Wpisy otagowane jako psy

  • Marzec, 2010
  • Pampus, Bella i macierzyństwo

    Skoro Artur w poprzednim wpisie nawiązał do psiego papu i (nie)kwapienia się do blogowania, to kontynuując temat psich upodobań żywnościowych, kwapię się donieść, że Pampus namyślił się i pożera swoją eukanubę zawzięcie i z apetytem. Przełom nastąpił wczoraj, szczeniak nagle zaczął chętnie jeść, mało tego, zwyczajem moich psów po skonsumowaniu swojego, sprawdza czy być może nie zostało coś do spożycia w cudzych miskach. Widać, zadomowił się na dobre. Już wie na co może sobie pozwolić, czyj ogon może tarmosić, a czyj nie. Śmieszny i zabawny piesek z niego: udaje już dorosłego psa molestując Monię aż do upadłego, a po chwili sprawdza z nadzieją na mleko sutki u Belli. A właśnie, o Belli powinnam wspomnieć, odchowała dopiero co czwórkę i ma się dobrze, a nawet bardzo. Nasza Bella, Alma Mater - matka rodu, w sumie szesnaścioro dzieci wydała na świat, wykarmiła, wychowała. Z tak licznego potomstwa w domu pozostała tylko Monia, traktowana przez Bellę ciągle jak małe szczenię, chociaż ta wzrostem dawno już ją przerosła. A i Pampusowi Bella czule matkuje. Kochane moje suczydło!
  • Czerwiec, 2008
  • Sama z jedenastoma szczeniętami

    moja Simonka

    Dzisiaj parę zdjęcie mojej ślicznej Lasimonne, czyli Simonki. Wygląda na to, że ładny shar-pei z niej wyrośnie. Mam nadzieję, że rozwinie się tak, jak to sobie wyobrażam.

    A w domu wszystko było takie proste gdy Naczelny był przy mnie i znaczna część obowiązków była jego udziałem. On zajmował się szczeniętami rano i jeździł po zakupy, ja troszczyłam się o pieski za dnia i wieczorem, i oczywiście zajmowałam się domem. Teraz wszystko stanęło na głowie. Dorosłe psy niespokojne, że Pana w domu nie ma i gdy tylko jakieś auto w pobliżu się zatrzyma to zaczynają ujadać bez względu na porę doby. To nieprzytomne darcie mord ogłusza mnie średnio co dwie godziny, tak że o wyspaniu się nawet mowy nie ma. Wczoraj zakończyłam dzień już dzisiaj, bo dobrze po pierwszej w nocy.
    O czwartej nad ranem psy rykiem oznajmiły, że jest dzień i pora wstawać. Szczenięta zaczęły wtórować głośnym piskiem, więc zwlekłam się, wypuściłam dorosłą bandę na dwór, zebrałam mnóstwo kup po szczeniakach, umyłam podłogi, nakarmiłam maluchy i o 5.30 położyłam się znowu. O ósmej rano jedenaście głodnych szczeniąt rozpaczliwie wołało o papu. Znowu ta sama czynność, czyli sprzątanie i karmienie. Samo pożywienie szczeniętom już nie wystarcza. One chcą mojego towarzystwa, żądają wyjścia do ogrodu, a przy tym są dosyć kategoryczne w swoich wymaganiach. Gdy tylko poranna rosa obeschnie to wypuszczam i wynoszę towarzystwo na trawkę. Stoję przy nich jak kwoka nad pisklętami i tylko liczę czy wszystkie w zasięgu wzroku, patrzę czy któreś nie pożywia się trawą, ziemią, korą z drzewa lub nie robi innych głupot. Małe pieski potrafią już sporo... Umieją wykopać dół w ziemi, przeczołgać się pod siatką odgradzającą je od ogródka z kwiatami, ściągnąć i szarpać poduszki z ogrodowych krzeseł, a przy tym są tak szybkie na swoich niewielkich łapkach, że czasem trudno je dogonić. Niespełna 30 minut zabawy na powietrzu i pieski są zmęczone. Zanoszę je do domu, trochę przy tym protestują, po czym zasypiają na dwie godziny. W tym czasie mogę pojechać na zakupy, sprzątnąć w domu, przespać się, czyli wybrać jedną z tych czynności bo na wszystkie czasu nie starczy. Na początku przyszłego tygodnia Natalia zapowiedziała się z przyjazdem do mnie, tak że będzie mi łatwiej i milej przynajmniej przez kilka dni.

    A Naczelny opuścił dzisiaj szpital i przez kilka dni zamieszka u zaprzyjaźnionej lekarki, która będzie miała na niego oko. W środę karetka zawiezie go do kliniki rehabilitacyjnej w Bad Schandau. Być może jeśli uda mi się znaleźć kogoś do opieki nad psami to pojadę go odwiedzić. Nie jest to specjalnie daleko. Jakieś 50 kilometrów na południe od Drezna. I tak to Piotra czeka teraz kilka tygodni rehabilitacji, a mnie kilka tygodni samotności.

  • Maj, 2008
  • Wraz z psami przyjmujemy gości

    Nasze psy mają gości

    Pomału zaczynają odwiedzać nas przyszli rodzice adopcyjni dzieci po Belli i Tequilli. Nie tylko ja nie mogę doczekać się na małe shar-pei`e.

    Wczoraj gościliśmy Natalię wraz z mamą. Bardzo sympatyczne spotkanie. Misiek i Bella pełnili honory gospodarzy zajmując sobą obie panie bez reszty. Głaskanie, pieszczoty, podlizywanie się, a potem zgoda na obfotografowanie. Rondel i Tequilla zchowywały typowy jak na shar-pei`a dystans.

    Dla Natalii ma urodzić się suczka, tak zostało postanowione już dawno. Po wczorajszej wizycie i przytulankach z Miśkiem, Natalia nie jest już pewna czy wolałaby suczkę czy pieska. Wie na pewno, że shar-pei`a. Oj, Misiek potrafi być przekonywujący, że chłopak też jest dobrą rzeczą...

  • Luty, 2008
  • Nos dla tabakierki czy tabakierka dla nosa?

    Jakoś posiadacze psów nie widzą niczego złego w okaleczaniu psa, jeśli to jest usankcjonowane tradycją, mimo że ustawa o ochronie zwierząt tego zabrania. W imię czego ucinają mu to i owo? Czytałam wypowiedź jednego sędziego kynologicznego, że np. doberman z nieprzyciętymi uszami i pozostawionym ogonem przestaje przypominać swoją rasę. I że taki powrót do natury przyniesie zgubę rasom, którym zmieniamy cechy do jakich jesteśmy przyzwyczajeni! Poza tym te ogony. Jak je zostawimy, to nie wiemy w jaki sposób będą trzymane. Czy każdy osobnik danej rasy będzie je jednakowo nosił? A co wtedy zrobić z ustalonym wzorcem ras. Więc o co tu chodzi? Czy o psa, czy też o wyobrażenie o nim? A gdzie się podziała humanitarność? A jeśli jakaś rasa po fizycznym powrocie do natury nie będzie się nam podobać, to trudno, nie jest jedyna - może stać się niemodna. Inne rasy zyskają na pospolitości. Nie wierzę ponadto, że pies z dotychczas kopiowanymi uszami, jeśli pozwolimy im zwisać, nabędzie szczególnych skłonności do chorób narządu słuchu. Jeśli tak, to powinniśmy przycinać uszy wszystkim kłapciatkom. Nikt tego nie robi, no bo jak by, np. taki spaniel wyglądał ze stojącymi uszami. Można dalej mnożyć przykłady, dlaczego chcemy widzieć tak czy inaczej wyglądającego psa. Jednakże nie ma tu troski o zwierzę, ale o taką czy inną modę.
  • Grudzień, 2007
  • Konflikty

    W nowym wydaniu "Przyjaciela Psa" znalazłam artykuł Anny Redlickiej pt ."Z lasu na kanapę", a w nim ten cytat:
    Domowe stada są tworami najzupełniej sztucznymi, w których wcale nie musi panować zgoda. Psy nie mają wpływu na skład swojej grupy. To człowiek decyduje o tym ile i jakie zwierzęta trzyma w domu. Osobnik nieprzystosowany bądź nieakceptowany przez grupę, choćby nawet chciał, nie może odejść. Stanowi to poważne źródło problemów psychicznych dla wszystkich członków domowego stada i jest główną przyczyną konfliktów.
    Jakże bliskie i znane są mi wspomniane przez p. Redlicką problemy. Niedawno nasz dom opuścił Delfinek - pies ukochany i chołubiony przez domowników, ulubieniec naszych znajomych, wróg Numer Jeden starszego o cztery lata od niego Miśka.
    Nie ma takiej możliwości aby pogodzić ze sobą zwaśnione psy, można je tylko izolować od siebie, co na dłuższą metę staje się nie tylko dla domowników ale i dla psów nie do zniesienia. Gdy Delfin mieszkał z nami wydawało mi się, że to tylko on jest tym cierpiącym, że to on jest ofiarą, na którą czycha większy i silniejszy Misiek. Po kilku tygodniach od rozstania z Delfinem zauważyłam wiele zmian u moich psów, które nie były bezpośrednio zamieszane w konflikt z oboma samcami.
    Tequilla jakby odmłodniała, nabrała wigoru i zwiększy jej się apetyt. Nie muszę już jej namawiać do jedzenia, co przedtem często miało miejsce.
    Ronda, która w okresie najostrzejszych starć pomiędzy samczym duetem schudła i miała nieładną sierść, teraz przytyła a włos ma gęsty jak miś polarny.
    Bella zapomniała już czasy gdy trwożnie rozglądała się wokół, czy z jakiegoś zakamarka nie wyskoczą nagle dwa zaślepione gniewem potwory.
    Misiek przestał żreć nerwowo, opróżnia swoją michę spokojnie, nie posikuje już po ścianach i meblach.
    Delfinek w nowym domu przytył dwa kilogramy. U nas, mimo że dostawał do jedzenia dwa razy tyle co Misiek, wyglądał na psa lekko zagłodzonego.

    Konflikty pomiędzy psami mają różne podłoża, nie jestem psim psychologiem, nie będę się nad nimi rozwodzić, podam tylko parę przykładów:

    1. Parę lat temu Piotr wyjechał na trzy tygodnie zabierając ze sobą jedną sunię. Była to Wai, bardzo zżyta z Uffi. Jedna bez drugiej nie chciała wyjść na spacer, razem dzieliły legowisko, bawiły się tylko ze sobą i nie dopuszczały do gry innych psów. Obawiałam się, że Uffi będzie cierpieć bez Wai i odwrotnie, z cięzkim sercem zgodziłam się na ten wyjazd Piotra z sunią. Uffi nie straciła ani wigoru ani apetytu po wyjeździe przyjaciółki, Wai tylko z Piotrem czuła się też dobrze.
    W dzień gdy Piotr wrócił z Wai do domu na przywitanie wypuściłam tylko Uffi. Ku mojemu zaskoczeniu suki natychmiast pokazały sobie zęby. Do ostrej konfrontacji pomiędzy nimi nie doszło ale przyjaźń, wspólne zabawy i spanie skończyły się raz na zawsze.

    2. Pamiętam doskonale ten dzień gdy przywiozłam ze Słowacji do domu 9-tygodniowego Miśka. Suki pomrukiwały na nigo groźnie, jakby chciały powiedzieć: "wracaj przybłędo tam skąd pochodzisz". Malec robił do nich słodkie oczy, przymilał się a one odskaiwały od niego z piskiem i wyraźnym obrzydzeniem. Sytuacja po jakimś czasie pomiędzy Miśkiem a sukami unormowała się, tzn. on sobie a one sobie. Misiek nabrał szybko masy ale respektu do suk nie stracił, za to odgrywał się brzydko na mopsie mojej mamy, który z kolei prowokował go do awantur. Na żadnego z psów mentalnie wpłynąć się nie dało, pozostał środek ostateczny czyli odizolowanie. Izolacja poprzez drzwi czy płotek zawsze agresję pomiędzy psami potęguje, a raz odizolowane od siebie psy NIGDY już nie będą potrafiły żyć razem.

    3. Szczenięta urodzone w naszym domu są tak długo w pełni akceptowane przez całe stadko dopóki domu nie opuszczą. Potem droga powrotu jest ciernista lub nawet niemożliwa. Tequilla, Ronda, Bella to suki urodzone u nas i być może tu leży przyczyna, że nigdy się ze sobą nie kłócą chociaż temperamenty mają różne.

    Na pewno nie zaryzykuję wyjazdu na urlop z jednym psem, bo odłączenie psa od stada równa się izolacji, a to pierwszy krok do wzajemnej nietolerancji.
    Izolować się od psów możemy my - ludzie, możemy wyjeżdżać i wracać kiedy chcemy, a psy będą się zawsze cieszyć na nasz widok.

    Jeszcze do tego tematu powrócę.

Strona 1 z 2, łącznie 6 wpisów