Wpisy otagowane jako kot i pies

  • Październik, 2011
  • Rodzinnie

    Channelka bawi się
    i rządzi w domu
    Mamy wieści z nowych domów: o Clementine z Poznania i o Channelce z Milanówka. Obie 6-miesięczne już córcie Moni mają się dobrze, obie charakteryzują się sporym temperamentem, a i własne zdanie też już mają, co przekłada się u nich na umiarkowane posłuszeństwo, jak to młodzież w tym wieku ma.. Gonitwy w plenerze, skoki i podskoki, anektowanie dla siebie mebli oraz ogólne rządzenie się w domu. Zupełnie jak nasza Monia we wczesnej młodości. Podobne do siebie i do mamy jak dwie przysłowiowe krople wody. Wiadomo: rodzina!
    Klementynka

    Doszły mnie słuchy, że Ola i Arek już niebawem sprawią Klementynce do towarzystwa kocurka, pięknego Brytyjczyka. Oj, będzie się działo! Trzymamy mocno kciuki za zgodę i harmonię między kotem i psem. Jak będę coś więcej wiedziała w temacie, to oczywiście dam znać.
    NaRa
  • Marzec, 2010
  • Pampus poznaje świat

    Dzisiejszy spacer z Pampusem miał charakter wybitnie edukacyjny i tak był traktowany przez obie strony, czyli przez psa i przeze mnie. On zauważył już, że świat nawet na dość zapadłej wsi może być pięknym, ja dostosowywałam tempo do jego niewielkich jeszcze możliwości. Tym razem oboje byliśmy w pełni usatysfakcjonowani wyprawą w pola. Pampusowy strach przed nieznanym gdzieś zniknął, a zastąpiła go ciekawość. Na pejzażach to Pampus jeszcze skoncentrować się nie potrafi, o wiele bardziej interesujące dla niego były świeżo wschodzące uprawy i gdybym tylko pozwoliła to miałby pełną paszczę zieleniny zmieszanej z ziemią. Spacery w polach zwykle przebiegają samotnie, nieczęsto można na nich spotkać żywą duszę, ale dzisiaj było inaczej. Tych napotkanych dusz było dwie.. Jedna to kocur z sąsiedztwa, patrzący dość podejrzliwie na Pampusa - pewnie pomyślał - "jeszcze jeden pies niestety", a druga to przypadkowy spacerowicz. Kot został przez szczenię obojętnie potraktowany, człowiek natomiast wzbudził jego zainteresowanie. Pampus przyglądał mu się uprzejmie, pozwolił nawet się pogłaskać, co chyba dobrze o nim świadczy. A na zakończenie spaceru odpięłam malcowi smycz i pozwoliłam biegać do woli. Spodobało mu się bardzo. Ja uciekałam, on gonił mnie i doganiał. Zabawa była przednia.
  • Maj, 2009
  • Ciąża Belli - cd.

    No i mamy już za sobą pełne sześć tygodni ciąży u Belli! Jestem cała w napięciu i oczekiwaniu na szczenięta, a tu jeszcze dobre trzy tygodnie do porodu! Od paru dni karmię ją nie dwa, ale trzy razy dziennie. Dwa jej posiłki to normalna karma dla dorosłych psów, trzeci stanowi karma dla szczeniąt. Apetyt Bellcia ma nieziemski, pewnie zjadłaby więcej - ona tak jak Misiek, umiaru w jedzeniu nie ma i gdyby jej tylko pozwolić to szybko stałaby się szersza niż dłuższa. Jak na razie w kondycji jest bardzo dobrej, ciąża nie wpływa negatywnie ani na jej nastrój, ani na wygląd.
    Tak samo jak podczas poprzedniej ciąży, Bella stała się spokojniejsza, można by rzec dostojniejsza , mniej biega, mniej prowokuje do zabaw pozostałe psy, znacznie więcej niż zazwyczaj śpi. Jedynie widok kota z sąsiedztwa pobudza ją do dzikich ryków i oszalałego biegu wzdłuż ogrodzenia. Razem z Bellą szaleje reszta psów, a kocisko nic z tego sobie nie robi i przechadza się z podniesionym ogonem w te i nazad wyraźnie prowokująco. Widać, że ma uciechę i pewnie myśli sobie: "ach te głupie psy!".
  • Grudzień, 2007
  • Shar-Pei i inne zwierzaki

    Przed południem udało mi się sfotografować trzy psy na raz. Sukces, bo do tej pory najwyżej dwa mieściły się w kadrze. Ten, kto fotografował zwierzęta, wie co to znaczy "ruchomy cel" . Jak widać trawnik zdewastowany nielicho, Bella potrafi wyrywać z ziemi nie tylko całe kępy trawy ale też kopać głębokie doły a reszta jej pobratymców dzielnie ją w tym naśladuje. Prawda, jak niewinne miny mają moje szkodniki?

    Jak już wcześniej wspominałam okolica moja bardzo obfituje w koty. Chyba w każdym domu mieszka przynajmniej jeden. Też chętnie trzymałabym kicię, ale znając moje psy i shar-pei w ogóle, nie oważyłabym się. Przykro by było mieć na sumieniu kocią duszyczkę... Okliczne koty, kotki i kocury często przchodzą do naszego ogrodu i doprowadzają psy do szaleństwa. Wszystkie awanturują się wściekle gdy zobaczą kota na drzewie, nawet Piotr (chociaż nie jest psem) traci humor gdy kocisko z sąsiedztwa łazi mu po umytym samochodzie...

    Dzisiaj dzień jak codzień, czyli znowu kot w ogrodzie lecz jakiś obcy. Ronda wypatrzyła go przez okno i głośno domagała się wyjścia. Czemu nie, niech idzie, kot i tak ucieknie na drzewo lub za płot - pomyślałam - i wypuściłam psinę z domu. Chwilę potem wiedziałam, że popełniłam błąd. Kot zamiast uciekać stawił Rondzie czoło i podczas konfrontacji (prawda, jakie to piękne słowo!) przejął inicjatywę!! Zabiegł Rondę od tyłu, wskoczył jej na grzbiet, gryzł i drapał. Musiałam ratować psa przed kotem! Rany szczęśliwie okazały się powierzchowne i nie wymagają interwencji chirurga.
    Nie sądzę, aby awantura z kotem czegoś Rondę nauczyła, wręcz przeciwnie, przypuszczam, że jej nienawiść do całego kociego świata znacznie się umocni i nie ostudzi jej temperamentu.

    Dzisiejsze wydarzenie przypomina mi atak Rondy na jeża: zaatakowany tuptuś zwijał się w kulkę paraliżowany śmiertelnym strachem a Ronda im bardziej była pokłuta tym bardziej wrogo traktowała jeża...

Strona 1 z 1, łącznie 4 wpisów