Wpisy otagowane jako naczelny

  • Wrzesień, 2011
  • Przy stole

    W oczekiwaniu na kolację
    Dzisiaj tuż przed podaniem kolacji obserwowałam Naczelnego czule gruchającego sobie z Aferką. On do niej przemawiał słodko, ona wsparta przednimi łapami o jego kolana, bez żenady kontrolowała co tam na stole. I na nic nie zdały się moje protesty, że pies w naszych talerzach nie ma czego szukać, nawet gdy one jeszcze puste. Ach, mówić do tych dwojga można by długo! Piotr i Aferka sobie gruuuu gruuuu czule, ja z przemową ignorowaną niemal jak przysłowiowy głos na puszczy. Gwoli sprawiedliwości, wypada wspomnieć, że przekonywującą nie byłam, a pewnie dlatego, że ubawił mnie widok tych dwojga nad pustymi talerzami. A aparat fotograficzny jak zwykle był w zasięgu ręki. Stąd zdjęcie sympatyczne autentyczniością, bo niepozowane.
    Do następnego razu!
  • Maj, 2011
  • Kocie-Mocie, Świnki-Pinki

    Piotr, Aferka i jego Kocie Mocie

    Skok Piotrowi na kark!
    Z pieszczochen Simonką

    "Kocie-mocie" funkcjonuje genialnie od lat, a sprawdza się jako zawołanie Naczelnego do szczeniąt. One tłumaczą sobie jego okrzyki na swój szczenięcy język i przybiegają do Piotra wszystkie na raz. Próbowałam kociować i mociować, ale nie mam takiego talentu jak mój mąż, pozostaje mi więc moje własne nawoływanie szczeniąt, prawie tak samo funkcjonujące jak kocie mocie. Mnie najlepiej wychodzi "świnkowanie-pinkowanie", o czym zresztą swojego czasu przekonała się Natalia i to w praktyce. "Świnki!!-Pinki!!!" w jej wykonaniu brzmiały nie tylko dobrze, ale i skutecznie!
    Poza tym gorąco u nas, podobnie jak i w promieniu kilkuset kilometrów. Psy niemrawe, szczenięta senne, ale grzeczne i nie marudzą, że pobyt w ogrodzie mają skrócony do minimum. Wychodzimy na dwór dosłownie na parę minut, po czym szybko uciekamy do domu, bo nie sposób wytrzymać w palącym słońcu.
    W przeciągu ostatniego tygodnia maluchy nie tylko znacznie urosły, ale też usamodzielniły się. Pokonanie dwóch stopni prowadzących na zewnątrz domu, nie stanowi już dla nich żadnego problemu. A gdy otwieram ich pokój dziecinny, to biegną do tych wspomnianych stopni jak na wyścigi, każde chce być pierwsze. To częste wyprowadzanie szczenięcego towarzystwa do ogrodu, a potem wyłapywanie ich i znoszenie do domu, jest uciążliwe, ale ma też i swoje dobre strony. Szczenięta nie załatwiają się już w domu! Pierwszy wielki sukces odnotowany, a ja jestem z psich dzieci bardzo dumna, że takie już mądruchne i samodzielne. Dobrze byłoby aby jeszcze i Monia zauważyła, że jej potomstwo dorasta i nie potrzebuje już maminego mleka. Niestety tu problem. Monia ciągle pełna mleka, mimo że ze swoimi dziećmi prawie nie przebywa.. Sutki ma obrzmiałe, wymagające masowania i ściągania zalegającego pokarmu. Mamy nadzieję, że za parę dni ta nadprodukcja mleka u Moni ustanie, i że nie trzeba będzie przeciwdziałać wzmożonej laktacji farmakologicznie. Simonka natomiast świetnie odchowała swoje dwa tłuściochy (są ogromnie!), mleka nie ma już od tygodnia, a ze szczeniętami raczej bawi się niż o nie troszczy, bo faktycznie nie ma ona przy nich niczego do roboty. Bardzo chętnie opiekę nad szczeniętami sprawuje nasza 6-miesięczna Aferka. Podoba jej się, że może porządzić trochę, i że są w stadku tacy mali, co to w psiej hierarchii niżej niż ona.


  • Czerwiec, 2010
  • Niedziela w Lesznie i w Goli

    Natalia z Doveyem pojechali do Leszna na wystawę. Cel wiadomy: CWC. Młoda postanowiła przywieźć kolejny złoty medal i przywiozła. Z mojej strony radość i gratulacje. Tak trzymać i wytrzymać!

    My natomiast spędziliśmy cały dzień w domu. Ja na błogim nic-nie-robieniu, Naczelny - nieznoszący bezczynnego siedzenia w miejscu, wziął się za odnowienie tabliczki informującej, że za ogrodzeniem naszego terenu znajdują się psy. Chciał coś zmienić, jako że stary tekst opatrzył mu się i znudził. Podsunęłam więc mu parę zdań pasujących moim zdaniem na szyld:

    1. Witamy u Bonomielli. Wstęp tylko dla poważnych kynologów. Składki w złocie proszę zostawiać w jednej ze skrzyń przy wejściu. Proszę nie zabierać poprzednich datków. Dziękujemy za uczciwość.

    2. Witamy u Bonomielli! Prosimy nie karmić zwierząt, nie palić, nie śmiecić, nie pluć i nie deptać trawnika. Życzymy miłego dnia.

    3. Witamy u Bonomielli. Prosimy zachować ostrożność! Poniżej znajduje się deklaracja twojej jadalności. Prosimy ją podpisać przed wejściem na nasz teren. Psy bardzo się irytują, gdy dostają niestrawności.

    Na tabliczkę wybrany został wariant czwarty, wymyślony i zaakceptowany przez Piotra: UWAGA PSY! Niech i tak będzie... Ludzie nie lubią czytać przydługich wywodów.

    Poza tym czujemy się świetnie. Mnie co prawda bolą szczęki od żucia gumy, ale trzymam się dzielnie i nie palę. Już blisko trzy tygodnie!

  • Grudzień, 2009
  • Nieco aktualności

    Dzień mamy krótki, nastrój przedświąteczny i pewnie tylko co poniektórzy wiedzą i pamiętają, że sezon wystawowy trwa cały rok. W lutym wystawa Walentynkowa w Bydgoszczy, a na niej zapowiedziany przez Natalię debiut Messiego. Oj, będzie się działo! Chętnie pojechałabym zobaczyć jak młody prezentuje się w klasie jeszcze szczeniąt, ale w tym czasie będą dorastały przebywające ciągle w brzuchu dzieci Belli, więc o żadnym wyjeździe mowy być nie może.

    Bella coraz grubsza i coraz szersza. I słodka i pieszczotliwa się zrobiła jak nigdy dotąd. Głaszczemy więc i przytulamy, a reszta stadka trochę zazdrosna. Czulę się z Bellą i zaraz, za moment jako pierwsza zjawia się Simonka, wkłada mi nos pod łokieć i prosi: mnie też! za chwilę Monia łapie mnie za przegub ręki, ona też chce by ją przytulać, Misiek i Tequilla również w tym samym czasie żądają abym tylko im poświęciła uwagę, a zaraz potem przybiega Maxie, przewraca mnie swoim olbrzymim cielskiem na podłogę, wszystkie psy na to wiwatują z radości, w końcu mogą dopaść mnie ze swojego poziomu.

    Naczelny dzisiaj na moje zapytanie , czy wie co jest moim największym szczęściem, odpowiedział: "ja, twój największy pies!"
  • Wrzesień, 2009
  • Całym stadem do lasu

    Usadzeni do zdjęcia: Piotr, Bella, Cheri i Misiek.

    W lesie grzyby, te pożyteczne i te jadalne, jak to zwał mówić mój ślubny. Korzystamy z pięknej pogody i zbieramy te jadalne. Psy oczywiście z nami, one wiedzą co dobre i zdrowe, i też zdecydowanie wolą spacery lasem niż ulicą. Mała Cheri dzielnie nam towarzyszy, uczymy ją chodzenia na smyczy i przychodzenia na zawołanie. Cheri na wołanie przychodzi natychmiast, pewnie boi się zgubić w wielkim lesie, z chodzeniem na lince jest trochę gorze, ale i to opanujemy. Psinka jest pełna wigoru, niczym nie przypomina mi ani spokojnej od urodzenia Simonki, ani też opanowanej mamy Belli. Energia malca rozpiera, psoty i głupoty w głowie, trudno jest ją zmęczyć, nawet po długim spacerze gdy moje utrudzone, dorosłe psy już chrapią aż dom drży, ona jeszcze biega. A Piotr podśpiewuje skomponowaną przez siebie piosenkę, czym bardzo mnie rozbawia:
    "Lata, lata pies, puszcza SMS,
    Cieszy się mama, cieszy się tata,
    Pies lata, lata, lata!"

Strona 1 z 2, łącznie 6 wpisów