Wpisy otagowane jako opieka nad szczeniętami

  • Wrzesień, 2010
  • Co grube to lube

    Pełne wrażeń, wzruszeń i uniesień całe dwa tygodnie z maluchami Simonki już za nami. Przytyło się i urosło szczeniętom nad podziw, każdy "stworek-potworek" waży ponad póltora kilograma. To naprawdę sporo, z pewnością wyrosną z nich ciężkie i mocne psy. Jeszcze dzień albo dwa i jeżeli pieski będą przyrastać w takim tempie jak dotychczas, to już nie zważę ich, bo moja waga toleruje ciężary tylko do dwóch kg! Na razie towarzystwo z psiego żłobka myśli tylko o spaniu i jedzeniu, czasami któreś szczenię popatrzy na mnie sennie i zaraz zasypia.
    Simonka wręcz nadgorliwa, chyba jest przekonana, że jej dzieci głodne więc karmi, karmi i znowu karmi. One zaś jedzą prawie na okrągło przez dzień oraz noc, z przerwami tylko na sen. Jeszcze tydzień musi upłynąć zanim zacznę szczenięta dokarmiać i będę mogła odciążyć Simonkę. Moja bardzo dzielna psica pracowicie i niezmordowanie produkuje spore ilości mleka dla swego potomstwa i to tak aby dla wszystkich wystarczyło. Sama przy tym je cztery posiłki dziennie oraz wypija około 3,5 do 4 litrów wody na dobę. Godne podziwu!

  • Grubaśne jak poduszeczki



    Pocoyo pokazuje niebieski języczek
    Dzisiaj Pocoyo pokazała nam swój przybierający intensywną barwę niebieski języczek. Pomyślałam, że ktoś z Gdańska ucieszy się tą wiadomością, więc bez zwłoki przekazuję. Wiadomo, jak shar pei to i język musi być niebieski. Pozostałe maluchy jeszcze mają różowo w pysiach, ale jutro, pojutrze, lub może za tydzień też jęzory zniebieszczeją. Na razie psie towarzystwo je, a raczej ssie matkę karmicielkę i rośnie na jej mleku niemalże w oczach. Widać, że naturalny pokarm im służy. Pepe Lavion najpotężniejszy i co tu owijać w bawełnę czy upiększać - najgrubszy. Grubaśne i papuśne są wszystkie malce, wyglądają niemal jak poduszeczki, tyle że zamiast rożków mają te swoje zabawne rączki i nóżki, jak to shar peie.

    Wiadomość z ostatniej chwili: jak pech to pech! Stłuczka, wypadek na drodze, rozbite auto, nie ma czym dojechać na wystawę do Zielonej Góry. Katastrofa! Pojazd stoi w naprawie, Dovey i Monia zamiast na ringu to w domu. Szkoda... Szczęśliwie nikt z pasażerów w wypadku nie ucierpiał.
  • Lato (kalendarzowe) ze szczeniętami

    Niby mamy jeszcze lato, tak przynajmniej wynika z kalendarza, ale u nas w domu nastał już sezon ogrzewczy i to pełną parą. Wiadomo, szczeniętom trzeba zapewnić ciepło. Nasze najsłabsze, mimo usilnych starań z mojej i Piotra strony, niestety nie dało rady. Bywa i tak, nic na to poradzić nie można. Szczęśliwie pozostała piątka dziarska i energiczna, a już szczególnie przy mlekopoju. Przepychanie, drapanie biednego matczyska i siebie nawzajem, piski oraz kłótnie o najlepszego sutka to już standardowe zachowanie się Simonkowych dzieci przy posiłkach. Ale to cieszy, widać że maluchy dobrze się rozwijają. Przyjemnie mi na nie patrzeć.
    Od dwóch dni nie pełnimy już całonocnych dyżurów przy szczeniętach. Psie dzieci są już na tyle silne, że nie trzeba już pilnować każdego z osobna, sprawdzać czy wystarczająco najedzone, a i Simonka przestała zachowywać się jak przysłowiowy słoń między porcelaną, nauczyła się zgrabnie poruszać wśród swojego potomstwa i nie ma już ryzyka, że położy się na którymś szczenięciu przyduszając go swoim ciężarem. Dla nas możliwość wyspania się to prawdziwy luksus, więc humory od razu mamy lepsze i chwalimy głośno geniusza, co to ludziom do spania wymyślił łóżko. Wyspana i z przypływem energii wróciłam do starych, dobrych nawyków jakimi są codzienne spacery do lasu ulubioną mi drogą przy brzozach i sosnach. Gdy wybieram się do lasu sama, bez mojej męskiej połowy, to na spacer zabieram ze sobą tylko Bellę, a to ze względu na ewentualne spotkania, bo nigdy nie wiadomo kto i o jakich zamiarach nam drogę przetnie. Wszystkie nasze dorosłe psy bardzo pozytywnie reagują na obcych i obojętne czy są to nasi goście, czy też całkiem im nieznani przechodnie. Bella też jest przyjazna każdemu o dwóch nogach. Jedynie w lesie lub na odludziu na widok obcego, jeży się jej włos, a gdy napotkany próbuje się do nas zbytnio zbliżyć to i strasznie zębiska mu pokaże. Tylko ona ma instynkt obronny i tylko z nią nawet na bezludziu czuję się bezpieczna.
  • Czarna seria

    Natalia, cała w skowronkach, podesłała mi zdjęcie Teveza wraz z komentarzem: "Tevi jest cudowny, z godziny na godzinę kocham go bardziej"


    3-dniowe sześcioraczki
    Trwa u nas radosny ciąg czarnej serii shar pei. Szczenięta ustawiły nam rytm życia według własnych upodobań, w żadnym calu nie licząc się z porami doby. Tkwimy, trwamy przy nich i nie poddajemy się senności. Jeszcze tylko kilka dni, a Simonka dojdzie na tyle do siebie, że będziemy mogli zostawić ją ze szczeniętami bez dozoru na tych parę nocnych godzin. Na razie wolimy przy niej i jej dzieciach czuwać, jest ich przecież sporo, a ona - psia mama - zmęczona i zasypiając mogłaby niechcący położyć się na maleńkich ciałkach... Ach, lepiej nie, strach pomyśleć.. Czuwamy więc, ale czasami też sypiamy. Można nas osiągnąć telefonicznie w dosyć nietypowych porach: mnie od południa do 4-5 rano dnia następnego, Naczelnego od bladego świtu do południa, potem znowu zmiana. W hodowli jest tak jak mówi mądrość ludowa: "pańskie oko konia tuczy". Nie mamy co prawda kopytnego zwierza, lecz są małe shar pei`e, które podczas naszego czuwania i patrzenia na nie, jedzą, śpią i rosną. A, że rosną i trochę już utuczone to już sprawdzone. Wszystkie maluchy przybrały na wadze około 40 procent swojego całkowitego ciężaru z dnia urodzenia. Czuwamy więc przy nich bez marudzenia i kwękania.
  • Sierpień, 2010
  • Origami, Out Cypress, Oliver Twist i Only Tevez



    korzystam wraz ze szczeniętami z pięknej pogody
    Wystarczy, że przez kilka dni nie pokazuję zdjęć szczeniąt a zaraz mam zapytania jak się mają maluchy, jak wyglądają, kiedy będą fotki. Malce mają się dobrze, duże są i tłuściutkie, a przy tym słodkie jak to szczeniaczki. A co do zdjęć to najchętniej powiedziałabym: "ja nie umiem psich dzieci fotografować", ale biorąc pod uwagę ilość zdjęć jakie do tej pory popełniłam, to nikt by mi pewnie nie uwierzył, chociaż w zapewnieniach moich nie ma ani krzty kokieterii. Fotografowanie szczeniąt to trudne i niewdzięczne zajęcie. Trudne, bo żaden mały stworek nie usiedzi spokojnie w jednym miejscu, a widok człowieka z wymierzonym w niego aparatem, peszy go i irytuje. Niewdzięczne, bo zdjęcia nie oddają faktycznej urody piesków.

    Za tydzień, 31 sierpnia mamy już umówiony przegląd hodowlany, a po nim pieski będą się rozjeżdżać do nowych rodzin. Natalia aż piszczy, tak nie może doczekać się Teveza. Już niedługo on i Out Cypress (Niezwykły "Sajpres") zamieszkają w Poznaniu. Nasz najgrzeczniejszy i od czasu do czasu z lekka poszturchiwany przez rodzeństwo Oliver Twist zamieszka w Zielonce pod Warszawą. (W tym miejscu pozdrowienia dla Kaśki i jej shar pei z Zielonki!) A jedyna dziewczynka z miotu, słodka Origami wyjedzie za granicę, do Francji. Origami zostanie od nas najpóźniej odebrana, bo dopiero w drugiej połowie września, będę więc od czasu do czasu donosić jak jej się u nas wiedzie.

Strona 1 z 2, łącznie 7 wpisów