Wpisy otagowane jako lecznica

  • Maj, 2009
  • Przychodzi pies do lekarza...

    dr Kasia z Bellą
    Z głośnym rykiem i szczekaniem zapakowaliśmy się dzisiaj do auta z całą gromadą naszych psów i pojechaliśmy gabinetu gabinetu weterynaryjnego. Nie wiem kto bywa z taką ilością czworonogów na raz - my bywamy, chociażby dlatego, że nasze shar peie lubią składać wizyty.

    Nie każdy dom jest otwarty dla ludzi ze stadem psów u boku, ale gabinety weterynaryjne na szczęście tak, a szczególnie ten nasz. Psy zdrowe, kontrola jednak nigdy nie zaszkodzi, no bo Bella wygląda na zaciążoną i trzeba było ją pokazać, Simonka jeszcze w fazie rozwojowej więc też do kontroli, Tequilla ani w ciąży, ani w rozwoju, ale jak tu zostawić ją w domu gdy inne jadą, Misiek natomiast przyzwyczajony, że gdzie jego pan, tam i on, mowy więc nie było aby go nie zabrać skoro Naczelny wychodzi i to z pozostałymi psami, i ze mną na dodatek.

    z Bellą i Simonką
    z Tequillą
    To niesamowite jak te moje shar pei`e lubią odwiedziny w lecznicach! Bella bez protestów dała położyć się na stole i obejrzeć sobie to i owo, Tequilla i Simonka zawzięcie myszkowały po kątach, Miśkowi udało się wywlec z pojemnika na odpadki kawałek ligniny, która rzecz jasna została mu odebrana, a wszytkie psy tuliły się radośnie do doktor Kasi. Zresztą, co ja się tu będę rozpisywać - popatrzcie na fotki!
  • Październik, 2008
  • Całym stadem najraźniej

    Stado gotowe do drogi. Zaraz wyruszamy.

    Spacerujący człowiek z jednym psem lub jeden pies w samochodzie nie dziwi nikogo. Za dwoma psami przy jednym człowieku czasami jakiś przechodzień się obejrzy, ale pięć psów jednocześnie, w jednym samochodzie, przez bliźnich postrzeganych jest niemalże jak eksces. A właśnie wczoraj z całą piątką wybraliśmy się do gabinetu weterynaryjnego w Oleśnicy, do doktor Kasi. Miały jechać z nami tylko dwa psy - Tequilla i Rondel, ale Misiek tak prosił, tak jęczał i rozpaczał, że wymusił... Samochód nasz po złożeniu tylnych siedzeń pojemny, więc i Simonka została zapakowana, no bo jak tu ruszyć się gdzieś bez Simonki? Bella widząc, że wybieramy się bez niej dostała spazmów, a wzrok miała przy tym tak nieszczęśliwy i proszący, że oczywiście uległam i dopakowałam do auta i ją. Tuż przed odjazdem pstryknęłam zdjęcie uszczęśliwionemu stadku.

    dr. Kasia z Tequillą
    Niespełna pól godziny jazdy i osiągamy Oleśnicę. Przed gabinetem weterynaryjnym psy z impetem wyskakują z samochodu, nie czekając aż im pozapinam smycze. Robi się chaos, bieganina, łapanie rozbieganych czworonogów. Po paru minutach już wszystkie w gabinecie. Pytam się dr. Kasi nieśmiało, czy miała już takie stado pacjentów w gabinecie na raz. Nie, nie miała, ale widać, że cieszy się do psów, a one do niej. Psy biegają po gabinecie, myszkują po przyległych pomieszczeniach, strącają opakowania z próbkami karm, w nadziei znalezienia smakołyka wsadzają swoje wielkie i zawsze łakome paszcze w każdy zakamarek. Bella wszędzie wyczuwa jedzenie, wspinała się nawet na stół aby sprawdzić czy na nim czegoś smakowitego nie znajdzie. Widać, że wizyta w gabinecie weterynaryjnym stanowi dla moich shar pei niebywałą atrakcję. Na następne badania kontrolne wpadniemy znowu całym stadem.
  • Sierpień, 2008
  • W gabinecie weterynaryjnym

    Byliśmy ze stadkiem w lecznicy. Naczelny ze mną, ja z Miśkiem, Zamirką i Simonką. Szczeniaki jechały samochodem po raz pierwszy, dla Miśka to żadna nowość, bo on autem jeździ prawie codziennie. Tak przyzwyczaił siebie i nas. Kluczyki do samochodu w dłoni, a Misiek stoi już gotowy do wyjścia. Szczeniaki natomiast nie były zachwycone propozycją podroży. Mimo, że znają nasz samochód, mimo że przez bramę obserwują przelatujące z hukiem pojazdy, to na widok otwartych drzwi naszego auta, oba dały nogę. Udało nam się zapakować wszystkie stwory do auta i wyruszyliśmy. Maluchy całą drogę, około 20 minut jazdy, siedziały przytulone do siebie, z dosyć mocno stropionymi minami. Było mi ich żal, ale to już czas na aby poznały coś więcej niż tylko nasz dom i ogródek.

    Simonka na stole
    z doktor Kasią
    W gabinecie u weta towarzystwo się odprężyło, łaziło swobodnie tu i tam, łakomie pożerało przygotowane dla pacjentów smakołyki, podane w nagrodę za dobre zachowanie lub raczej na ośmielenie. Zamirka wyjeżdża, więc otrzymała paszport. Dokument potrzebny psu na budę, ale właścicielowi zwierzaka owszem. Wystawienie tego papierzyska trwało trochę, wiadomo biurokracja. Imię psa, data urodzenia, numer tatuażu, data tatuażu, dane właściciela to tylko niektóre pozycje. A wszystkie musiało być wypisane dodatkowo na formularzach, które z kolei zostaną odesłane do stosownych izb lekarskich.

    Wypełnianie papierzysk trwało, psy w tym czasie oswajały się z lecznicą. Simonka pozwoliła łaskawie posadzić się na stole i robiła za gwiazdę. Na koniec wizyty pamiątkowe zdjęcie stadka z doktor Katarzyną Mróz w jej Gabinecie Weterynaryjnym Prak Vet w Oleśnicy, a potem odjazd do domu. Szczenięta nie protestowały przed zapakowaniem ich do auta. Poznały coś nowego, zobaczyły kawałek świata i chyba się czegoś nauczyły.

Strona 1 z 1, łącznie 3 wpisów