Wpisy otagowane jako macierzyństwo

  • Styczeń, 2010
  • Hurra! Mamy szczenięta!

    Wczorajszy dzień rozpoczął Naczelny komunikatem: Bella nie jadła. Aha, znaczy to, że za kilka, najpóźniej kilkanaście godzin zaczną się rodzić szczenięta. Mamy jeszcze trochę czasu więc sprawdzanie czy wszystko na poród przygotowane, wzajemne uspokajanie się, że będzie dobrze, bo to przecież nie pierwsze dzieci Belli, że spokój najważniejszy, że wszystko pójdzie gładko, byle się nie nakręcać i nie irytować na zapas. Aby się odprężyć biorę Miśka i idziemy na długi spacer. Potem obiad, a po nim nic się nie dzieje, Bella dalej bez apetytu i bez jakichkolwiek oznak zbliżającego się porodu. Dopiero wieczorem psina zaczyna dyszeć, rozkopywać legowisko, przemieszczać się raz tu, to znowu tam, nigdzie jej nie pasuje, tu niewygodnie, tam niekomfortowo.

    Ponad trzy godziny trwa niepokój, Bella dyszy i prze, w efekcie jej trudu pęka pęcherz płodowy, za chwilę powinno urodzić się pierwsze psie dziecko. Chwila przeciąga się w godzinę, brak jakiejkolwiek akcji, z nerwów jestem bliska obgryzania paznokci. W końcu zaczyna się akcja porodowa. .. i ustaje. Piesek jest tuż tuż przy WYJŚCIU, wkładam palce w Bellę i wyczuwam pazurki szczenięcia, nie mogę go jednak chwycić, bo za daleko, bo za ciasno... Mija następna godzina, Bella prze, ale słabo, szczenię ciągle uwięzione, zakleszczone, nie ma mowy aby go wydobyć. Nastrój mam bliski paniki powiązanej z rozpaczą, wyciągam Bellę z jej porodowej skrzyni aby się przeszła i poruszała, spacerujemy po domu w te i nazad, Bella zaczyna znowu przeć, więc szybki powrót do skrzyni, i za moment JEST! Żywy, głośno kwilący piesek. Ach jaka ulga i jaka radość! Zapisuję godzinę 22.40, kładę pieska na wagę i oczom nie wierzę 620 gramów! No nie, tak dużego szczenięcia jeszcze u nas nie było! Oglądam go dokładnie, śliczny chłopiec, kolor złoty. Wycieram go do sucha i przystawiam do zachwyconej mamy, widzę tę znaną mi radość w jej oczach, napięcie moje i jej ustępuje od razu, a mały, dopiero co urodzony wie jak dostać się do maminego sutka i po chwili już ssie.

    Bella odprężą się, wylizuje synka., świat znowu jest różowy i na swoim miejscu. Odpoczynek, zachwyt nad pierwszym urodzonym i znowu parcia. Godzina 23.45, mocne parcie, rodzi się kolejne szczenię. Suczka. Czerwona z czarną maską. Trochę mniejsza niż braciszek, ale też nie ułomek, bo o wadze 580 gramów! Bella zajęta wylizywaniem córeczki i jakoś nie zauważa, że tymczasem wysuwa się z niej już następne dziecię... Wysuwa się, ale nie do końca. Głowa z otwartym pysiem na zewnątrz, reszta w mamie, a ta zajęta wylizywaniem wcześniej urodzonego dziecka i nic do niej nie dociera... Wiem, że muszę coś zrobić, muszę pomóc choć tremę mam nieziemską. Wstrzymuję oddech, chwytam to na wpół urodzone szczenię, okręcam lekko, ciągnę.... JEST! Chłopiec! Czerwony. Rety, znowu ogromny, 600 gramów! Żywotny, dziarski, piszczy głośno. Uff, czuję jak uchodzi ze mnie wraz ze stresem powietrze, oglądam pieseczka, śliczny jest, przystawiam do Belli, a on natychmiast zaczyna ssać. I znowu zachwyca mnie MATKA NATURA tak mądrze obdarowująca instynktami rodzących i narodzonych!

    Trzy szczenięta, czyżby to już koniec porodu.. Nie, jeszcze jedno na pewno się urodzi, brzuch Belli ciągle napięty, ona zaś zmęczona po ciężko rodzącej się trójce dzieci, ucina sobie drzemkę. Mija godzina, potem kolejna, Zmieniła się data. Mamy już 2 stycznia 2010, czas 2.40. O własnych siłach przychodzi na świat ostatnie szczenię, Śliczna dziewczynka ważąca 520 gramów! Koniec rodzenia, czworo psich dzieci, cztery zachwycające mnie i Bellę szczenięta, jedno złote, trzy czerwone, wszystkie silne, bez wad, wszystkie zapowiadające się po mamie i tacie na piękne shar peie. Jestem dumna z mojej Belli i bardzo szczęśliwa!
  • Lipiec, 2009
  • 26 dni

    to już 26-dniowe pieski

    Czerwiec był zimny, trzeba było dzień i noc dogrzewać pokój ze szczeniętami, za to teraz panują upały tropikalne i nie tylko my, ale wszystkie nasze psy i maluchy zmęczone wysoką temperaturą. Dogrzać pomieszczenie łatwo, ze schłodzeniem już gorzej. Całe towarzystwo pokłada się sennie i niemrawie, a ożywia się dopiero wtedy gdy podaję im miseczki z jedzeniem lub gdy namówię Bellę aby raczyła nakarmić swoje dzieci. Czas gdy psia mama chętnie karmiła swoje dzieci pomału zaczyna się kończyć, chociaż pokarmu Bella ma sporo. Widać, że psina jest zmęczona, że chciałaby odpocząć, ale szczenięta potrzebują jej mleka, więc motywuję Bellę do karmienia gromadki jak tylko potrafię. Trzy razy dziennie i czasami raz w nocy pieski spijają mamine mleko i trzy razy dziennie chętnie jedzą swoją rozmoczoną eukanubę. Nową umiejętnością, całkiem dobrze opanowaną przez szczenięta, jest picie wody z miseczki.
  • Maj, 2008
  • Pora karmienia

    Lucy i Lasimonne

    Tygodniowe szczenięta Tequilli leżą przy mamie cały dzień i posilają się gdy tylko mają na to ochotę. Aż żal Tequi bo przerw w karmieniu dzieci nie ma prawie wcale, jak nie jedno to drugie szczenię przyssane do cycka. Inaczej wygląda z dziećmi Belli. Te leżą samotnie, bo mamie nie chce się z nimi przebywać, co nie znaczy, że Bella nie ma instynktu macierzyńskiego lub poczucia obowiązku. Dokładnie jak w zegarku co trzy godziny gramoli się do skrzyni gdzie przebywają jej dzieci i karmi je tak długo aż ostatnie z nich się nie nasyci. Między posiłkami odwiedza maluchy celem wykonania im koniecznej toalety. Jest przy tym bardzo staranna. I skąd ona to wszystko wie??
  • Tequilla i szczenięta

    Tequilla ze szczeniętami

    Tequilla nie opuszcza skrzyni ze szczeniętami, jest z nimi (poza krótkimi przerwami na posiłek i wyjście za potrzebą) przez całą dobę, Bella odwiedza swoje dzieci tylko na czas karmienia, a śpi w tym samym pokoju co szczeniaczki, ale nie w skrzyni z nimi lecz w swoim legowisku.
    Pogoda się nam popsuła, zrobiło się zimno, muszę więc dogrzewać pieski. Dwa elektryczne grzejniki troszczą się o ciepło w pokojach. Trudno dogrzać pokój tuż przy podłodze, temperatura powietrza w pokoju 120 cm od podłogi wynosi 26 stopni, 40 centymetrów wyżej termometr pokazuje już 28 stopni, a przy samej podłodze mamy tylko 21 stopni. Zakład energetyczny pewnie już się cieszy z mojego rachunku za prąd.. Trzeba będzie pomyśleć o ogrzewaniu podłogowym.
  • Grudzień, 2007
  • Przesądy i błędne pojęcia

    Często otrzymuję zaskakujące mnie pytania od posiadaczy psów, którzy swoją wiedzę kynologiczną zaczerpnęli z przedziwnych opowieści. Postanowiłam więc odpowiedzieć hurtem i sprostować niektóre dość zakorzenione w społeczeństwie pojęcia dotyczące zdrowia psów i ich potomstwa.

    - Nieprawdą jest, że psy rasowe są wrażliwsze na choroby zakaźne niż mieszańce.
    - Nieprawdą jest, że pies z bólu czy po zjedzeniu gorącego pokarmu dostać może wścieklizny. Jest to oczywisty nonsens, ale dawniej (od starożytności aż do końca XVIII w.) wierzono w jeszcze gorsze bzdury: że jeśli się psu wytnie wędzidełko spod języka (co za ból!), to nie zachoruje na wściekliznę.
    - Nieprawdą jest, że od słodyczy pies dostanie robaków. Ten przesąd też ma starą proweniencję.
    - Nieprawdą jest, że od mięsa i kości psu ropieją oczy.
    - Nieprawda, że pies liżąc sam sobie wyleczy poważniejsze rany. Odwrotnie, zbyt drażniona skóra szorstkim językiem i ciągle nasiąknięta wilgocią staje się siedliskiem chorobotwórczych mikroorganizmów.
    - Nieprawda, że przycięcie grzywki przysłaniającej oczy u psów długowłosych spowoduje ślepotę.
    - Nie zawsze suchy nos oznacza chorobę.
    - Nie wolno skąpić szczenięciu witaminy A w nadziei, że nie urośnie zbyt duży. Prawdą jest natomiast, że niedobór witaminy A spowoduje słabszy jego rozwój i większą wrażliwość na zachorowania.
    - Nieprawdą jest, że pies po to je trawy aby oczyścić żołądek poprzez zwymiotowanie. Pies nie pojmie takiego związku przyczynowo-skutkowego; on zjada trawę chyba kiedy sucho mu w pysku, czasem kiedy jest głodny lub ma zapotrzebowanie na witaminy, cierpi na coś, względnie ma poczucie dyskomfortu, np. gdu jest czymś podniecony lub zdenerwowany.
    - Żadna suka nie musi być, choć raz, mówią że dla zdrowia pokryta. Najwyżej zostanie starą panną.
    - Na występowanie ciąży urojonej nie mają wpływu okresowe macieżyństwa suki.
    - Nie wiadomo jaki wpływ ma ciąża i macierzyństwo suki na ewentualne powstawanie ropomacicza; prawdopodobnie żaden.
    - Nieprawdą jest, że po przygodnym pokryciu rasowej suki kundlem, zostanie jej na całe życie ta skaza. Następne krycia z psem jej rasy dawać będą prawidłowe potomstwo.
    - Znikoma jest szansa aby potomstwo odziedziczyło po rodzicach cechy uśrednione, czyli nie jest sensowne dobierać partnerów z wadami ekstremalnymi, np. psa ze zbyt szeroką głową do suki ze zbyt wąską głową. W sumie jedna wada po dodaniu do drugiej nie da oczekiwanego rezultatu.

Strona 1 z 1, łącznie 5 wpisów