Wpisy otagowane jako kupno psa

  • Maj, 2009
  • Po ile macie szczeniaki?

    W czasopiśmie Mój Pies 4/2009 (211) opublikowano warty przeczytania artykuł autorstwa Krzysztofa Nawrockiego, pt. "Gdy hodowca daje kosza".
    Artykuł adresowany jest przede wszystkim do potencjalnych nabywców szczeniąt, którzy często, być może nieświadomie, nie bardzo potrafią porozumieć się z hodowcą i nie rozumieją dlaczego akurat im odmówiono pieska. Oto fragment:
    Bywają postrzegani jako nawiedzeni dziwacy, hodujący psy po to, by ich potem... nie sprzedać. Hodowcy dbający nie tylko o zysk opowiadają nam, komu i dlaczego odmawiają sprzedaży szczeniąt.
    Jedynie dzwoniąc do hodowcy nastawionego tylko na zarobek, na pytanie o możliwość zakupu szczenięcia zawsze usłyszysz odpowiedź "tak". W rozmowie z prawdziwym, zaangażowanym hodowcą będziesz się musiał mocno postarać, żeby nie usłyszeć "nie"...

    Falstart
    Uważaj, by już na starcie nie zrobić złego wrażenia. - Z zasady ignoruję klienta, który zaczyna od pytania o cenę szczeniąt - mówi Iwona Przeworska, hodowczyni rasy border collie. - Bez wahania zbywam też ludzi, którzy nie potrafią nawet wymówić poprawnie nazwy rasy, na przykład pytają o szczenięta "borda kola".

    Spróbuję nawiązać do tematu, tak bardzo mi bliskiego.
    Pierwszy mój kontakt z potencjalnym nabywcą szczenięcia to zwykle rozmowa telefoniczna, często rozpoczynająca się zapytaniem:
    -Ile kosztuje u was szczeniak?
    Lub
    -Po ile macie szczeniaki?
    Nieprzyjemny Zgrzyt. Pytanie najczęściej jest zadawane bez ogólnie przyjętych form grzecznościowych, tj. bez dzień dobry, bez przedstawienia się, bez określenia jakie szczenię wzbudziło zainteresowanie, bez zapytania o rodziców, o socjalizację pieska, bo to wszystko nieważne, istotna jest tylko cena. Rozmowa przebiega krótko, odsyłam pytającego na któreś z wirtualnych targowisk, gdzie szczeniaki z cenami wystawione do sprzedaży jak towar na regałach w byle jakim sklepie.

    Wyobraźcie sobie proszę, że jesteście hodowcą, że dla swojej suczki, która ma zostać matką robicie wszystko co w waszym mniemaniu najlepsze: odżywiacie ją najlepszymi karmami, dbacie o jej kondycję fizyczną chodząc z nią regularnie na spacery, wasza suka jest pod stałą, fachową opieką weterynaryjną, jeździcie z nią na odległe wystawy, dla niej zmieniacie wasz wygodny samochód na kombi, kupujecie dom z ogrodzonym terenem, aby wasz pies był w nim bezpieczny, inwestujecie w pomieszczenie dla szczeniąt, w zadaszony kojec dzienny w ogrodzie, aby maluchy mogły przebywać na świeżym powietrzu. Zanim jednak pojawią się w domu szczenięta, planujecie krycie, poszukując odpowiedniego reproduktora, a gdy ten już wybrany, jedziecie do niego ze swoją suczką, często kilkaset kilometrów w nadziei, że suka będzie chętna, że wybrany pies jej się spodoba. Jedziecie raz i drugi, a czasami i trzeci, bez względu na pogodę, bez względu na inne okoliczności - czekaliście przecież na właściwy moment przez długie miesiące. Wyobraźcie sobie proszę, że mieliście szczęście, że udało się, że suka zaszła w ciążę. Oczekujecie przez dwa miesiące na szczenięta, troszczycie się o przyszłą mamę, dbacie o to, aby niczego jej nie zabrakło. Obserwujecie jak przyrasta jej brzuch, jak zmienia jej się usposobienie, dogadzacie i rozpieszczacie ją, a pod koniec drugiego miesiąca ciąży wasza suka śpi albo z wami w sypialni, albo wy obok skrzyni przygotowanej na poród i odchowanie szczeniąt, albo nie śpicie już wcale.
    Wreszcie są szczenięta! Radość ogromna i przeżycie, ale też przynajmniej 8 tygodni intensywnej opieki nad nimi, utrzymywania ich w cieple i czystości, nauki samodzielnego jedzenia i picia, nauki porządku, socjalizacji z ludźmi i zwierzętami domowymi. Świat przestał dla was istnieć, nie macie czasu dla siebie, dla znajomych, praktycznie nie wychodzicie z domu.
    O planowanych i narodzonych szczeniętach umieściliście informacje w internecie. Informacja zawiera dokładne dane po jakich rodzicach są szczenięta, ile ich jest, jakiej są płci, kiedy będą do odbioru, zamieściliście także ich zdjęcia. Sporo zdjęć. Tymczasem ktoś odwiedził waszą stronę internetową i dzwoni z zapytaniem:
    -Czy macie jakieś szczeniaki?
    Lub
    -Po ile u was shar peie?
    Zgrzyt. Falstart. Interesant skreślony. Tak samo jak ci, co wysyłają w podobnym tonie zapytania przez email lub co gorsza przez SMS.

    W rzetelnie prowadzonej hodowli pies rasowy kosztuje przeciętnie 2500-3000 złotych. Rozmyślnie użyłam to słowa przeciętnie, cena może być wyższa jeśli szczenięta mają rodziców championów, jeśli hodowca zdecydował się wziąć jako reproduktora drogiego i utytułowanego psa, do którego musiał daleko jechać, jeśli w mniemaniu hodowcy szczenię rokuje wybitnie obiecująco na przyszłe wystawy. Nie bez znaczenia jest też nakład finansowy, uczuciowy oraz trud jaki hodowca włożył w odchowanie szczeniąt. I nie pomylę się mocno jeśli napiszę, że wielu hodowców raczej zatrzyma szczenię w domu niż sprzeda je komuś, dla kogo ważna jest tylko cena, a nie sam pies, tak jakby był on przedmiotem, rzeczą kupioną w sklepie od sprzedawcy, który oferuje towar wyprodukowany w fabryce, towar z którym emocjonalnie związanym nie jest.
    Jeśli więc nie chcecie zrazić i obrazić hodowcy, nie traktujcie go, proszę, jak sprzedawcy.
    Pamiętajcie też o tym, że dobry hodowca będzie zawsze służył wam radą i pomocą, będzie do waszej dyspozycji gdy wasz pies będzie sprawiał wam problemy lub co gorsza zachoruje, dla niego czas opieki nad powierzonym wam psem nie skończy się w dniu jego odbioru, bo szczenię urodzone i wychowane wśród kochających go ludzi, będzie przez nich kochane już zawsze. Do końca swoich dni.
  • Kwiecień, 2008
  • Co komu poradzić

    Dobrych rad na temat wyboru psa, jego chowu i hodowli udziela bogata już w Polsce literatura kynologiczna. Pisze się o różnych rasach, daje się takie czy inne wskazówki, ale sądzę, że dla mnie zostało jeszcze pewne pole do popisu. Zresztą nie jest moim celem podawanie ścisłych recept na dobry chów psów, bo nie tylko każda rasa różni się wymogami życiowymi, ale nawt poszczególne osobniki tej samej rasy nie są jednakowe pod tym czy innym względem. Moje porady będą więc ogólnikowe. Dla wielu ludzi "psiarstwo", już nie mówiąc o kynologii, stanowi obszar nieznany, terra ignota. Przede wszystkim stawiam pytanie , czy i kto powinien przyjąć do domu psa? Wielu przestrzega: nie sprawiajcie pieska dziecku. Będzie tylko kłopot i wyrzucone pieniądze. A ja bym powiedziała, jeśli dziecko bardzo pragnie, kupcie mu pieska. Mówcie, że należy do niego, jednak nie jako zabawka, ale miły towarzysz. Na jedno tylko musicie być przygotowani: zasadniczą opiekę będziecie sami sprawować nad nowym ulubieńcem, podobnie jak nad swoim dzieckiem. Gdybyście liczyli na to, że wasz kilkuletni syn lub córka dobrze się zaopiekuje zwierzęciem, będzie sumiennie je karmić, pielęgnować w zdrowiu i w chorobie oraz regularnie wychodzić z nim na dwór, to nałożylibyście na małolata obowiązki przekraczające jego psychiczne możliwości. Piesek z radością powitany znudziłby się dość prędko. Jego zaniedbywanie doprowadziłoby was do irytacji i zapragnęlibyście pozbyć się go gdziekolwiek. Byłoby to krzywdą dla zwierzęcia, przykrością dla wszystkich domowników i demoralizacją dziecka.


    Musicie najpierw przemyśleć jakiego psa sprowadzacie do waszej rodziny. Jeśli chcecie obdarować małe dziecko, nie doradzałabym pieska ze schroniska dla bezdomnych zwierząt. Może się zdarzyć, że będzie sprawiał nawet dorosłym tak wielkie kłopoty wychowawcze i zdrowotne, że do współpracy w jego socjalizacji wasze dziecko jeszcze nie dorosło. Pies wzięty z ulicy ma także nieznany dla was charakter i nawyki. Toteż, mimo, że go najpierw wykąpiecie, odrobaczycie, wytępicie płchy, może niemile zaskakiwać swoim zachowaniem. Najlepiej nie żałować pieniędzy i kupić szczenię ze starannie wybranej hodowli. Osobiście bardzo się cieszę, gdy przychodzi do mnie cała rodzina wybrać szczeniaczka. W czasie tej, czasem długiej wizyty potencjalnych nabywców pozwalam dziecku głaskać pieski i bawić się z nimi. Wciągam małego człowieka do rozmowy i w ogóle traktuję go jako przyszłego współwłaściciela szczenięcia. Shar-Pei są zresztą dobrymi towarzyszami dzieci. Łatwo się adaptują w nowym środowisku, a nawet mogą się zżyć z kotami. Chwalę tę rasę, bo odznacza się ona w stosunku do dzieci cierpliwością psów ras ogromnych, takich jak bernardyny czy dogi. Takie olbrzymy też mogą być chowane przy dzieciach, ale nie jako ich współwłasność. Zresztą nie każdy ma możliwości na posiadanie tak wielkiego psa. Dzieci same w sobie absorbują rodziców, więc dla zachowania równowagi lepiej mieć psa mniej kłopotliwego. Poza tym dzieci instynktownie popierają wybór zwierzęcia, które ich nie wywraca i z którym mogą się pobawić. Jak jeszcze dziecko może się pochwalić psem rasowym, to będzie o nim myślało jak o drogocennym klejnocie. Łatwiej wtedy będzie wdrażać naszą kochaną latorośl do różnych czynności przy psie i stopniowo powierzać mu nowe zadania.

    Jeszcze chciałabym zwrócić uwagę na inny aspekt opieki dziecka nad psem. Może się okazać, że nasze dziecko prędzej czy póżniej połknie bakcyla wystawowego. Dobrze byłoby mu to ułatwić. Nie sztuka zabierać syna na wystawy kynologiczne, które mogą go nudzić i męczyć. On też chciałby mieć w pokazach swój udział. Do tego służą konkursy młodego prezentera, organizowane dla dzieci i młodzieży w dwóch grupach wiekowych (łącznie od 9 do 17 lat). Jak w każdym konkursie kandydat na młodego prezentera przechodzi eliminacje, a najlepsi handlerzy prowadzą po wyznaczonym ringu swoje psy. Sędzia wyjątkowo nie ocenia wtedy psów, ale sposób ich prezentowania. Czasami dzieci potrafią to znacznie lepiej czynić niż dorośli wystawcy.

Strona 1 z 1, łącznie 2 wpisów