Wpisy otagowane jako psina śni

  • Grudzień, 2011
  • Beztroski sen psa

    Totalnie błogi sen psa.
    Uwielbiam patrzeć na Mo, gdy jest taka rozluźniona i odprężona.
    Sen Pocoyo
odzwierciedla stan ducha.
    Już sam widok jest słodki, a co dopiero z wokalem!

    Założę się, że dla wielu wyda się to całkowicie dziwne, ale mógłbym całymi dniami i nocami siedzieć, i patrzeć jak śpią moje psiaki. Wprost nie mogę odżałować, że nie widzę każdej minuty, ba sekundy!, z osiemnastu godzin ich codziennego snu. Że nie uczestniczę w wypoczynku, zbieraniu sił na harce, przesypianiu sprawy i marzeniu w objęciach Morfeusza. Czuję się winny, że nie uczestniczę we wszystkich zmianach boczku, moszczenia się, że o chrapaniu, wzdychaniu i mlaskaniu nie wspomnę, bo jak nic złapię doła.
    Wielokrotnie więc siedzę w bezruchu i cieszę swoje oczy i moje serce. Tę ucztę przerywam tylko po to, aby na paluszkach podejść do każdej z nich, przytulić się do pyszczka, wycałować poltachy i pogłaskać po mądrej, śpiącej i śniącej głowie. Nie omieszkam, w tak zwanym międzyczasie, wyszeptać setki komplementów i zaznaczyć wyraźnie, że je uwielbiam. Wiola ma to samo.
    Czasem kontrolnie łypnie na mnie któreś migdałowe oczko. A skoro już jest kontrola, to staram się jeszcze bardziej i powtarzam po dwakroć, bo to nie możliwe by sobie i im tego odmówić. A pewnego rodzaju wisienką na torcie, jest lunatykowe - choć świadome - nadstawienie pierożkowatego uszka, by usłyszeć całkowicie zasłużone komplementy.

    Wiem też jednocześnie, że na 100% będę w piekle, bo ciekawość mnie zżera i trawi na wskroś, o czym psina śni, gdy leży całkiem beztrosko na boku, lub zwija się w kuleczkę jak płód w łonie matki. Ale co tam, moim zdaniem warto.

  • Luty, 2011
  • Słodki sen Alberta E.

    Te zdjęcia śpiącego Alberta w ramionach niecierpliwie oczekującej go Ani otrzymałam dzisiaj i oczywiście wklejam aby po raz już chyba setny pochwalić się maluszkiem. Zwykle jest tak, że z nowych domów otrzymuję zdjęcia dopiero gdy szczenięta w nich zamieszkają. Tym razem Albercik jeszcze u mnie i w moim domu fotografowany, a zdjęcia już z nowego. Dziękuję!
  • Styczeń, 2011
  • Sennie

    Bella z Albertem. Tak śpią. Kocham ten widok!


    Mama i synek sennie... Tak im najlepiej, tak potrafią leżeć całymi godzinami, ja zaś patrząc na tych dwoje zapominam o całym świecie...
    Dzisiaj Albert ukończył 4 tygodnie. Niby niewiele, ale potrafi już sporo. Opanował jedzenie z miseczki i to bez rozrzucania na boki, bawi się zabawkami, tzn. nosi albo tarmosi, pozytywne emocje wyraża merdając ogonkiem, negatywne głosem. Powodów do skarg i zażaleń w zasadzie nie ma, ale czasami nudzi mu się, więc woła donośnie... A ja - jak ta mamuńcia - zaraz biegnę do niego! Biorę na ręce, przytulam. Albercik wtedy uszczęśliwiony. Płakać i marudzić przestaje natychmiast. Dokładnie tak samo jak każde niemowlę.
  • Taka sobie niedziela..

    Dziś miał być dzień odreagowywania po zasłyszanych, przeczytanych i obejrzanych głupotach, ohydach oraz nonsensach.
    Plany jednak mają to do siebie, że lubią brać w łeb. Szczególnie moje. Już wczoraj wieczorem przeczuwałam, że coś się popsuje. Najpierw wichura przyprawiająca o lęk i zawrót głowy, potem kilkugodzinny brak prądu (nie ma to jak życie na wsi!) więc w ciemności nie widziałam co dzieje się na dworze i co porabiają psy. A działo się... Wiatr porwał i uniósł w nieznane sporej wielkości płytę blokującą wejście do boksu z węglem. Wszystkie moje shar-pei wykorzystały okazję aby organoleptycznie poznać zawartość boksu, który stał jakby dla nich otworem. Ja z kolei doświadczyłam co znaczy ściąganie czarnej mazi z psiej sierści.

    Misiaki w legowisku
    Tydzień temu ustaliałam, że dzisiaj pojedziemy obejrzeć i pofotografować PSA dla Belci, spędzimy dzień w miłym towarzystwie, wpadniemy na obiad do cioci, a potem nie będziemy robić już nic... Pogoda spaprała się tak, że Misiaki nieznoszące chlapy, skuliły się w swoim ulubionym legowisku i chyba potrzebowałabym dźwigu aby móc je wyrwać z posłania. Z wypadu więc z nici, Primates lekko zniesmaczony po obiedzie składającym się z węglowodanów i białka w postaci makaronu i mielonego, właśnie trawi przed telewizorem, ja zastanawiam się jak można naprawić to co dookoła mnie posute. Popsuty lub ściślej ujmując, nadpsuty jest blog, który nie daje z siebie tego co powinien, robi dziwne obstrukcje przy próbach nawiązania kontaktu z serwisem gravatarów, czyli wywala błędziory.
    Drążyłam i dręczyłam tych, którzy się na tym znają, odpowiedź dostałam taką: "Wtyczka działała o tyle, że wywoływany był link, który worzony miał być przez CGI ale że owego nie ma, to... Error 500". Rozumiem z tego NIC. Serwer nie rozumie, ja nie rozumię, nikt nie rozumie. Może jakaś litościwa dusza to przeczyta i podpowie co zrobić. Nadpsuty od początku jest również mój DELL, który robi wszystko aby utrudnić mi pisanie z użyciem polskich znaków diakrytycznych. O z kreską dla DELL-a to za trudne, nie lubię pisać nieortograficznie więc aby uzyskać tą drobną kreseczkę wyłamuję sobie palce na klawiaturze kombinując na kilka sposobów. Pierwszy z nich to metoda kopiuj-wklej tę mała literkę, druga to posłużenie się kodem z tabeli ASCII, trzecia to przestawienie klawiatury na inny język niż polski, wciśnięcie jednocześnie klawiszy "o" i z apostrofem. Następnie powrót do standardowo używanej klawiatury - zwykle myli mi się, która jest która i tekst roi się od błędów. Nie narzekam na mojego DELL-a, oprócz tej drobnej niedoskonałości łączy mnie ze światem, a ze wzgędu na swój płaski kształt (desktop) świetnie spełnia rolę półki pod telefon, mieści się na nim kubek z kawą i sterta paieruchów. Papiery i dokumenty z DELL-a regularnie zbiera i porządkuje Naczelny, a robi to tak perfekcyjnie, iż nigdy ich już nie znajduję. On chyba nawet lubi ten komputer, zaproponowałam mu więc coś sensownego:
    - kupisz mi Power Maca G5 a ja dam ci w prezencie DELLA-a.
    Nie potrafię zacytować jego odpowiedzi, mój mąż opanował do perfekcji formułowanie zdań ultradźwiękiem.

Strona 1 z 1, łącznie 4 wpisów