Wpisy otagowane jako miot n

  • Styczeń, 2010
  • Czas na spanie

    Szczenięta są jak dzieci, najsłodsze gdy śpią. W dalszym ciągu większą cześć dnia przesypiają i dziwnym trafem okres aktywności rośnie im wraz z wydłużającym się dniem. A gdy nie śpią największą atrakcją dla nich są mamine sutki. Bella karmi jeszcze trzy razy dziennie, ale widzę, że skłania się do ograniczenia posiłków i pewnie niebawem bar mleczny zostanie zamknięty. No tak, pieski rosną i przestawiają się na bardziej konkretne jedzenie podawane im już pięć razy w ciągu dnia. W nocy konsumpcji już nie ma, czas na spanie. Popatrzcie, proszę jak ładnie śpią już czterotygodniowe szczenięta.

  • Wiedzie nam się dobrze

    Donoszę, że żyjemy, że nie zamarzliśmy i wiedzie nam się dobrze, chociaż jak wszyscy ciepłolubni mamy tej zimy już powyżej dziurek w nosie. Aktywność ruchowa nasza i psów drastycznie zmalała, nikomu nie chce się wychodzić z domu gdy na zewnątrz lodowato. Ja mam usprawiedliwienie i wymówkę, że muszę pilnować szczeniąt, więc jestem pod ochroną. O zaopatrzenie troszczy się Naczelny i chwała mu za to! Pojazd wykopany spod śniegu i odlodzony, łączność ze światem przywrócona. Psy nie chcą wytknąć nosa poza drzwi, każdego z osobna trzeba prawie na siłę wypychać, a po minucie już wracają do domu. Któreś z nich zrobiło dzisiaj wielką kałużę w łazience... Chyba z zamysłem aby nie wyjść.

    Szczenięta coraz większe, mobilniejsze i rzecz jasna rozumniejsze (rym-cym-cym). Jedzą i piją już całkiem wprawnie, bawią się ze sobą, interesują się też zabawkami. Swoje nastroje potrafią wyrazić nie tylko cieniutkim piskiem, ale i poszczekiwaniem. Pomału z niezdarnych osesków przeistaczają się w małe pieski. Wszystkie mają jęzorki już wybarwione na niebiesko!
  • Eksperymenty z naczyniami

    Jemy na wyścigi!
    Kto zjada ostatki...
    Żółte miseczki, z których jadały u nas kolejne pokolenia shar pei, tym razem zawiodły na całej linii. Obecne szczenięta jedząc z nich nie tylko nie były w stanie wybrać jedzenia z dna (jakoś im się zlepiało), ale i oblepiały sobie papką głowy z oczami włącznie. Nie, tak być nie może! Wyasygnowałam więc zamiennik misek w postaci sporego, fajansowego półmiska i metodą eksperymentu podałam na nim papu moim głodomorkom. Szczenięta powitały nowe naczynie z entuzjazmem i zapałem godnym stada wygłodniałych prosiąt, a i konsumpcję potraktowały podobnie jak owe, czyniąc ze swojego baru i jego otoczenia istny chlewik!

    Dobre było!Sprzątać po każdym ich posiłku i tak muszę, jest mi więc obojętne, z jakiego naczynia jedzenie rozsypywane i roznoszone jest poza nie. Półmisek ma jednak tę przewagę nad małymi miseczkami, że przy spożywaniu z niego, głowy delektujących się karmą pozostają czyste. Ach, jak miło! A i maluchom podoba się wielkie naczynie, do którego można wejść wszystkimi czterema łapami. Z wodą pitną szczenięta też już się organoleptycznie zapoznały. Na razie chłeptanie w fazie nauczania, ale idzie im coraz sprawniej. Zdolne są wszystkie, nie ma co!
  • Royal Canin wcinany z apetytem

    Przełom w żywieniu - dzisiaj po raz pierwszy maluchy zakosztowały karmę dla szczeniąt w postaci rozmoczonych prawie na breję granulek o nazwie Starter, firmy Royal Canin. Do pierwszego karmienia gotowym produktem zabierałam się mozolnie: najpierw namoczenie, potem rozdrobnienie, następnie podanie pieskom na dłoni aby zachęcić. Zachęta okazała się zbędna, towarzystwo psich niemowlaków rzuciło się na nowe papu żarłocznie jak na największy przysmak świata. Z niedowierzaniem nałożyłam burą papkę do miseczek, a już po chwili Malce ją pochłaniały. Chaos towarzyszący jedzeniu był ogromny, przepychanie się, włażenie do misek, wyścig kto pierwszy.. W efekcie końcowym połowa przysmaku wylądowała w brzuszkach, a drugą połową szczenięta udekorowały swoje otoczenie i siebie nawzajem. To co było rozrzucone na podłodze, zostało dziarsko rozdeptane łapkami, to co przklejone na głowach, skrzętnie wylizane przez Bellę. Podłogę musiałam sprzątnąć sama. A właśnie podłoga. Z dniem pierwszego dokarmiania zdjęta została deska odgradzająca wyjście szczeniąt ze skrzyni, a tym samym powiększyła im się przestrzeń życiowa. Ustawiłam też miseczkę z wodą, ale na razie jeszcze żaden z malców nie potrafi z niej korzystać. Może jutro.
  • Hipopotamy

    trzy śpiące hipopotamy i patrzący na nie zakłopotany sytuacją Nino (też hipcio)

    Hipopotamy - tłusta i wypasiona jest cała czwórka. Dzisiaj grubasy potraktowane zostały pyrantelem w celu unicestwienia ewentualnych robali. Obyło się bez sensacji, brzuszki nie rozbolały, a żółta trucizna na pasożyty w postaci zawiesiny smakowała Malcom niemal tak samo jak jak codzienne menu, czyli jak mleko.
    Następne odrobaczanie za dwa tygodnie.

Strona 1 z 3, łącznie 11 wpisów