Wpisy otagowane jako plac zabaw Mo

  • Sierpnia, 2009
  • Księga Szyfrów Mo

    Zaobserwowaliśmy powtarzające się zachowania naszej coraz większej Mo i odnaleźliśmy dla nich klucz:
    On jest mój!
    Gadzina jest moja!
    1. Wbite zęby w nogawkę spodni/ spódnicę
    Oznacza wielką radość. To specjalne, osobiste zaproszenie na plac zabaw. Należy pamiętać, że opuszczenie uroczystości przed wybiciem drugiego kwadransa spotka się z dezaprobatą i fochem. Ostre zęby szybko poinformują o poczynionym nietakcie, a o pretensjach nie może być mowy.
    2. Szalone bieganie po pokoju w tą i z powrotem
    Skoro realizacja punktu 1. się przedłużyła i czas wymknął się spod kontroli, to z biegania Morcheeby z bliżej niesprecyzowaną trajektorią i niezrozumiałym celem, należy wywnioskować co następuje: podjąć pospieszne ruchy w celu wyniesienia w przestrzeń.
    3. Popiskiwanie za kanapą
    Pancia, puszczaj go!
    Oddawaj gada!

    Oznacza nic innego jak to, że Mo po raz kolejny odnalazła ukrytego dużego pluszowego kolegę za sofą, ale sama nie da rady go stamtąd wytarmosić. W ten subtelny sposób komunikuje prośbę o pomoc.
    4. Uparte ślęczenie w kuchni/ łapanie zębami stołka kuchennego/ szczekanie na Pancia.
    Godziny karmienia, godzinami karmienia, a proces przyswajania i metabolizm Mo toczy się własnym tokiem. Jeśli drugi aspekt znacząco odbiega od pierwszego, Mo kolejno przechodzi przez wszystkie fazy punktu 4. Jeśli odchyłka nie jest większa niż pół godziny, stałe pory uznaję za utrzymane i nie upieram się przy swoim. Obecnie podświadomie wiem, kiedy Mo jest już głodna, na tyle by nie bawić się jedzeniem. Proces punktu 4. w zaniku.
    Struś też był za wolny
    Ptak nielot
    5. Zęby wbite w pokrycie sofy (Mo znajduje się na podłodze).
    Bardzo jasny przekaz: złazić lenie, ale to natychmiast złazić i bawić się ze mną! Dłuższe zaognianie sporu nie ma sensu. W końcu ze wspólnej zabawy wszyscy odnoszą wyłącznie korzyści. Trzeba tylko pamiętać, by nie dopuścić do punktu 2.
    6. Warczenie (gdy Mo jest na sofie).
    Długo dochodziliśmy o co tak naprawdę chodzi dziewczynce, a odpowiedź okazała się szalenie banalna. Znów przysłowie się ziściło (najtrudniej odkryć coś, co jest proste). Mo lubi ułożyć się w ciągu dnia i wyciągnąć na sofie i tak zrelaksowana odpoczywać przed kolejną porcją zabaw. Słodkie warczenie oznacza na początku: przesuń się, potrzebuję więcej miejsca; a w przypadku braku reakcji: złaź z sofy, przez Ciebie nie mogę się wyspać. Brak sumienia i serca (nie opuszczenie sofy) mści się tylko na dwunożnych. Jak można, nie dać się wyspać księżniczce Mo?!
    7. Patrzenie na miskę z karmą (zwłaszcza gdy Mo ma już ochotę coś zjeść)
    Mała Mo, duża miska
    Pragnienie zaspokojone

    Dostrzegliśmy, że postawienie miski z jedzeniem nie jest dość atrakcyjne. I owszem, jest miska, jest w niej jedzenie, ale co z tego? - tak myśli sobie Mo. Otóż trzeba ją zacząć przesuwać, chować, przestawiać, bawić się jedzeniem, co spowoduje udany atak, łapczywe porwanie pierwszego kęsa, a potem, potem kończy się pięknie zjedzonym posiłkiem i w efekcie wylizaną miską. Nieodzowne jednak staje się polowanie i UPOLOWANIE jedzenia. Wówczas smakuje najlepiej.
    8. Wyszczerzenie kłów i odpychanie łapkami
    Stanowi ostatnią, bezbolesną apelację, o natychmiastowe zaprzestanie przytulania się, pieszczot i tym podobnych. Psinka ma najzwyczajniej dość i musi odsapnąć od swoich zwariowanych na jej punkcie właścicieli. Czasami śmiejemy się, że pewnie chce nam powiedzieć: już mnie tak nie kochajcie!
    Mam
Cię!
    To jest napad!
    9. Dzwoniący domofon
    Elektryzuje Mo. Jeśli kogoś z nas brakuje w mieszkaniu, oznacza uzupełnienie stanu stada w ciągu 30 sekund. Akurat tyle ile Mo potrzebuje na dobiegnięcie do wycieraczki, przycupnięcie i zniecierpliwienie się oczekiwaniem na otworzenie się drzwi. Po staniu się wspomnianego miłości i radości nie ma końca. Walczymy z tym procederem, bo nie zawsze dzwoniący domofon, rzeczywiście oznacza powrót do domu kogoś z nas.
    10. Czkawka
    Przyczyn jej powstawania nie ustaliliśmy, ale czasem ma miejsce. Aby jej się pozbyć Mo potrzebuje przytulić się do Pancia na kilkanaście sekund. Ulga niemal natychmiastowa.
  • Im dalej w las...

    Dzieje się tak wiele i w takim tempie, że nie sposób wszystko opisać.
    Poniżej kilka chwil z poniedziałku.
    Piłeczka!
    Prawie mam
    Czysta rozkosz
    Tego mi trzeba!
    ... jeśli
nie chcesz mej zguby.
    Krokodyla daj luby...
    jeszcze
chwilę temu, na tym siedziałem
    Kolejna zdobycz Mo
    Mo
przepada za słonikiem
    Zdobycze Mo









    Jeden, dwa, trzy ...
    Mo po otrzymaniu karmy, uwielbia na nią zapolować, szybkim ruchem porwać ile się da i na boku placu zabaw zjadać po kolei każdy kawałeczek. Sprawia jej to tyle radości, że nie podejmuję się wpływać na ten proceder. Zwłaszcza, że później zjada wszystko do cna, bez zbędnej kontestacji.
    Otrzymany w dniu wczorajszym krokodyl jest nadal na czele listy bestsellerów Morcheeby. Jak dotąd nie miała żadnej zabawki z taką ilością odnóży, miękką głową i przede wszystkim metkami, dzięki którym można niezwykle efektownie tarmosić, jak również napadać na zdobycz.
    W trakcie wszystkich zabaw panuje beztroska i całkowite odprężenie. Nikomu nie dzieje się krzywda, ani nikogo nic nie boli. W celach profilaktycznych znacząco podnieśliśmy jakość placu zabaw - Mo otrzymała nowiutką wykładzinę, która nie przesuwa się w trakcie gonitw, ataków i tym podobnych.
    Mimo, że nasz plac zabaw nie jest wielki (150x200cm), Mo czasem musi odsapnąć. Czasem przysiądzie, czasem słodko się rozłoży, a jeszcze innym razem padnie bez ładu i składu, byle tylko złapać oddech.
    Mały niebieski słonik ma ubóstwianą przez Mo trąbę. Po każdym udanym polowaniu nasza dziewczynka długo ją gryzie, a na koniec przy jej użyciu odnosi do swojego kojca, na później.
    Taaa, na tym dywaniku przed chwilą jeszcze siedziałem. Moja pociecha zadecydowała jednak, że czas odłożyć aparat i przyłączyć się do zabawy. Podobnie wyrywa mi poduszkę spod głowy, gdy próbuję zasnąć po rannym spacerze za potrzebą.
    Pertraktacje w sprawie sofy wciąż trwają. Mo jest wyjątkowo twarda w stawianiu warunków, a my wyjątkowo podatni na kompromisy ;-)
    Jeden aspekt nie budzi wątpliwości żadnej ze stron - sofa jest wyjątkowo wygodna do spania.
    Na zdjęciu słodka Mo, która zasnęła, znużona odpieraniem naszym argumentów, że sofa nocą należy się wyłącznie nam.
    Bez obaw, nie śpimy dziś na podłodze, dobrotliwie została nam odstąpiona. Mo nadal wybiera swój kojec. Jeszcze.
  • Zmiany, zmiany, zmiany

    Wykopaliśmy topór i będziemy walczyć o prawidłowy rozkład jazdy.
    Mo się uczy, o co w tym wszystkim chodzi.
    Morcheeba pobiera nauki od panci

    W środę po lekkim wyposzczeniu w pracy, Mo zjadła pięknie późny obiad w domu (około 21). Po spacerze bawiliśmy się do 23. Potem nakazałem spać. Generalnie sobie, bo i Wiola, i Mo miała to za nic. Faktycznie przysnęliśmy po północy. To duży postęp.
    Krok wstecz. O pierwszej obudziła nas Mo piszcząca do pustej miski z jedzeniem. Nie została schowana - moja wina, moja bardzo wielka wina. Wiola się ugięła i to co zostało wsypane zniknęło momentalnie - nie taka wielka wina? Chwilę potem zignorowaliśmy nocny spacer i wycieraczka pod drzwiami przyjęła siusiu. Byłem twardy i zakazałem wyjść (tylko czy słusznie, to się okaże?). Pralkę i tak musimy włączyć, więc z wycieraczką nie ma problemu.
    Do rana błogi spokój. Mnie, aby się wyspać wystarczą ciągiem 4 godziny. O 8 jednak nie mogłem się zwlec. Czyżby odezwały się zaległości?!
    Efekt taki, że na siusiu rano też się spóźniliśmy. Spóźniliśmy, bo nasza kochana sunia dała nam wszystkie znaki, że musi wyjść. Bez słowa sprzeciwu posprzątałem ponownie podłogę przy drzwiach. Żona wyszła z Mo. Efekt - duża kupa jak nigdy dotąd i słodko rozbudzony psiak.
    Nieszczęścia chodzą parami, więc wyjątkowo jechałem dziś do pracy (na szczęście to tylko 13km) z samą Mo z tyłu. Nie obyło się bez pisków i płaczu. Czuję się fatalnie, gdy prowadzę naszą 323 jedną ręką, a druga wisi za fotelem i głaszcze Mo po głowie lub pupie, w zależności jak się usadzi (głaskanie nie jest fatalne, lecz cudne). Fatalne, bo niewygodne i niebezpieczne. Dramatu nie było, dojechaliśmy płynnie, bez ekscesów. Ale: z każdym kolejnym samotnym kilometrem jest nam łatwiej. Powoli, ale miarowo walimy głową w ścianę. Kiedyś runie...
    Długo oczekiwany sukces.
    Mój ulubiony widok
    Odpoczynek Mo

    Po dojechaniu do pracy i wybieganiu na trawie (całe 10minut szaleństwa, które uznałem za niezbędne po samotnej jeździe) jako dumny Pancio stwierdzam zgodnie z obserwacją, początki zmiany kupki. Na razie nie wszystkie kawałki, ale już z mahoniowym odcieniem i twardsze.
    Strach pomyśleć, co się będzie z nami działo, jak dorobimy się dziecka!
    Teraz Morcheeba przykładnie śpi i chrapie donośnie.

    Read More

  • Plac zabaw Mo

    Minęły dwa dni pobytu w nowym domu.
    Generalnie w mieszkanku mała Mo czuje się bezpiecznie i beztrosko. Nie wchodzi jeszcze do łazienki i na przerażający balkon. Największą atrakcją mieszkanka jest za to plac zabaw.

    Pan
Marchewa to dobry duch Morcheeby
    Pan Marchewa
    Pies
z kotem, u nas standardowo ale bez ofiar.
    Pies kontra kot
    Gryzienie na tym
etapie to meritum zabawy
    Dbanie o zgryz
    Staramy się
nadążyć za potrzebami Mo
    Gryzaki do wyboru
    Brakuje tylko błękitnej strzały, bo tu się nie zmieści.
    Kochane od pierwszego spojrzenia










    Są i sznurki, szeleszczący i grzechoczący kwiatek, Kot-poducha no i niezłomny Pan Marchewa. Do tego dwa komplety naszych rąk i wszystkie pomysły, na które wpadniemy, aby uatrakcyjnić czas spędzany wspólnie.
    A ponieważ kontynuujemy nieprzespane noce dziś krótko. Poniżej trzy z moich czterech miłości od pierwszego wejrzenia. Trzy, bo błękitna 323 nie mieści się w mieszkanku ;-)

Strona 1 z 1, łącznie 4 wpisów