Wpisy otagowane jako psy w zimie

  • Luty, 2012
  • Całkiem na zimowo

    Już myślałam, że jakoś się do wiosny dotelepiemy bez śniegu i było mi z tą myślą bardzo dobrze.

    Aż tu dzisiaj przyszło, napadało, zawiało na biało.

    Nasze shar pei`e cieszą się zimą szaleńczo, co zresztą widać na załączonej fotce. Zdjęcie przedstawia przedpołudniową gonitwę całego stadka.

    Teraz śniegu leży dwa razy tyle, a psy mają ubaw po pachy. W sensie dosłownym. I wcale a wcale im się do domu nie śpieszy. Zachwyt nad aurą bezgraniczny. Jak dzieci.

    Pozostaje cieszyć mi się z tego, że one się cieszą.
  • Grudzień, 2010
  • Zimowe kwiatki

    Piotr ma swoje przeróżne powiedzonka i czasami potrafi mnie nimi naprawdę zaskoczyć tak, że staję z otwartymi ustami nie wiedząc jak zripostować. Niezaprzeczalny wpływ na kwiecistość i urok wyrażeń mojego męża ma z pewnością jego fizyczna aktywność, czytaj: praca w domu i w (za)ogrodzie. Dzisiaj po dwugodzinnym machaniu w śniegu różową szuflą, po przepychaniu wraz z udziałem dwóch silnych chłopów z sąsiedztwa naszego pojazdu z jednej śnieżnej zaspy w drugą, po odmrożeniu drzwi wejściowych czy też zamka w nich (nie wnikałam), wrócił ściekły do domu, rzucił czapką i rękawicami, po czym jednym tchem wyrecytował: "można się kwiatem różanym poro....". Zapisałam szybko aby mi nie umknęło. Zima dopiero nam się rozpoczęła, jak tak dalej będzie szło, to pewnie i cennych powiedzonek Naczelnego uzbiera się na spory tomik.

    Pampus śnieżny..
    ...podziwia Bellę
    A tymczasem Bella okrągleje i nic sobie z aury nie robi, jako że prawie nie wychodzi z domu. Nie chce i już. Tyle tylko co musi. Inaczej Pampus. Ten najchętniej siedziałby dzień cały w śniegu. A zachwycony przy tym, a szczęśliwy, że aż żal o wiośnie pomyśleć. Wczoraj pochwaliłam się zdjęciem Pampusa na facebooku, a dla tych co nie widzieli wklejam do bloga. Przy okazji nadmienię, że w tym tygodniu nasz mały Pampek kończy 12 miesięcy. Wszystkiego Najlepszego Roczniaku!
  • Śnieżnie i grudniowo

    ..albo je
    Bella śpi..

    Znowu odśnieżanie tych strasznych białych mas co to zasypały nam dom i ogród nocą. Dzień był tak szary jak na zdjęciu po lewej. Ohydnie bury, zimny i nieprzyjazny!

    Człowieczek z szuflą, widoczny przy ulicy, to umęczony ciężką, fizyczną pracą Piotr tuż po zakończeniu walki z "białym szaleństwem" i utorowaniu pojazdowi wyjazdu.

    Z uprzątaniem śniegu z przed bramy za każdym razem ta sama polka: śnieg co to napadał w nocy już świtem zgarniany jest pługiem z jezdni na chodniki, wjazdy i wyjazdy. Co uprzątnięte jednego dnia, zasypane w kolejnym. Fajne, co? Dodatkową "atrakcją" zimy są spadające z naszego dachu z hukiem i łomotem masy śniegu w postaci lawiny. Rozrywka to wątpliwej jakości, ale widowisko przednie. Lawina dachowa co raz to obsuwa się znienacka i raczej biada temu, kogo by zaskoczyła!

    Zima dopiero się rozpoczęła, a mamy jej całymi naszymi sercami dosyć. No może z wyjątkiem Moni i Pampusa. Tym dwóm młodym oszołomom podoba się aktualny stan i do upadłego uprawiają gonitwy w śniegu. Pozostałe psy nie zdradzają najmniejszej chęci wystawienia nosa czy tym bardziej ogona poza drzwi. Trzeba je namawiać do wyjścia, a Bellę wręcz oburącz wypychać, bo dobrowolnie sama by chyba nie opuściła naszego łóżka, w którym to większą część dnia się wyleguje. Mnie też nic się nie chce gdy niebo koloru owsianki (fuj-fuj!!) , a brak możliwości spaceru po lesie przyprawia mnie niemal o klaustrofobię. Leżymy więc sobie razem: ja i Bella. Ona w ciąży, ja w oczekiwaniu na tych co to w jej brzuszku. Jeszcze prawie cztery tygodnie!
  • Styczeń, 2010
  • Wiedzie nam się dobrze

    Donoszę, że żyjemy, że nie zamarzliśmy i wiedzie nam się dobrze, chociaż jak wszyscy ciepłolubni mamy tej zimy już powyżej dziurek w nosie. Aktywność ruchowa nasza i psów drastycznie zmalała, nikomu nie chce się wychodzić z domu gdy na zewnątrz lodowato. Ja mam usprawiedliwienie i wymówkę, że muszę pilnować szczeniąt, więc jestem pod ochroną. O zaopatrzenie troszczy się Naczelny i chwała mu za to! Pojazd wykopany spod śniegu i odlodzony, łączność ze światem przywrócona. Psy nie chcą wytknąć nosa poza drzwi, każdego z osobna trzeba prawie na siłę wypychać, a po minucie już wracają do domu. Któreś z nich zrobiło dzisiaj wielką kałużę w łazience... Chyba z zamysłem aby nie wyjść.

    Szczenięta coraz większe, mobilniejsze i rzecz jasna rozumniejsze (rym-cym-cym). Jedzą i piją już całkiem wprawnie, bawią się ze sobą, interesują się też zabawkami. Swoje nastroje potrafią wyrazić nie tylko cieniutkim piskiem, ale i poszczekiwaniem. Pomału z niezdarnych osesków przeistaczają się w małe pieski. Wszystkie mają jęzorki już wybarwione na niebiesko!
  • Zimno i śnieżnie

    Towarzystwo przed bramą. Od lewej: Misiek, Bella, Teqi, Simonka.

    Termometr zaokienny wskazuje -10. Będzie jeszcze zimniej i straszniej. W domu piec centralnego ogrzewania bucha żarem, ale nie starcza tego buchania aby zapewnić ciepło szczeniętom, więc grzejnik elektryczny pracuje tak, aż słychać jak pożera prąd. Nasz pojazd pozostawiony beztrosko pod gołym niebem najpierw obmarzł, potem został zasypany śniegiem. A potem znowu obmarzł i to na okrągło. Brama wyjazdowa zamarzła i przymarzła do podłoża.

    Naczelny z katarem i kaszlem, więc aby go oszczędzić postanowiłam sama utorować wyjazd w kierunku drogi i odmrozić pojazd. Nie udało mi się ani jedno, ani drugie. Zmarzłam tylko i zesztywniałam z zimna jak kościotrup. Jeśli i jutro nie uda się nam przebić przez zmarzlinę, czeka (chyba) mnie przełażenie przez bramę górą i jazda do sklepu autobusem. No, chyba że do nas dojedzie ktoś z aprowizacją...

    Mowy nie ma aby pójść z psami na spacer, jedyna odśnieżona droga to krajowa Nr 8. Ta w kierunku Warszawy.
    A tymczasem stadko moje mimo wszystko zadowolone z życia. Zdjęcia z dzisiejszego dnia obrazowo pokazują ich nastroje.

Strona 1 z 2, łącznie 7 wpisów