Wpisy otagowane jako operacja psa

  • Kwiecień, 2008
  • Zabieg pod narkozą

    Wczoraj Misiek miał usuwaną brodawkę z przedniej łapy. Zabieg był przeprowadzony pod narkozą, przy okazji zostały skrócone miśkowe pazury. Obawiałam się tej narkozy, shar-pei raczej źle ją znoszą. Gdyby nie pazury, to chyba nalegałabym aby operacja odbyła się przy znieczuleniu miejscowym, chociaż nasz weterynarz niechętnie robi jakiekolwiek zabiegi na przytomnym psie. Trochę go rozumiem, ale znam Miśka i wiem, że leżałby spokojnie. Misia cechuje spora doza zaufania do nas. Kiedyś gdy ropiały mu oczy zaatakowane bakterią morakselli i żaden z antybiotyków nie skutkował, musiałam mu wstrzykiwać lek dospojówkowo. Ja się bałam, pies się bał, ale daliśmy sobie radę i oczy zostały serią zastrzyków wprost w spojówkę wyleczone. Zastrzyki wszelkiego rodzaju moj psiur znosi dzielnie, natomiast widok cążków do obcinania pazurów przyprawia go o panikę. Nie ma mowy aby dobrowolnie poddał się temu kosmetycznemu zabiegowi.

    Misiek pazury miał za długie i w końcu trzeba bylo zrobić z nimi porządek. Psy miejskie, spacerujące po betonowej nawierzchni, ścierają sobie pazury same, u mnie betonu brak, spacerujemy po polach i lesie, gdzie nawierzchnia zbyt miękka aby pazury się na niej same zeszlifowały.

    O zabiegu Misiek już chyba zapomniał, wczoraj jeszcze chwiejny na nogach, dzisiaj już żywotny. Na łapie w okolicy łokcia wygolone miejsce i widoczne dwa szwy, które szczęśliwie nie wzbudzają u psa zainteresowania, więc nie muszę łapy bandażować, ani też pacyfikować zwierza okropnym kołnierzem.

    A w ogrodzie zakwitły moje ulubione hiacynty. Naczelny zaś kombinuje jakby tu ozdobić ogród kwiatami i zabezpieczyć je przed niszczycielskimi zapędami naszego stadka. Wymyślił więc skrzynki na pelargonie i inne tylko jemu wiadome kwiatki. Skrzynki w fazie budowy, ja staram się jeśli nie polubić, to przynajmniej przyzwyczaić do dźwięku towarzyszącemu majsterkowaniu, czyli do wiertarki, piły, szlifierki, młotka i innych ogłuszaczy.

  • Marzec, 2008
  • Misiek będzie operowany

    W przyszłym tygodniu naszego, prawie siedmioletniego Miśka czeka zabieg chirurgiczny. Myślę o tym z trwogą, bo to i narkoza i pies już nie taki młody. Sprawa jest ponoć banalna - Misiek ma w okolicy łokcia brodawkę, coś w rodzaju kurzajki. Narośl została przebadana i jednoznacznie zdiagnozowana jako niezłośliwa czyli kamień z serca. Zanim ostatecznie powiedziano mi co to jest, sugerowano różności, począwszy od odleżyny a na "to może być wszystko" skończywszy. Moj biedny olbrzym będzie musiał zostać położony na stole, będzie spremedykowany i cięty, a ja nietwórczo będę się o niego zamartwiać. Przyzwyczaiłam się, że Misiek zawsze jest w idealnej formie, że nigdy nic mu nie dolega, że weterynarza widzi tylko przy szczepieniach, a teraz musi być operowany. Termin zabiegu już omowiony. Trzymajcie, proszę kciuki za Misiaczka!

Strona 1 z 1, łącznie 2 wpisów