Wpisy otagowane jako karma dla szczeniąt

  • Styczeń, 2013
  • Przy misce

    Skończyliśmy już z podawaniem maluchom startera, a przeszliśmy na karmę dla szczeniąt. Służy i smakuje grubaskom niebywale. Ładny to widok gdy jedzą. Pchają się do miski jedno przez drugie, chrumkają, ciamkają, a wszystko to z zachwytu nad podanym im menu. Dziesięć minut trwa konsumpcja, potem trochę biegania, ale tylko trochę, bo szczenięta najedzone senne, więc układają się do snu, zasypiają i.. rosną. Rytm posiłków mają ustawiony. Co dwie i pól godziny papu. Ostatnie karmienie o godz. 22, pierwsze o 7 rano. Do tego Aferka dokarmia dzieci swoim mlekiem. Nie ma już tego jej rozkosznego kładzenia się przy szczeniętach w skrzyni, teraz ssanie Afery odbywa się "na szybko" i "na stojąco". Niedługo mleko matki się skończy. Szczenięta mają już pięć tygodni.

    Do następnego razu!
  • Sierpień, 2010
  • Czarne w czerwonym

    Czarne w czerwonym chowa się w zielonym.
    Chłopiec czy dziewczynka? Czyja śliczna minka?
    Kto odpowie i zgadnie, temu nagroda przypadnie!
    Ale rosną maluchy, prawie za nimi nie nadążam. Robią mi sie z osseków małe pieski, co to potrafią już biegać, skakać, przewracać sie wzajemnie. Potrafią same pięknie jeść bez rozdeptywania swojego papu, potrafią też zgrabnie chłeptać wodę i wcale nie muszą przy tym wchodzić wszystkimi łapkami w miseczkę. Potrafia się też po psiemu uśmiechać i wyrażać radość energicznym machaniem ogonkami. Potrafią się też złościć, ale to na szczęście żadko.
    Dzisaj celem przymiarki wyciagnelam szelki i ubralam w nie jedno szczenię... No właśnie, kto ubrany na czerwono? Ktoś odgadnie?
    Duże te psiurki, ale i nasze poprzednie też były spore. Karmione są eukanubą dla szczeniąt ras średnich i tę karmę polecam przyszłym właścicielom naszych malców. Wyprawki z jedzeniem na pierwsze dni w nowych domach już mam przygotowane. Przygotowane też książeczki zdrowia, w nich naniesione już dwa odrobaczenia, za 10 dni dojdzie wpis potwierdzający pierwsze szczepienie. Jej, jak ten czas leci!
  • Only Tevez i spółka

    ONLY TEVEZ Bonomiella
    Papu podano!
    Jemy, jemy..
    ..na wyścigi
    Wnikliwi pewnie już spostrzegli jak bardzo Natalia zaangażowana i zainteresowana (ach te jej komentarze w blogu!) obecnymi malcami. Tym, którzy jeszcze nie wiedzą co w trawie piszczy, zdradzę, że jeden z czarnych Skarbulków zamieszka z nią i jej Torresem (Lovey Dovey B.). Ale nowina, nieprawdaż? I jeszcze jedno, dla malca przez jego przyszłą pańcię ustalone zostało imię i właściwie poza jego pierwszą literą niewiele miałam do powiedzenia. Natalia postanowiła, klamka zapadła, ja się zgadzam, a mały ma na imię ONLY TEVEZ!

    A od ostatniego mojego sprawozdania w kwestii szczenięta i ich apartament (czytaj: skrzynia made in Bonomiella) parę dni minęło, a tu zmiany. Tymczasowe szczenięce legowisko powiększyło się o segment służący psim dzieciom za bawialnię, jadalnię i ... siusialnię. Tak, tak życie jest piękne ale moczopędne, szczenięta pieluch nie znają, w związku ze wspomnianym wiem dobrze co znaczy ścieranie i sprzątanie...

    Zabawy malców są jeszcze niezdarne, polegają na wzajemnym przepychaniu się, jadalnia natomiast powitana została entuzjastycznie i każdy podany w niej posiłek budzi niekłamany aplauz wyrażany gromko na cztery głosy. Rety, jak bardzo małe Tequilaki lubią jeść, tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć, więc parę fotek z dzisiejszej uczty. Posiłek zaczyna się niewinnie, stadko najpierw przypełza, potem kosztuje co dobrego dano, następnie zapamiętuje w jedzeniu się tak bardzo, aż w ruch idą "łokcie". Kto silniejszy ten pierwszy, a kto sprytniejszy tego cała miska. A w misce rozmoczona i rozdrobniona na papkę karma dla szczeniąt. Mniam... mniam...

    Tymczasem pogoda znowu piękna i nawet trawa się zazieleniła, ale z wyjściem na powietrze wstrzymamy się przynajmniej tydzień. Niech szczenięta jeszcze trochę podrosną.
  • Styczeń, 2010
  • Eksperymenty z naczyniami

    Jemy na wyścigi!
    Kto zjada ostatki...
    Żółte miseczki, z których jadały u nas kolejne pokolenia shar pei, tym razem zawiodły na całej linii. Obecne szczenięta jedząc z nich nie tylko nie były w stanie wybrać jedzenia z dna (jakoś im się zlepiało), ale i oblepiały sobie papką głowy z oczami włącznie. Nie, tak być nie może! Wyasygnowałam więc zamiennik misek w postaci sporego, fajansowego półmiska i metodą eksperymentu podałam na nim papu moim głodomorkom. Szczenięta powitały nowe naczynie z entuzjazmem i zapałem godnym stada wygłodniałych prosiąt, a i konsumpcję potraktowały podobnie jak owe, czyniąc ze swojego baru i jego otoczenia istny chlewik!

    Dobre było!Sprzątać po każdym ich posiłku i tak muszę, jest mi więc obojętne, z jakiego naczynia jedzenie rozsypywane i roznoszone jest poza nie. Półmisek ma jednak tę przewagę nad małymi miseczkami, że przy spożywaniu z niego, głowy delektujących się karmą pozostają czyste. Ach, jak miło! A i maluchom podoba się wielkie naczynie, do którego można wejść wszystkimi czterema łapami. Z wodą pitną szczenięta też już się organoleptycznie zapoznały. Na razie chłeptanie w fazie nauczania, ale idzie im coraz sprawniej. Zdolne są wszystkie, nie ma co!
  • Royal Canin wcinany z apetytem

    Przełom w żywieniu - dzisiaj po raz pierwszy maluchy zakosztowały karmę dla szczeniąt w postaci rozmoczonych prawie na breję granulek o nazwie Starter, firmy Royal Canin. Do pierwszego karmienia gotowym produktem zabierałam się mozolnie: najpierw namoczenie, potem rozdrobnienie, następnie podanie pieskom na dłoni aby zachęcić. Zachęta okazała się zbędna, towarzystwo psich niemowlaków rzuciło się na nowe papu żarłocznie jak na największy przysmak świata. Z niedowierzaniem nałożyłam burą papkę do miseczek, a już po chwili Malce ją pochłaniały. Chaos towarzyszący jedzeniu był ogromny, przepychanie się, włażenie do misek, wyścig kto pierwszy.. W efekcie końcowym połowa przysmaku wylądowała w brzuszkach, a drugą połową szczenięta udekorowały swoje otoczenie i siebie nawzajem. To co było rozrzucone na podłodze, zostało dziarsko rozdeptane łapkami, to co przklejone na głowach, skrzętnie wylizane przez Bellę. Podłogę musiałam sprzątnąć sama. A właśnie podłoga. Z dniem pierwszego dokarmiania zdjęta została deska odgradzająca wyjście szczeniąt ze skrzyni, a tym samym powiększyła im się przestrzeń życiowa. Ustawiłam też miseczkę z wodą, ale na razie jeszcze żaden z malców nie potrafi z niej korzystać. Może jutro.

Strona 1 z 2, łącznie 6 wpisów