Wpisy otagowane jako oczekiwanie na poród

  • Grudzień, 2010
  • 9-ty tydzień oczekiwania na szczenięta

    drzemka ciężarnej
    Jeszcze nic. Jeszcze czekamy w napięciu. Temperatura ciała Belli spadła dzisiaj przed południem do 37,5 stopnia po to aby wieczorem osiągnąć znowu 38. Wieczorna miska została opróżniona przez nią z wilczym apetytem, tak samo jak i wcześniejsze posiłki. Spać, spać i spać... tylko tego chce Bella, więc posypia sobie to tu, to tam.
    Fotka drzemiącej ciężarnej jak najbardziej aktualna, uchwycona w czasie dzisiejszej drzemki podczas naszej kolacji, bo Bella jest wszędzie tam gdzie ja. Nawet w nocy śpi przytulona do mnie, czyli razem dzielimy łóżko. Muszę teraz mieć ją obok siebie, aby w razie gdyby nagle postanowiła rodzić, móc natychmiast się obudzić i odpowiednio zareagować.. A to, że lubię gdy ona tuli się do mnie we śnie, to już inna inszość....

    Dzisiaj znowu mam dla Was zdjęcie z high-tech komputerowego USG (sorry za nieprofesjonalne wyrażenie) wykonane przez National Geographic / Pioneer Production i przedstawiające szczeniaczka w analogicznym wieku jak te siedzące w brzuchu Belli. Oj, robi to zdjęcie wrażenie, prawda? Tak, moi drodzy, psie dzieci już gotowe do przyjścia na świat, ale dopóki mieszczą się w maminym brzuchu i nie jest im za ciasno to poczekają jeszcze parę dni w bezpiecznym schronieniu. Poczekają, albo nie.

    No a teraz dla odmiany oraz odwrócenia uwagi od spraw poważnych, fotka takich dwóch czarnych zbójów, co to ciągle ze sobą, czyli Tevez i Cypress. Tym razem siedzą z wrodzonym sobie wdziękiem na stole i patrzą bardzo pewnym siebie wzrokiem na kogoś lub coś.... Młode już pną się ambitnie w górę jakby wiedziały, że punkt widzenia zależy punktu siedzenia.

    Na koniec istotna informacja: Pampus na przekór zimie wymienia sierść na letnią i robi to zdecydowanie gwałtownie. Ani chybi, idzie nam wielkimi krokami ocieplenie
  • Oczekiwanie

    Zdjęcie z 21 grudnia
    Kończą się święta jakoś tak niepostrzeżenie, kończy się też niebawem ósmy tydzień ciąży u Belli i już wiadomo, że jeszcze tylko parę dni, a rodzina się nam powiększy. Bella zaokrąglona obiecująco i nie ma żadnych wątpliwości, że przychówek w brzuchu siedzi i rośnie. Brzuch Belli jest głaskany, tulony, osłuchiwany i adorowany przez nas niemal do absurdu. Jeszcze jest kosmaty, jeszcze nie zgubił ze swojej spodniej części włosa, a to oznacza, że trochę czasu minie zanim uwolni tych co to w jego środku. Sutki sterczące z brzucha i klatki piersiowej już całkiem spore i tylko czekać, a pojawi się w nich mleko. Codziennie widzę zmiany w wyglądzie i zachowaniu Belli, z dnia na dzień obwód w "talii" jej się powiększa, maleje natomiast temperament. Jej aktualny stan psychiczny jst adekwatny do fizycznego (zaawansowana ciąża!) i równa się humorowi dostojnej matrony wraz z całkowitą obojętnością co do poczynań reszty stada.. Żadne zabawy z psami przyszłej mamy nie kręcą, a tylko dwie czynności sprawiają jej niekłamaną przyjemność: obfite jedzenie i spanie na kanapie. Co poniektórzy nasi znajomi, ci bardziej niecierpliwi, chcieliby już wiedzieć ile psich dzieci w brzuchu Belli siedzi... Pewnie kilka i raczej mniej niż więcej. Dokładniej zdefiniować nie potrafię, ale ci co wiedzą co mam na myśli to się domyślają, że miot spodziewany raczej niewielki. Zaciskam kciuki za szczęśliwy poród i za zdrowe szczenięta, bo przecież nie ilość jest istotna, nieprawdaż?
  • Śnieżnie i grudniowo

    ..albo je
    Bella śpi..

    Znowu odśnieżanie tych strasznych białych mas co to zasypały nam dom i ogród nocą. Dzień był tak szary jak na zdjęciu po lewej. Ohydnie bury, zimny i nieprzyjazny!

    Człowieczek z szuflą, widoczny przy ulicy, to umęczony ciężką, fizyczną pracą Piotr tuż po zakończeniu walki z "białym szaleństwem" i utorowaniu pojazdowi wyjazdu.

    Z uprzątaniem śniegu z przed bramy za każdym razem ta sama polka: śnieg co to napadał w nocy już świtem zgarniany jest pługiem z jezdni na chodniki, wjazdy i wyjazdy. Co uprzątnięte jednego dnia, zasypane w kolejnym. Fajne, co? Dodatkową "atrakcją" zimy są spadające z naszego dachu z hukiem i łomotem masy śniegu w postaci lawiny. Rozrywka to wątpliwej jakości, ale widowisko przednie. Lawina dachowa co raz to obsuwa się znienacka i raczej biada temu, kogo by zaskoczyła!

    Zima dopiero się rozpoczęła, a mamy jej całymi naszymi sercami dosyć. No może z wyjątkiem Moni i Pampusa. Tym dwóm młodym oszołomom podoba się aktualny stan i do upadłego uprawiają gonitwy w śniegu. Pozostałe psy nie zdradzają najmniejszej chęci wystawienia nosa czy tym bardziej ogona poza drzwi. Trzeba je namawiać do wyjścia, a Bellę wręcz oburącz wypychać, bo dobrowolnie sama by chyba nie opuściła naszego łóżka, w którym to większą część dnia się wyleguje. Mnie też nic się nie chce gdy niebo koloru owsianki (fuj-fuj!!) , a brak możliwości spaceru po lesie przyprawia mnie niemal o klaustrofobię. Leżymy więc sobie razem: ja i Bella. Ona w ciąży, ja w oczekiwaniu na tych co to w jej brzuszku. Jeszcze prawie cztery tygodnie!
  • Sierpień, 2010
  • Z ostatniej chwili (raczej nerwowo)

    Simcia przed porodem
    Temperatura ciała Simonki spadła do 37,1 stopnia.
    Miska z jedzeniem stoi nietknięta, chęć wychodzenia z domu równa się zero..
    Simcia niespokojna, wierci się albo przekopuje posłanie.
    DYSZY BARDZO CIĘŻKO!

    Będziemy niebawem RODZIĆ.
    Oh Yeah!!!
  • Bardzo zaawansowana ciąża

    Simonka tuż przed porodem
    I znowu sypiam niespokojnie. Nasłuchuję jak Simonka oddycha, zrywam się gdy ta zaczyna się wiercić, wydaje mi się, że to już-już, a ona za chwilę układa się wygodnie i pochrapuje w najlepsze jakby nigdy nic, jakby nie było przed chwilą ogromnego niepokoju i bieganiny. Sierść z biustu Simonki wypadła w ostatnich dniach, odsłoniły się duże, różowe sutki, bar mleczny dla tych co to jeszcze bezpieczne i niczego nieświadome w maminym brzuchu. I mleko też już jest, w śladowych co prawda na razie ilościach, ale pokazało się! Znak, że akcja porodowa może rozpocząć się już dzisiaj, ale może być i tak, że będziemy na maluchy musieli jeszcze parę dni poczekać. Najtrudniej jest nocą, sapanie, stękanie, rozkopywanie posłania i straszenie mnie dyszeniem. W dzień spokojniej, a powiedziałabym nawet, że całkiem na luzie.

    Simcia była dzisiaj nawet na krótkim spacerze, ze zwykłą sobie niechęcią do psów z sąsiedztwa obszczekała gromadkę kudłatych mini-piesków, po spacerze obiad zjadła z apetytem godnym lepszej sprawy, a teraz śpi twardo. Jasne, w nocy będzie wyspana i wypoczęta i albo z nudów będzie chodzić w te i we wte, albo naprawdę zacznie rodzić. Tak czy owak jestem w ogromnym napięciu i pewnie pozwolę sobie na drzemkę podczas dnia, bo nocą to u nas o spokój niełatwo. Dobrze, że małe Tequilaki grzeczne i nie hałaśliwe. Pogoda się nam skiepściła, szczenięta teraz więcej w swoim "pokoju dziecinnym" niż na powietrzu, bo wietrzne, bo deszcz przelatujący kilkakrotnie w ciągu dnia i moczący dokładnie trawę. Mimo niesprzyjającej aury wypuszczam je kilka razy w ciągu dnia na kilka minut. Przyzwyczaiły się, że siusianie i kupkanie to nie w domu, więc rady nie ma, muszą wyjść.

    Jak wcześniej wspominałam, we wtorek przegląd miotu, a po nim czas rozstania z maluchami. W środę odjadą już Tevez i Cypress... W środę Natalia przywiezie mi moją Mon Cheri. Bardzo, ale to bardzo się za Monią stęskniłam, nie mogę się jej wprost doczekać! Póki co Monia u Natalii rozpieszczana do granic możliwości. Oj będzie im się chyba trudno rozstać!

Strona 1 z 2, łącznie 10 wpisów