Wpisy otagowane jako pies na wsi

  • Maj, 2009
  • Mały labek

    Noc mieliśmy niespokojną. Gdzieś z daleka dochodziło nas coś jakby pisk, jakby skomlenie, ale nie sposób było zlokalizować kto skomle i gdzie. Psy moje podniecone i poirytowane biegały po schodach w te i wewte, Tequilla powarkiwała, Bella momentami wyła. Wyjście w nocy z psami do ogrodu też niczego nie wyjaśniło, pokręciły się tylko wzdłuż ogrodzenia i wróciły do domu po to aby za jakiś czas znowu siać niepokój.
    Sprawa nocnego zamieszania wyjaśniła się. Otóż sąsiedzi sprawili sobie szczenię labradora. Labek jest maleńką, siedmiotygodniową suczką, dopiero wczoraj zabraną od mamy i rodzeństwa. Szczeniaczek nie będzie mieszkał w domu, jego pańciowie przygotowali dla niego budę, w której maleństwo, rzewnie płącząc spędziło całą noc.
    - Musi się przyzwyczajać - poinformowano mnie.
    Zrobiło mi się smutno. Nie wiem jak oswoić się z myślą, że tuż obok za płotem rozpacza w budzie psie dziecko. Będzie mu trudno. Mnie również.
  • Luty, 2008
  • Pies na wsi

    Po kilku latach zamieszkiwania na wsi zauważyłam, że tu stosunek do zwierząt jest chyba bardziej merkantylny niż w mieście. O wiele mocniej dba się o trzodę, po której spodziewane są zyski w postaci brzęczącej monety lub w naturze. Pies stanowi coś w rodzaju dodatku do gospodarstwa. Czasem bardziej jest przydatny kot, bo łapie myszy. Te zaś częściej nachodzą domostwa niż złodzieje, przeciw którym ma gospodarza bronić pies.

    Na wsi pies stróżuje w każdym gospodarstwie. Plączą się niekiedy małe kundelki przynoszące radość dzieciom. Uczucia do psów naszych wiejskich gospodarzy są często nieco inne niż mieszczuchów. Tu nikt się nie trzęsie nad zdrowiem Brysia. Jeśli nie jest pięknym okazem swej wielorasowości, to nabyto go za darmo, a ofiarodawca czasem musiał postawić butelczynę za uwolnienie się od zbędnego zwierzęcia. Ma pilnować obejścia i zbyt drogo nie kosztować. Najlepiej, jak zwalniany z łańcucha, sam zadba o siebie. Dowodem na to była jedna krótka rozmowa z przypadkowo napotkaną wiejską kobieciną. Pochwaliła urodę mojego psa, ale z pewnym smutkiem dodała:
    - O, taki duży pies to się sam nie wyżywi.

    Oj, ludzie, ludzie....
  • Grudzień, 2007
  • Spacer po wsi

    Pogoda się ustabilizowała, nie pada, nie wieje ale jest zimno.. i nie ma na to rady. Spacer być musi, inaczej psy rozniosą dom. W lesie mokro, poszłam więc z dwoma psami przez wieś. Zwykle poza zdawkowym "dzień dobry" nie jestem zaczepiana - kto by chciał rozmawiać z kobietą włóczącą się po wsi z psami... Zwyczajowo kobiety są zajęte w gospodarstwach domowych, psy siedzą w budach.. pies prowadzony na smyczy przez wieś to wydarzenie odbierane przez mieszkańcow jak eksces... Dwa psy na smyczach to już szaleństwo.. Przyzwyczaiłam się do zdziwionych spojrzeń, trudniej mi pogodzić się ze sposobem myślenia niektórych ludzi.
    Zostałam zagadana przez "znawcę", ktory na widok moich psów obcesowo zapytał:
    - Czy to angielskie czy francuskie?
    - Nie, chińskie - zareplikowalam, choć wiedzialam, że ów mędrzec ma na myśli buldogi.
    Facet puścił moją odpowiedź mimo uszu i udzielił mi światłej rady:
    - Lepiej by te psy wyglądały gdyby pani obcięła im ogony. Czy pani nie wie, że rasowy pies musi mieć obcięty ogon?

    Można by się śmiać z takiej ignorancji kynologicznej, gdyby nie fakt, że ludzie czasami obcinaja ogony nierasowcom, żeby je upodobnić do psów rasowych.
    Przydałaby sie kampania ogonkowa.

Strona 1 z 1, łącznie 3 wpisów