Wpisy otagowane jako psi przysmak

  • Październik, 2011
  • Przez las z wątróbką w kieszeni

    Las, psina i dal sina...


    W (p)siną dal, czyli przez las ja z psiną w dal siną. Rym-cym-cym. Ja jak zwykle cieszę się leśnym spacerem, psina (każda z nich bez wyjątku!) węszy, tropi, szuka, nie znajduje, ale nie chodzi o to aby znaleźć, bo już samo przeszukiwanie krzaków podobną radość daje jak niektórym ściganie króliczka ze znanej wszystkim piosenki.
    Być na spacerze tylko z jednym psem to najlepsza okazja do wtłoczenia mu w głowę tego i owego oraz przypomnienie czegoś co wcześniej było nauczone, a nieodświeżane tak szybko poszło w zapomnienie. Ćwiczymy rzeczy proste, ale najchętniej zapominane: chodzenie przy nodze, zostawanie w miejscu, przychodzenie na sygnał. Pomoce naukowe tkwią w kieszeni. Psina idąc grzecznie tuż przy nodze co raz to łypie łakomie okiem w kierunku kieszeni i wie, że gdy pańcia będzie zadowolona z lekcji to po smakowitą nagrodę sięgnie. Dzisiaj nagrodą za postęp w nauce, lub raczej za dobre chęci, było coś co wyglądem swym przypominało wyschnięte patyki runa leśnego, jednakże smakowało psu zdecydowanie lepiej - suszona wątróbka! A przepis na pozyskanie suszonej wątróbki domowym sposobem jest dziecinnie prosty, zważywszy, że wystarczy ją ugotować i pokroić w cienkie pasma, a wyschnie już sobie sama. Można też ją upiec w piekarniku, a pokrojoną zamrozić. Smakowity i zdrowy kąsek dla naszego psa, bez konserwantów, bez szkodliwej chemii.
  • Kwiecień, 2009
  • Ćwiczymy przed wystawą

    Zapoznanie Simonki z ringówką. Lekcja pierwsza - nauka stania.

    Opolska wystawa już niebawem, ćwiczę więc intensywnie z Simonką w nadziei, że zaprezentuje się tak samo ładnie jak podczas treningów. Tremę mam sporą, to przecież pierwszy występ mojej psiny, w dodatku w stawce aż sześciu suk! Simonka nauczona chodzenia na ringówce i spokojnego stania, a kosztowało mnie to sporo wysiłku. Na początku był upór i dzikie protesty, ja w jedną stronę, ona w drugą lub stała wryta w ziemię z miną "nie ruszę się". Łakomstwo jednak wzięło górę i wystarczy, że potrząsnę plastikową puszką z ciasteczkami dla psów i od razu znikają wszelkie sprzeciwy, Simonka wpatruje się w łakocie jak w czarodziejską kulę, ja potrząsam pojemnikiem, a ona czeka cierpliwie aż jedno ciastko wyląduje w jej pycholu. Chodzenie w koło też opanowałyśmy, zęby pokazywane ładnie, zobaczymy jak uda nam się wystąpić na wystawie. W końcu to nie to samo co dreptanie w ogródku lub po okolicznych polach... Nie ukrywam, że mam stresa i to sporego.
    Cieczka Simonki weszła w fazę kulminacyjną, oznacza to, że spokojne możemy jechać do Opola, będzie już po.
  • Luty, 2009
  • Test na pazerność

    Misiek i Tequilla bardzo lubią zjeść jabłko. Częstuję ich pokrojonymi i obranymi już jabłkami, zawsze z ręki, zawsze kawałek po kawałku. A dzisiaj Naczelny karmił psy owocami i przy okazji zrobił eksperyment, jak to określił "na pazerność". Wziął dwa kawałki jabłka - jeden mniejszy, drugi znacznie większy, ulokował je po jednym w każdej dłoni i zawołał Miśka. Psiur szybko spojrzał raz na jedną dłoń, raz na drugą i błyskawicznie zdecydował się na kawałek z dłoni bliżej jego pycha, nie bacząc na wielkość przysmaka. Chwycił ten mniejszy. Zabawę - test w karmienie jabłkiem Naczelny powtórzył z Miśkiem jeszcze kilkakrotnie i za każdym razem pies zachowywał się tak samo, chwytał kawałek znajdujący się bliżej niego. Następnie testowana była Tequilla. I tu zaskoczenie: moja suka szybko i zdecydowanie sięgnęła po większy kawałek jabłka. Prób z Tequillą było kilka, raz spory kawałek jabłka w prawej dłoni, raz w lewej. Ani razu psina nie sięgnęła po ten mniejszy, doskonale potrafiła ocenić wielkość podawanych jej owoców.
  • Edukacja naszych shar-pei

    Z dniem dzisiejszym Piotr miał rozpocząć jazdy z Belcią na szkolenie. Miał. Zamiast za edukację psa zabrał się za długo oczekiwany remont poddasza. Czeka mnie klęska żywiołowa w domu, niezedukowany shar-pei i nawet pomarudzić nie mogę bo po prostu nie wypada. Dzień rozpoczęliśmy od zakupów w Castoramie, a ściślej ujmując rozpocząl go Naczelny . Mnie przypadło w udziale oczekiwanie na niego przed sklepem, jako że z psami wszędzie wstęp wzbroniony i to surowo. Dreptałam z Miśkiem i z Belcią pomiędzy samochodami na parkingu budząc zdziwienie przechodniów. Co poniektórzy zatrzymywali się, parę osób uprzejmie zapytało co to za rasa, jakaś pani prawie się rozpłynęła z zachwytu gdy Belcia skacząc na nią, zostawiła jej brudne odciski łap na płaszczu. Wypad do miasta tak rozochocił Belcię, że zapomniała wszystkiego, czego ją do tej pory nauczyłam. Wskakiwała Miśkowi na plecy, szarpała go za obrożę, krążyła będąc oczywiście na smyczy wokół mnie, wysilała cały swój intelekt aby porwać mi rękawiczki, a ja nie mogłam się obronić bo w drugiej ręce trzymałam na smyczy Miśka. W końcu półżywa ulokowałam oba psy w samochodzie i czekałam aż mój ślubny pojawi się z farbami, klejami, gwoździami i jakąś deską.

    Z całym tym majdanem pojechaliśmy nad Odrę aby psy wyhasały się do woli. Piotr wpadł na pomysł aby dla pewności puścić psy wraz ze smyczami. Może to jest jakiś sposób, bo w sytuacji podbramkowej przydepnięcie smyczy natychmiast stopuje psa, ale wątpię czy to dobrze wpływa na jego psychikę. Od czasu do czasu byłam instruowana jak należy smycz przydeptywać, jak ją chwytać i znowu puszczać, przedtem jednak nagradzając psa. Pożal się Boże, jak te smycze wyglądały po spacerze i jak po nich wyglądały moje ręce!

    Zdecydowanie wolę chodzić na spacery sama z psami, przynajmniej ja nie jestem wówczas tresowana i szkolona. Wiem jak się dogadywać z psami, bo poznałam przekonywującą siłę obdarzania ich nagrodami. Umiem już nagradzać nie a priori ale a posteriori, kiedy już je trzymam. Częstuję nawet, gdy nie chcę brać psa na smycz, ot tak dla zachowania wzajemnej więzi. Przygotowany smakołyk nawet nie musi być atrakcyjny, wystarczy, że jego podanie łączy się z przyjaznym gestem. Mogę im wtedy sprawić przyjemność zwykłą granulką pokarmową lub tabletką z witaminą. Tequilla jest bardziej wybredna: granulkę, owszem połknie ale witaminę wypluje. Doustne nagradzanie rozszerzyłam też na Miśka. Misiek mianowicie też miewa swoje zagrania. Czasami nie chce iść upatrzoną przeze mnie drogą, bo mu się znudziła. Siada i udaje przemęczonego. Ale jak zobaczy, że coś wyciągam z kieszeni, podbiega do mnie, zjada podaną granulkę i bez oporu podąża naprzód. Rondel mi nigdy nie kaprysi na spacerach, ale przy okazji też ją muszę poczęstować, bo patrzy na mnie błagalnie. Nauczyłam też moje psy kulturalnego brania smakołyków, bez wskakiwania łapami na moje nogi. Wprawdzie Piotr twierdzi, że spacerowymi smakołykami powinny być drobne kawałeczki kiełbasy, ale one brudzą kieszeń. Jeśli je schować do woreczka foliowego, to nie raz trudno szybko się do nich dostać. No cóż, każdy Cyryl ma swoje Metody. Jeszcze dodam, że każdy pies woli przyjść do swojej pańci po nagrodę, niż szukać w krzakach czegoś, co dla mnie jest wysoce nieapetyczne. Dostrzegłszy takie zdrożne zamiary natychmiast wołam:
    - Chodź psinko, dostaniesz coś dobrego!
    I dobra psina przychodzi i łypie na moją kieszeń....

Strona 1 z 1, łącznie 4 wpisów