Wpisy otagowane jako nauka porządku

  • Sierpień, 2013
  • Kolejny piękny letni dzień

    Dzień zaczynamy o świcie wynosząc szczenięta do ogrodu. Zaraz po przebudzeniu, tak aby nie miały czasu nasiusiać w domu. Szybko, szybko... Pośpiech jak najbardziej wskazany. Chwytam dwa – więcej rąk nie mam! – i biegnę niosąc je na dwór. Za mną drepcze jeszcze niepewnie trzecie psie dziecko. Minuta i jesteśmy w ogrodzie. Jak na komendę siusiu i kupka u wszystkich trzech na raz. Pierwszy sukces w nauce porządku wart odnotowania. Następnie micha ze szczenięcym papu dla Milusińskich i kawa dla nas. A wszystko to na świeżym powietrzu (lato powinno trwać znacznie dłużej!) w towarzystwie tych najmniejszych i tych już dorosłych. Pół godziny brykania na trawie i maluchy robią się senne. Czas na ich drzemkę i powrót do domu.
    Za dwie, najdalej trzy godziny obudzą się i znowu wyjdą na zewnątrz, znowu będą jadły. I tak kilka razy w ciągu dnia aż do późnego wieczora.
    Świat mój kręci się teraz wokół szczeniąt..

    Ciąg dalszy nastąpi..
  • Marzec, 2011
  • Przełom

    Kto miał ponad 4-miesięcznego, siusiającego w domu shar peia, ręka do góry!

    Już myślałam, że sama będę do góry podnosić rękę, a tymczasem w domu... dzisiaj i wczoraj nigdzie ani śladu wilgoci, ani jednej kropli. Oczka Aferki psotnie przekorne jak zwykle, lecz podłoga sucha. Wprost nie do wiary!

    [Ponoć raz albo dwa to tyle co nic (odezwał się głos pesymisty)]

    ale

    chyba jednak nastąpił przełom, bo:
    - Całą poprzednią noc Aferka przespała na sucho, tzn. bez pozostawiania kałuży na podłodze.
    - Cały wczorajszy dzień minął bez mokrych wpadek - fakt, wyprowadzaliśmy na dwór Malucha w odstępach 1-2 godzinnych.
    - Cała dzisiejsza noc przespana bez przerw, a dom suchy jak piasek na pustyni. Oh yes!! Tra la la la, doo doo doo!!!
    - Cały dzisiejszy dzień aż do wieczora Aferka zraszała wyłącznie trawnik.

    Chyba ten tak długo wyczekiwany sukces już nadszedł. Prawie jak cud. Ja proszę, ja chcę, niech już tak pozostanie!
  • No i gdzie pies kupę zrobił?!!

    Nasza "sikawka"
    Tym to okrzykiem Naczelny podrywa na nogi całe stadko. Dorosłe psy patrzą na niego zdegustowane, no bo jak można pytać o coś takiego, jak można tak się wykrzykiwać i w ogóle co to za maniery i faux pas! Ten zaś co naruszył zasady panujące w domu nic sobie nie robi z okrzyków i lamentów Piotra, łasi się czule, merda ogonkiem, miny słodkie stroi, a że przed chwilą pomnik na podłodze pozostawił, to przecież drobiazg, rzecz nie warta uwagi, fizjologia i tyle. Pewnie już czytelnicy domyślili się, że chodzi o Aferkę, naszego małego świntucha, leja paskudnego jak ją Naczelny w chwilach zwątpienia określa. Jeszcze parę dni temu pocieszaliśmy się nawzajem, że to już ostatnie dni sikania i kupkania w domu, niech no tylko Mała odważy się razem z psami zbiegać po schodach, to i wylewać się z niej w domu przestanie. Ha! Schody opanowane już do perfekcji, bieg po nich w górę czy zbiegnięcie w dół to pikuś dla Aferki, bo dziewczynka już całkiem spora i do 12 kilogramów wagi niewiele jej brakuje, ale mimo wybiegania do ogrodu jakoś z zalewania domu zrezygnować nie chce..
    Rośnie nam potwór co-ma-sikający-otwór szybko, pozostawia po sobie kałuże obfite, a my na zmianę albo ścieramy co mokre, albo spłukujemy w WC twardsze produkty przemiany materii, którymi również bez umiaru nasze szczenię dom przyozdabia..
    Rany, jak długo to jeszcze potrwa? Dzidzia śliczna ma już 3,5 miesiąca, a jej małe kałużki dawno przestały być małymi, grozi nam potop i zagłada! Ktoś wie jak tu mentalnie na sikacza wpłynąć aby nie popłynąć (rym-cym-cym!)? Ktoś może przybędzie z odsieczą i przemówi do rozsądku potworkowi? HELP!!!!
  • Luty, 2011
  • Aferałka


    Aferka nauczyła się już "tego", ale "owego" jeszcze nie. Pisząc - "tego" - mam na myśli przychodzenie na wołanie, podawanie łapki z własnej inwencji (czym rozbawia mnie i Naczelnego niemal do łez), chodzenie w szelkach i na smyczy (to drugie opanowane trochę po japońsku w stylu JAKO TAKO), przynoszenie czerwonej pluszowej kuli, dawanie buźki bez łapania zębami za nos oraz słodkie tulenie się do każdego z nas niemalże bez końca.

    Zostaliśmy przez naszego malca przyjęci i w pełni zaakceptowani jako rodzina zastępcza, z czego jesteśmy niesłychanie dumni. Czy można wymagać więcej od niespełna trzymiesięcznego szczeniaczka? Ano chyba można, a mianowicie "owego", czyli zaprzestania traktowania domu jak siusialni i skoncentrowania się na pewnych fizjologicznych czynnościach tylko na zewnątrz. Ba! Nie takie to proste do pojęcia dla Aferki, szczególnie teraz gdy zimno i gdy znowu spadła nam z chmur biała ohyda, co to po południu stała się ohydą szarą. Rozumiemy, że w tej sytuacji zimno maluchowi w brzuszek, wybaczamy mu więc zalewanie domu, potulnie sprzątamy co mokre i cierpliwie czekamy na cieplejsze dni.

    A dla równowagi aktualne zdjęcie Aferki zwanej także czule Aferałką.
  • Czerwiec, 2009
  • 23 dni

    Przedwczoraj po raz pierwszy maluchy skosztowały rozmoczoną, suchą karmę dla szczeniąt. Poruszenie było wielkie, stadko rzuciło się na nowe dla nich papu, a gdy niewielkie porcje zostały zjedzone był krzyk i wołanie o jeszcze! Wczoraj podałam im jedzenie już w miseczkach, takich niewielkich, jakie używa się dla kotów, ale pomysł był chybiony, bo psiurki mają apetyt nie na miarę kociaka ale psa, więc dzisiaj wyciągnęłam stare, żółte miseczki używane przez poprzednie pokolenia moich shar pei, nałożyłam słuszne porcje, a dzieci psie z zachwytem jadły pyszczkami, rączkami i nóżkami. Cudny widok, trudno opisać, to trzeba zobaczyć!

    Od wczoraj pieski wychodzą już ze skrzyni na rozesłane gazety. Od razu zorientowały się, że gazety nie do czytania i korzystają z nich skwapliwie. Prania szczenięcej pościeli mam już wyraźnie mniej, sprzątania za to coraz więcej, ale cieszę się że szczenięta ładnie rosną, że apetyt mają, i że Bella może już po trochu od dzieci odpoczywać. Te minione trzy tygodnie były dla niej ogromnym obciążeniem, mało snu, częste karmienie szczeniąt, sprzątanie po nich... Bella przypłaca macierzyństwo utratą na urodzie, jej sierść nie jest już tak ładna jak przed porodem, wyraźnie przerzedziła się na głowie, miejscami wypada. To zwykła kolej rzeczy u karmiącej suki, ale też stan przejściowy, za parę tygodni gdy pieski podrosną i od piersi odrosną, to i wygląd Belli powróci do swojego normalnego stanu.
    A z wydarzeń wartych odnotowania to wczorajsza wizyta Wioli i Artura, którzy przyjechali z Gdańska, aby poznać swoją Morcheebę. Psinka im się spodobała, oni spodobali się nam i naszym dorosłym psom, w sumie był to bardzo miły dzień. Wydarzeń jak na raz sporo, jestem więc chyba trochę usprawiedliwiona, że w ostatnich dniach brakowało mi czasu na notatkę o szczeniętach.

Strona 1 z 1, łącznie 5 wpisów