Wpisy otagowane jako kupno szczeniaka

  • Styczeń, 2011
  • News, Afera i kobieta upadła

    AFERA Z Koziego Rynku (fot. G.J. Gronek)
    Zdjęcie mówi wszystko, Afera, nowa dziewczynka od dzisiaj w naszym domu. Ale news i afera, nieprawdaż? Jestem przeszczęśliwa. Od lat marzyła mi się sunia tak wyglądająca jak ten słodki stworek. A wierzcie, że zdjęcie ani w jednej setnej nie oddaje jej wyjątkowej urody. Piękna jest Afera w całości i w szczegółach: postawa, głowa, oczy, kolor, a wszystko takie, jak sobie wymarzyłam, teraz mi się spełniło. Maleńka już u nas, po podróży zmęczona śpi. Trochę zjadła, trochę popiła i sen ją zmorzył. Za nią ciężki dzień. Za mną również. Jazda po szczeniaczka podczas padającego deszczu, przechodzącego w deszcz ze śniegiem i to oczekiwanie spotkania, mimo że radosne to stresujące. Noc poprzedzająca wyjazd do Dolska po psie dziecię miałam bezsenną. Ciągle jeszcze mam w sobie to podminowanie oczekiwaniem na nowego, kolejnego psa. Tym razem też tak było. Ach, co tam bezsenna noc, zapomniałam o niej gdy tylko znalazłam się w samochodzie, a jeszcze bardziej zapomniałam o twardych realiach gdy znalazłam się na miejscu, czyli w Dolsku. Rzeczywistością okazał się w jednym miejscu nierówny i załamany chodnik gdy stąpałam po nim, czy raczej nad nim, bo głową zajętą myślami bujałam już w obłokach. Nagle świat zatracił swoją perspektywę, to co było nade mną znikło w okamgnieniu w niebycie, a to co pode mną okazało się wręcz niewyobrażalnie nieprzyjazną płytą chodnikową. Łokieć, bark, noga. Au!!! Twarde lądowanie uwieńczone jednakże tylko drobnymi kontuzjami. Gramoląc się z upadku do pionu pomyślałam: "jestem kobietą upadłą!".

    Potem było już tylko pięknie. Sympatyczna gościna w hodowli z Koziego Rynku, tuląca się do mnie urocza psia mama Diana (PRINCESSA DIANA S JANTARNOGO MORYA), no i uważnie wpatrujące mi się w oczy szczenięta.

    Droga powrotna do domu minęła nam, mimo zapadającego zmroku i siąpiącego deszczu, spokojnie. Malec dopiero co odebrany od matki i rodzeństwa nie rozpaczał, lecz zwinął się w kłębuszek i przespał prawie całą podróż. W domu zostaliśmy owacyjnie powitani przez stęsknione za nami stadko. Wszystkie nasze psy zareagowały niezwykle pozytywnie na przywiezione psie dziecko. Nikt się nie boczył, nikt nie był obrażony ani zazdrosny. Ogony z szybkością śmigieł helikoptera mieszały powietrze. Ale najbardziej zadziwiła nas Bella - obwąchała maleństwo, pocałowała i polizała tak po psiemu, a potem pozwoliła mu napić się mleka z własnych sutek. Dobra, kochana psina!

Strona 1 z 1, łącznie 1 wpisów