Wpisy otagowane jako ogród

  • Czerwiec, 2009
  • Siedzimy w ogrodzie i robimy miny

    ..i z tego powodu nie ma wpisu, ale jest zdjęcie.

    Simonka i Bella relaksują się w słońcu
  • Sierpień, 2008
  • Najważniejsze wydarzenia tygodnia

    Od paru dni blog leży odłogiem, co nie wynika z mojego lenistwa czy też braku chęci na kolejny wpis, ale po prostu z braku czasu, jako że ostatnie dni wypełnione miałam do ostatka. Najważniejszym wydarzeniem tygodnia było zaimportowanie do domu Naczelnego, który po nastraszeniu całej rodziny swoim zawałem serca, lampartował się przez ostatnie tygodnie w sanatorium. A więc mam swojego mężczyznę znowu w domu, całego i zdrowego, chociaż rekonwalescenta i cieszę się z jego obecności przy mnie niewymownie. Nasze stadko shar-pei grzeczniejsze niż zazwyczaj, bo wiadomo, że przy panu tak lekko jak przy mnie nie ma i porządek być musi. Porządki nie tylko w domu, ale też w ogrodzie. Wspomnianą wcześniej ropuchożabę Piotr wyeksmitował gdzieś w sąsiednie pole, udało też mu się nabić w butelkę kreta (ściślej ujmując w długą tubę z chytrym zamknięciem), który też został wysiedlony poza nasz teren. Na razie spokój, nowych kopców nie przybywa, tuba-pułapka świetnie zdała swój egzamin. Jakby nie patrzeć, mąż jest bardzo pożytecznym stworzeniem!

    U moich shar-pei na razie nic nowego, suki doszły już do siebie po odchowaniu szczeniąt, a dwa przebywające w domu maluchy coraz większe. W przyszłym tygodniu ostatnie szczepienie, a przy tej okazji oba stworki zostaną zważone. Simonka pewnie już przekroczyła 10 kilogramów. Ładny klocek mi z nie wyrasta! Jej zdjęcia zamieszczę w następnym wpisie, o ile uda mi się sfotografować wiercipiętę.

    Xirius
    Zora
    Z innych wydarzeń wartych odnotowania to nowe zdjęcia Zory od Marty i Pawła oraz Xiriusa od Agnieszki za które bardzo dziękuję. Zaczyna mi się robić tęskno za maluchami, które odeszły z domu, a po których ślad się urwał... Codziennie czekam na wiadomości i zdjęcia Zitelli, Zoyi i Lionhearta, a tu ciągle nic...
  • Psy i inne zwierzęta w ogrodzie

    Z dzisiejszego przedpołudnia: Simona i Zamira.
    Na ten duet nie mogę się napatrzeć do syta!

    W końcu na umęczoną i wyschniętą trawę spadł deszcz. Zachęcona świeżym i rześkim powietrzem, uzbroiłam się w aparat aby z samego rana obfotografować szczenięta. Rzut okiem na ogród i na widok kilku nowych krecich kopców mój dobry nastrój szybko się ulotnił. Z kretami bawię się w ciuciubabkę od początku lata. One przebijają się przez trawnik, wybijając kopce, ja te kopce z powrotem przy pomocy strumienia wody z węża ogrodowego wbijam w ziemię, one wyłażą w innym miejscu. Przeróżne sposoby odstraszania kretów zawiodły na całej linii, wygląda na to, że jeśli ja ich nie odstraszę od mojego domu, to one odstraszą mnie. Psy nie podzielają mojej niechęci do kretów, każdy nowy kopiec wzbudza w nich pasję myśliwska, kretowiska są rozkopywane zarówno przez przez dorosłe psiory jak i szczeniaki. Każdego dnia to samo, czyli wyścig kto pierwszy upora się z krecimi kopcami, czy uda mi się zniwelować nowe wzgórki ziemi i zalać wodą wydrążone korytarze, czy też moje czworonogi prędzej je rozkopią.
    Z innych stworków żyjących w ziemi, a nękających mnie w nie mniejszym stopniu niż krety, są żaby. Nie jakieś tam sympatyczne żabki, ale budzące obrzydzenie, wstrętne ropuchożaby. Ohydki te żyją w norach pomiędzy kwiatami, nor i norek przybywa z każdym dniem, kwiaty cierpią, żabska się śmieją. Czasami wyłażą z jamek, skaczą dookoła domu, jedna paskuda wczoraj przemieściła się przez otwarte drzwi do korytarza. Fuj i jeszcze raz fuj! Dla psów to frajda, jak nie krety to żaby, wszystko to jest ścigane z głośnym szczekaniem, ryciem w ziemi i postępującą dewastacją mojego ogrodu. Grozi mi katastrofa ekologiczna.. Ratunku!!


Strona 1 z 1, łącznie 3 wpisów