeń, 2008
  • Biała mnie gryzie!

    Rondelcia
    Na początku bloga pokazywałam zdjęcia dzieci Miśka i Maggie. Temat jeszcze się nie przeżył, bo nie wszystkie szczenięta mają nowych pańciów, ja zaś patrząc na fotki maluchów rozmarzam się.. Bardzo lubię ten czas gdy w domu są szczenięta a moje życie dzielę na okresy ze szczeniętami i bez nich. Niestety przeważnie jest "bez nich" czyli trochę smutno...
    Zanim urodziły się dzieci Misia, Ewa wytrwale odwiedzała mnie, a ściślej mówiąc - Miśka wraz ze swoją sunią, mężem i dzieckiem. Oj, coś mi się kolejność plącze.. To Maggie, czyli sunia odwiedzała Miśka, Ewa towarzyszyła psim amorom, mąż Ewy robił za kierowcę i doradcę przy kryciu, dziecię na zmianę spało, ssało i raczkowało.

    O kryciu pisać nie będę - kto wie, może małolaty czytają, ale wspomnę jedną niesłychanie zabawną sytuację:
    Siedzieliśmy z parą kopulantów w ogrodzie gdy mąż Ewy zapytał, czy może wejść do domu i skorzystać z toalety, i czy psy znajdujące się wewnątrz nic mu nie zrobią. Gdy zapewniłam, że stadko moje to łagodne baranki, że może spokojnie wejść do środka, uwierzył... i wszedł. Długo nie wracał, w końcu zaczęłam się niepokoić. Gdzieś z dala dochodziło wołanie jakby o ratunek..... Rany, to krzyczał przez okno mąż Ewy uwięziony w łazience:
    - Biała mnie gryzie, nie mogę wyjść!!

    Uwolniliśmy delikwenta, a biała czyli RONDA Bonomiella aka Rondelka patrzyła na nas z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Wiadomo, domu i dobytku bronić trzeba!

  • Grudzień, 2007
  • Ronda nie zna gramatyki

    Lubię spacery z Rondą. W wieku 5-ciu lat nauczyła się (w końcu!), że tylko ten może biegać luźno bez smyczy kto przychodzi na zawołanie. Nauka Rondusi szła opornie, po ogrodzonym terenie ładnie chodziła bez smyczy przy nodze, natomiast podczas spaceru przez pola zapominała tego czego się nauczyła, głuchła gdy wołając ją zdzierałam sobie gardło. Koty, drób, zające to był jej świat. Gonić i dopaść.... Chodzimy więc na spacerki, gdzie nie ma pokus w postaci "zwierzyny łownej", a Ronda biega luzem gdy jej pozwalam i przybiega gdy wołam.
    Dziś sprawiła mi niespodziankę. Gdy wracałyśmy ze spaceru, spokojnie, tak sobie na luzie, także psychicznym, doszłyśmy w okolice naszej miejscowości obfitującej w koty. Powiedziałam więc Rondzie:
    - Tylko mi nie biegaj! -
    A ona jak się nie zerwie i nie popędzi przed siebie. Tutaj ja, jako mentor zawiniłam. Przecież zawsze mowiłam "biegaj", kiedy na to przyzwalałam. Ronda nie zna gramatyki i nie skojarzyła słowa "nie" z moją intencją.

Strona 1 z 1, łącznie 3 wpisów