Wpisy otagowane jako mon cheri bonomiella

  • Sierpień, 2013
  • Tydzień trzeci

    Od lewej: Fantomas, Frodo, Frankie
    Wrzucanie do youtubki filmików z kilkunastodniowymi szczeniętami w porze karmienia to już u mnie tradycja. 17-dniowe dzieci Moni radzą sobie całkiem nieźle przy mlekopoju, a Monia jak zwykle zadziwia swoją cierpliwością i spokojem. Widać jak leży upchnięta przy węższym boku skrzyni. Trochę mnie dziwi dlaczego właśnie w ten sposób się układa. Nie interweniuję. Niech robi jak uważa, to przecież ona jest matką, więc pewnie wie jak być powinno. Zawsze, ale to zawsze tak karmi dzieci.

    Ten mijający już tydzień nie był łatwym ani dla niej, ani dla szczeniąt, ani też dla nas. Nieznośne upały bardzo umęczyły nas i zwierzęta. Stadko uciekało w sen i przysypiało całe dnie, Monia rozkładała się jak długa w pobliżu elektrycznego wiatraka, szczenięta były marudne i płaczliwe.

    Dzisiaj burzowo i znacznie chłodniej, i znowu chce żyć. Czujemy się o niebo lepiej, szczeniaki nakarmione matczynym mlekiem śpią słodko, Monia z podłogi obok wentylatora przeniosła się na sofę.
    A przed nami zapowiadana kolejna seria upalnych dni.

    Do następnego razu!

  • Lipiec, 2013
  • Dzień piąty

    Frankie Go Boom
    Frodo Baggins
    Fantomas Unitsuko el Maso

    Synkowie jedzą, śpią, rosną. Waga blisko 800 gramów u każdego.
    Monia też przy apetycie. I jak zwykle piątego dnia po porodzie przeniosła się od dzieci na sofę. Tam jej wygodniej i widać, że odpoczywa. Raz na godzinę odwiedza synków, pokarmi, zrobi im toaletę, poliże po główkach i znowu przenosi się na sofę. W ogrodzie bywa krótko – nie więcej niż musi. Mimo, że nie śpi już z dziećmi, to chce je mieć na oku. Dobra, troskliwa matka.

    Kłopot sprawia nam Aferka. Słabo je, nie chce się ruszać z domu na spacer, zamyślona i jakby smutna. Potrafi godzinami leżeć pod drzwiami pokoju zajętym przez Monię z przychówkiem. Widać, że tęskni za macierzyństwem, że czai się czekając na okazję aby móc wejść do maluchów. Niczym nie potrafię jej teraz ani zainteresować, ani zająć. Afi chce szczeniąt i tylko to się dla niej liczy. Nic nie poradzę, będzie musiała poczekać aż do zimowych miesięcy.

    Ciąg dalszy nastąpi.
  • Dwie doby minęły

    Dzisiejsza seria zdjęć maluchów. Od wczoraj przybrały ładnie na wadze i przekroczyły już 600 gramów każde. Biorąc pod uwagę, że to dopiero dwie doby ich życia, a przyrost masy ciała stanowi 40 procent jego całkowitej wagi, to osiągnięcie jest imponujące.
    Monia jest dobrą i spokojną matką, czule opiekuje się chłopaczkami, mleka ma dla nich pod dostatkiem. A szczenięta śpią, piją jej mleko, znowu śpią, a w tak zwanym międzyczasie próbują już pełzać.
    Nie mogę się napatrzeć!
  • Końcówka ciąży

    To już zdecydowanie bliżej niż dalej, ostatnie dni przed porodem Moni brzuchatej, mierzącej 87 centymetrów w obwodzie brzucha!
    W dzień ciężarna posapuje ciężko, ale też i biega radośnie z psami po ogrodzie. Apetyt dalej ma mocno wybiórczy – już zdążyłam się przyzwyczaić, że trzeba jej teraz dogadzać.
    W nocy mam Monię przy sobie w sypialni. Mimo swoich sporych gabarytów potrafi mi się wpakować do łóżka...
    Jeszcze trochę-troszeczkę, a może nawet całkiem niewiele oczekiwania na szczenięta. W sutkach Moni pojawiło się mleko..
    Do następnego razu!
  • Sucha karma, surowa wołowina i ziemniaki puree..

    Upał minionych dni dał nam nieźle popalić. W ogrodzie wysiedzieć było nie sposób a i dom nagrzał się tak, że psy ledwie zipały. Towarzystwo rozkładało się pokotem w najchłodniejszych miejscach na podłodze, a Monia chłodziła się leżąc brzuchem do góry. Dzisiaj już znośnie – miłe 22 stopnie i w końcu można odetchnąć.
    Monia przyrasta teraz bardzo szybko. Dzisiejszy pomiar jej obwodu wskazał ponad 78 centymetrów, czyli prawie siedem centymetrów więcej niż w ubiegłą sobotę. Staram się o ten przyrost wagi i kondycję Moni jak tylko mogę, a łatwo mi nie jest, bo ciężarna znowu grymasi, posiłki trzeba jej urozmaicać i najchętniej jadłaby codziennie coś innego, coś lepszego niż poprzednio, tyle, że nie bardzo może się zdecydować co by jej zasmakowało. Cztery razy dziennie karmię psinę z różnym skutkiem. Raz zje z apetytem wszystko, innym razem nawet nie tknie, ale po godzinie upomina się o swoją porcję z nadzieją, że dostanie coś bardziej smakowitego. I dostaje, na ile mi wyobraźni i pomysłów starcza. Na wcześniej ulubiony jogurt już nawet nie spojrzy. Serek wiejski, stojący zawszy wysoko w hierarchii przysmaków, teraz w całkowitej pogardzie. Gotowana ryba oraz drób stanowiły menu ubiegłego tygodnia. W tak zwanym międzyczasie ślina kapała Moni na widok i zapach gotowanych ziemniaków (!!). Ok, odrobinę puree dostała. Mniam-mniam jakie pyszne! W tym tygodniu surowa, mielona wołowina z dodatkiem warzyw i tego jej ziemniaczanego puree. No i krakersy, bez których obejść Monia się nie może. Czyste szaleństwo tak karmić sukę w ciąży! A sucha karma? A i owszem. Przedwczoraj na próbę zamówiona inna niż zazwyczaj, przyjęta została przez stado z entuzjazmem. Nawet Monia tak jadła, aż wydawało się, że wybije w misce dno. Przez dwa dni smakowało. Dzisiaj już na suchą karmę nie chce patrzeć.
    Wracamy do mielonej wołowiny. Ta sprawdza się zawsze.

Strona 1 z 9, łącznie 45 wpisów