Wpisy otagowane jako miso magic sonet

  • Październik, 2010
  • MIŠO Magic Sonet * 10. 9. 2001 - 26.10.2010

    Dzisiaj o godzinie 15.30 odszedł od nas na zawsze nasz kochany MIŠO Magic Sonet.

    Do ostatnich chwil jego życia nic nie zwiastowało rychłego końca.
    Jak zwykle i dzisiaj rano był z Piotrem na godzinnym spacerze w lesie.
    Jak zwykle tuż po godzinie 15 dopominał się o swój obiad. Zmarł nagle w trakcie posiłku, nie zdążył go dokończyć. Żadna próba reanimacji nie powiodła się.

    Straciliśmy psa, którego kochaliśmy jak własne dziecko, i z którego byliśmy niezmiernie dumni. Jesteśmy smutni i przygnębieni, ja nie mam siły powstrzymywać łez.
  • Czerwiec, 2010
  • Sukces Shakiry

    Upały minęły, wracamy do normalności. Do żywych wraca nasz Misiek, który mało się nam w sobotę nie skończył z przegrzania. Mimo, że praktycznie nie wychodził z domu, a na dworze nie przebywał więcej niż było to konieczne, dostał udaru cieplnego. Było nawadnianie Miśka, było okładanie go wilgotnymi ręcznikami, było też czuwanie przy nim i strach ogromny o niego. Już wszystko dobrze, pies zapomniał o dolegliwościach, brykał dzisiaj w ogrodzie z Pampusem z takim wigorem, jakby był mu równy wiekiem. Odetchnęliśmy z ulgą.

    W niedzielę w Kaliszu była wystawa, na której miał się zaprezentować synek Miśka - Lovey Dovey. Z powodów niezależnych, a opisanych w poprzednim moim wpisie, Dovey nie został wystawiony. (Natalia, w oczekiwaniu na operację pęcherzyka żółciowego, w dalszym ciągu wygniata sobą szpitalne łóżko, ale ma oko na Doveya, jako że ten wraz z rodziną codziennie ją odwiedza.) A z dzieci Miśka na kaliskiej wystawie wystąpiła SHAKIRA Mea Li. W tym miejscu gratulacje dla jej właścicielki p. Eli Błaszkiewicz, Shakira wywalczyła w Kaliszu BOB-a. Wraz ze zwycięstwem w Kaliszu ukończyła championat Polski. Brawo! Ach, dzielne są dzieci mojego Miśka!
  • Grudzień, 2009
  • Modny pies

    Przed nami kilka zimnych i pewnie mroźnych miesięcy. Czas na długie spacery z Miśkiem. Im zimniej, tym chętniej i raźniej Misiek maszeruje. Lato go rozleniwia i tuczy, jesień i zima ożywiają, poprawiają kondycję i wigor. 5 kilometrów przemierza mój pies lekkim truchtem jak na dziarskiego ośmiolatka przystało. A że chodzi grzecznie i nie wlecze mnie za sobą, to aby było mu wygodniej, zamieniliśmy obrożę na gustowne szelki.
    Dzisiejszy leśny spacer zakończyliśmy przemarszem przez wieś. Mijaliśmy wiele domów, co dom to płot, a za płotami psy. Dużo było tych psów, każdy z nich ujadał na Miśka, on zaś znosił zachowanie burków nad podziw godnie, nawet się nie odwarknął.
    Pewnie rozpierała go duma z powodu nowych szelek.
  • Październik, 2009
  • Mały piesek, duży piesek

    Ja pomiędzy Miśkiem, a Maxie

    Niemalże każdy, kto widział Miśka live, stwierdzał autorytatywnie:
    - Ależ to duży pies.
    Lub
    - Jaki on masywny i potężny!
    Albo z mniejszym wyczuciem:
    - Ach jaki on gruby!!

    Pomału zaczęłam sama wierzyć, że Misiek kolosalny, monumentalny, upasiony i jakoś mi z tym przekonaniem dobrze nie było. Od czasu gdy w domu pojawiła się Maxie, zmieniło się moje spojrzenie na Miśka, a zresztą nie tylko moje.

    Na wczorajszym spacerze jakaś miła pani zwróciła uwagę na Maxie:
    - Ooooo, jaki wieeeeelki pies!
    Następnie rzuciła okiem na Misia:
    - A ten mały to pewnie jej synek?

    Widzę wyraźną zmianę w wyglądzie mojego psa, choć ani nie utył, ani nie schudł, ani w ogóle się nie zmienił. On po prostu dużym, ani też grubym nie jest i nigdy nie był.. Jest małym pieskiem! Nie dam sobie już wmówić, że jest inaczej!

    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie, a w szczególności Kaśkę - jedynie ona, nie bez racji próbowała mnie naprostować gdy jęczałam zbolałym głosem, że mój pies z nadwagą!


  • Kwiecień, 2008
  • Zabieg pod narkozą

    Wczoraj Misiek miał usuwaną brodawkę z przedniej łapy. Zabieg był przeprowadzony pod narkozą, przy okazji zostały skrócone miśkowe pazury. Obawiałam się tej narkozy, shar-pei raczej źle ją znoszą. Gdyby nie pazury, to chyba nalegałabym aby operacja odbyła się przy znieczuleniu miejscowym, chociaż nasz weterynarz niechętnie robi jakiekolwiek zabiegi na przytomnym psie. Trochę go rozumiem, ale znam Miśka i wiem, że leżałby spokojnie. Misia cechuje spora doza zaufania do nas. Kiedyś gdy ropiały mu oczy zaatakowane bakterią morakselli i żaden z antybiotyków nie skutkował, musiałam mu wstrzykiwać lek dospojówkowo. Ja się bałam, pies się bał, ale daliśmy sobie radę i oczy zostały serią zastrzyków wprost w spojówkę wyleczone. Zastrzyki wszelkiego rodzaju moj psiur znosi dzielnie, natomiast widok cążków do obcinania pazurów przyprawia go o panikę. Nie ma mowy aby dobrowolnie poddał się temu kosmetycznemu zabiegowi.

    Misiek pazury miał za długie i w końcu trzeba bylo zrobić z nimi porządek. Psy miejskie, spacerujące po betonowej nawierzchni, ścierają sobie pazury same, u mnie betonu brak, spacerujemy po polach i lesie, gdzie nawierzchnia zbyt miękka aby pazury się na niej same zeszlifowały.

    O zabiegu Misiek już chyba zapomniał, wczoraj jeszcze chwiejny na nogach, dzisiaj już żywotny. Na łapie w okolicy łokcia wygolone miejsce i widoczne dwa szwy, które szczęśliwie nie wzbudzają u psa zainteresowania, więc nie muszę łapy bandażować, ani też pacyfikować zwierza okropnym kołnierzem.

    A w ogrodzie zakwitły moje ulubione hiacynty. Naczelny zaś kombinuje jakby tu ozdobić ogród kwiatami i zabezpieczyć je przed niszczycielskimi zapędami naszego stadka. Wymyślił więc skrzynki na pelargonie i inne tylko jemu wiadome kwiatki. Skrzynki w fazie budowy, ja staram się jeśli nie polubić, to przynajmniej przyzwyczaić do dźwięku towarzyszącemu majsterkowaniu, czyli do wiertarki, piły, szlifierki, młotka i innych ogłuszaczy.

Strona 1 z 2, łącznie 9 wpisów