Wpisy otagowane jako karmienie szczeniąt shar pei

  • Maj, 2011
  • Migawki z dnia

    Szczenięta vs. karma
    Cara Mia z rodzeństwem
    Crocodilla i Channel

    Chłodniej. czyli lepiej, ale i gorzej. Lepiej dla mnie i stadka moich dorosłych shar pei, jako że upały nie są przez nas dobrze znoszone. Gorzej dla maluszków, bo niby zimno nie jest, ale wieje chłodny wiatr, więc wyjścia na dwór króciutkie, takie aby tylko utrwalić nawyk siusiania i kupkania na dworze.
    Dzisiaj ważyłam szczenięta - największa jest Barbarella od Simonki, ta Klucha przekroczyła już 4,5 kg, Big Brother prawie tak samo ciężki bo 4,2 kg. Dzieci Moni ważą do 3,3 do 3,9 kg. Niezłe klocki, mamy co nosić z domu do ogródka, z ogródka do domu i znowu z domu do ogródka.... Wynoszenie szczeniąt do ogrodu, to zawsze akcja i wyścig z czasem, bo jeśli uda mi się zdążyć zanim malce nabrudzą w domu, to bieganie za nimi z wiaderkiem należy już do Naczelnego, jeśli natomiast wykażę się wolniejszym refleksem niż stado błyskawicznie trawiących szczeniąt, to mnie w udziale przypadnie mycie podłogi!

    Imiona dla dzieciarni Moni już wybrane: Cara Mia, Channel, Crocodilla, Chester Jr., Cherry Lady, Clementine, Choo-Choo.

  • Wrzesień, 2010
  • Czarna seria

    Natalia, cała w skowronkach, podesłała mi zdjęcie Teveza wraz z komentarzem: "Tevi jest cudowny, z godziny na godzinę kocham go bardziej"


    3-dniowe sześcioraczki
    Trwa u nas radosny ciąg czarnej serii shar pei. Szczenięta ustawiły nam rytm życia według własnych upodobań, w żadnym calu nie licząc się z porami doby. Tkwimy, trwamy przy nich i nie poddajemy się senności. Jeszcze tylko kilka dni, a Simonka dojdzie na tyle do siebie, że będziemy mogli zostawić ją ze szczeniętami bez dozoru na tych parę nocnych godzin. Na razie wolimy przy niej i jej dzieciach czuwać, jest ich przecież sporo, a ona - psia mama - zmęczona i zasypiając mogłaby niechcący położyć się na maleńkich ciałkach... Ach, lepiej nie, strach pomyśleć.. Czuwamy więc, ale czasami też sypiamy. Można nas osiągnąć telefonicznie w dosyć nietypowych porach: mnie od południa do 4-5 rano dnia następnego, Naczelnego od bladego świtu do południa, potem znowu zmiana. W hodowli jest tak jak mówi mądrość ludowa: "pańskie oko konia tuczy". Nie mamy co prawda kopytnego zwierza, lecz są małe shar pei`e, które podczas naszego czuwania i patrzenia na nie, jedzą, śpią i rosną. A, że rosną i trochę już utuczone to już sprawdzone. Wszystkie maluchy przybrały na wadze około 40 procent swojego całkowitego ciężaru z dnia urodzenia. Czuwamy więc przy nich bez marudzenia i kwękania.
  • Sierpień, 2010
  • Only Tevez i spółka

    ONLY TEVEZ Bonomiella
    Papu podano!
    Jemy, jemy..
    ..na wyścigi
    Wnikliwi pewnie już spostrzegli jak bardzo Natalia zaangażowana i zainteresowana (ach te jej komentarze w blogu!) obecnymi malcami. Tym, którzy jeszcze nie wiedzą co w trawie piszczy, zdradzę, że jeden z czarnych Skarbulków zamieszka z nią i jej Torresem (Lovey Dovey B.). Ale nowina, nieprawdaż? I jeszcze jedno, dla malca przez jego przyszłą pańcię ustalone zostało imię i właściwie poza jego pierwszą literą niewiele miałam do powiedzenia. Natalia postanowiła, klamka zapadła, ja się zgadzam, a mały ma na imię ONLY TEVEZ!

    A od ostatniego mojego sprawozdania w kwestii szczenięta i ich apartament (czytaj: skrzynia made in Bonomiella) parę dni minęło, a tu zmiany. Tymczasowe szczenięce legowisko powiększyło się o segment służący psim dzieciom za bawialnię, jadalnię i ... siusialnię. Tak, tak życie jest piękne ale moczopędne, szczenięta pieluch nie znają, w związku ze wspomnianym wiem dobrze co znaczy ścieranie i sprzątanie...

    Zabawy malców są jeszcze niezdarne, polegają na wzajemnym przepychaniu się, jadalnia natomiast powitana została entuzjastycznie i każdy podany w niej posiłek budzi niekłamany aplauz wyrażany gromko na cztery głosy. Rety, jak bardzo małe Tequilaki lubią jeść, tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć, więc parę fotek z dzisiejszej uczty. Posiłek zaczyna się niewinnie, stadko najpierw przypełza, potem kosztuje co dobrego dano, następnie zapamiętuje w jedzeniu się tak bardzo, aż w ruch idą "łokcie". Kto silniejszy ten pierwszy, a kto sprytniejszy tego cała miska. A w misce rozmoczona i rozdrobniona na papkę karma dla szczeniąt. Mniam... mniam...

    Tymczasem pogoda znowu piękna i nawet trawa się zazieleniła, ale z wyjściem na powietrze wstrzymamy się przynajmniej tydzień. Niech szczenięta jeszcze trochę podrosną.
  • Styczeń, 2010
  • Eksperymenty z naczyniami

    Jemy na wyścigi!
    Kto zjada ostatki...
    Żółte miseczki, z których jadały u nas kolejne pokolenia shar pei, tym razem zawiodły na całej linii. Obecne szczenięta jedząc z nich nie tylko nie były w stanie wybrać jedzenia z dna (jakoś im się zlepiało), ale i oblepiały sobie papką głowy z oczami włącznie. Nie, tak być nie może! Wyasygnowałam więc zamiennik misek w postaci sporego, fajansowego półmiska i metodą eksperymentu podałam na nim papu moim głodomorkom. Szczenięta powitały nowe naczynie z entuzjazmem i zapałem godnym stada wygłodniałych prosiąt, a i konsumpcję potraktowały podobnie jak owe, czyniąc ze swojego baru i jego otoczenia istny chlewik!

    Dobre było!Sprzątać po każdym ich posiłku i tak muszę, jest mi więc obojętne, z jakiego naczynia jedzenie rozsypywane i roznoszone jest poza nie. Półmisek ma jednak tę przewagę nad małymi miseczkami, że przy spożywaniu z niego, głowy delektujących się karmą pozostają czyste. Ach, jak miło! A i maluchom podoba się wielkie naczynie, do którego można wejść wszystkimi czterema łapami. Z wodą pitną szczenięta też już się organoleptycznie zapoznały. Na razie chłeptanie w fazie nauczania, ale idzie im coraz sprawniej. Zdolne są wszystkie, nie ma co!
  • Czerwiec, 2009
  • 23 dni

    Przedwczoraj po raz pierwszy maluchy skosztowały rozmoczoną, suchą karmę dla szczeniąt. Poruszenie było wielkie, stadko rzuciło się na nowe dla nich papu, a gdy niewielkie porcje zostały zjedzone był krzyk i wołanie o jeszcze! Wczoraj podałam im jedzenie już w miseczkach, takich niewielkich, jakie używa się dla kotów, ale pomysł był chybiony, bo psiurki mają apetyt nie na miarę kociaka ale psa, więc dzisiaj wyciągnęłam stare, żółte miseczki używane przez poprzednie pokolenia moich shar pei, nałożyłam słuszne porcje, a dzieci psie z zachwytem jadły pyszczkami, rączkami i nóżkami. Cudny widok, trudno opisać, to trzeba zobaczyć!

    Od wczoraj pieski wychodzą już ze skrzyni na rozesłane gazety. Od razu zorientowały się, że gazety nie do czytania i korzystają z nich skwapliwie. Prania szczenięcej pościeli mam już wyraźnie mniej, sprzątania za to coraz więcej, ale cieszę się że szczenięta ładnie rosną, że apetyt mają, i że Bella może już po trochu od dzieci odpoczywać. Te minione trzy tygodnie były dla niej ogromnym obciążeniem, mało snu, częste karmienie szczeniąt, sprzątanie po nich... Bella przypłaca macierzyństwo utratą na urodzie, jej sierść nie jest już tak ładna jak przed porodem, wyraźnie przerzedziła się na głowie, miejscami wypada. To zwykła kolej rzeczy u karmiącej suki, ale też stan przejściowy, za parę tygodni gdy pieski podrosną i od piersi odrosną, to i wygląd Belli powróci do swojego normalnego stanu.
    A z wydarzeń wartych odnotowania to wczorajsza wizyta Wioli i Artura, którzy przyjechali z Gdańska, aby poznać swoją Morcheebę. Psinka im się spodobała, oni spodobali się nam i naszym dorosłym psom, w sumie był to bardzo miły dzień. Wydarzeń jak na raz sporo, jestem więc chyba trochę usprawiedliwiona, że w ostatnich dniach brakowało mi czasu na notatkę o szczeniętach.

Strona 1 z 2, łącznie 7 wpisów