Wpisy otagowane jako karma

  • Październik, 2012
  • Karmienie szczeniąt. Film.


    macierzyństwo spełnione
    Wrzuciłam na youtubkę kolejny film z serii "macierzyństwo Moni".
    Maluchy są niesłychane!

    Jak widać na filmie, Monia karmi i ani drgnie. Szczeniaki pchają się do mleka, włażą jej i sobie na głowy, ciągną biedne "Mamidło" za sutki, tak łapczywie aż się krztuszą jej mlekiem. A, że któryś niezadowolony, że niezdecydowany co lepsze - mamine mleko czy karma z michy, że kręci się i marudzi popiskując, nic to Monię nie wzrusza. Bo karmienie to rytuał i porządek z góry ustalony być musi. Ta sama pora na posiłki, to samo miejsce.

    Pięć do siedmiu minut trwa ssanie matki, więc maluchy muszą się spieszyć aby zdążyć się napić zanim czas minie. Mleka starcza dla wszystkich, ale one jakby o tym nie wiedziały. Silniejsze szczenięta dopadają sutek pierwsze, ale też i pierwsze kończą ssanie. Po nich przychodzi czas na te mniej przebojowe.

    Monia wie, kiedy zakończyć karmienie i nawet najgłośniejszy kwik nie zatrzyma jej dłużej przy szczeniętach niż ona sama uważa za konieczne.
    Czas minął. Monia zrywa się nie zwracając uwagi na tych co do niej przyssani i jednym susem wypada z pokoju szczeniąt. Jeszcze minutę do dwóch goni ją krzyk rozczarowanej i co tu ukrywać - rozzłoszczonej dzieciarni. Nie robi to na niej wrażenia.

    I wtedy wkraczam do akcji ja. Z pełną michą szczenięcego papu. Konsumpcja trwa nadal.

    Do następnego razu!
  • Czerwiec, 2009
  • 23 dni

    Przedwczoraj po raz pierwszy maluchy skosztowały rozmoczoną, suchą karmę dla szczeniąt. Poruszenie było wielkie, stadko rzuciło się na nowe dla nich papu, a gdy niewielkie porcje zostały zjedzone był krzyk i wołanie o jeszcze! Wczoraj podałam im jedzenie już w miseczkach, takich niewielkich, jakie używa się dla kotów, ale pomysł był chybiony, bo psiurki mają apetyt nie na miarę kociaka ale psa, więc dzisiaj wyciągnęłam stare, żółte miseczki używane przez poprzednie pokolenia moich shar pei, nałożyłam słuszne porcje, a dzieci psie z zachwytem jadły pyszczkami, rączkami i nóżkami. Cudny widok, trudno opisać, to trzeba zobaczyć!

    Od wczoraj pieski wychodzą już ze skrzyni na rozesłane gazety. Od razu zorientowały się, że gazety nie do czytania i korzystają z nich skwapliwie. Prania szczenięcej pościeli mam już wyraźnie mniej, sprzątania za to coraz więcej, ale cieszę się że szczenięta ładnie rosną, że apetyt mają, i że Bella może już po trochu od dzieci odpoczywać. Te minione trzy tygodnie były dla niej ogromnym obciążeniem, mało snu, częste karmienie szczeniąt, sprzątanie po nich... Bella przypłaca macierzyństwo utratą na urodzie, jej sierść nie jest już tak ładna jak przed porodem, wyraźnie przerzedziła się na głowie, miejscami wypada. To zwykła kolej rzeczy u karmiącej suki, ale też stan przejściowy, za parę tygodni gdy pieski podrosną i od piersi odrosną, to i wygląd Belli powróci do swojego normalnego stanu.
    A z wydarzeń wartych odnotowania to wczorajsza wizyta Wioli i Artura, którzy przyjechali z Gdańska, aby poznać swoją Morcheebę. Psinka im się spodobała, oni spodobali się nam i naszym dorosłym psom, w sumie był to bardzo miły dzień. Wydarzeń jak na raz sporo, jestem więc chyba trochę usprawiedliwiona, że w ostatnich dniach brakowało mi czasu na notatkę o szczeniętach.
  • Grudzień, 2007
  • Pora karmienia


    Lubię patrzeć gdy moje psy jedzą... Grupka zgodnie nachylonych nad miskami shar pei to miły widok. Na zdjęciu jedzą od lewej: Bella, Ronda, Tequilla. Brak w grupie Miśka. Ano Misiek nie nadaje się do jedzenia w towarzystwie, jego zazdrość o pożywienie znacznie wykracza poza ramy przyjętych obyczajów. Misiek je oddzielnie. Sam. Psy mają dwie pory karmienia: pierwsza to rano, a druga późnym popołudniem. Rano posiłek dostaje Bella, czasami do kuchni przychodzą wtedy Tequilla i Ronda, co dla mnie jest znakiem, że też są głodne więc napełniam trzy michy, każdą połową dziennej porcji. Misiek w czasie karmienia suk do kuchni nie wchodzi, mimo że drzwi są otwarte. On WIE, że usłyszałby ostre WYJDŹ, więc nawet nie rusza się z kanapy. To nie czas na jego jedzonko.

    Punktualnie o godzinie 17 wszystkie psy robią ruch i domagają się papu. Misiek zbiega szybko schodami na dół, gdzie dostaje swoją porcję. W tym czasie suki pozostają na górze w oczekiwaniu aż wrócę z karmą dla nich. Jest to też pora gdy Piotr kończy przymusowo swoją popołudniową drzemkę. Wtedy gdy ja jestem jeszcze na dole, dziewczyny wpadają w radosny amok i budzą pana. Najpierw buźka czyli przejechanie Piotrowi oblizorem przez twarz, gdy to nie pomoże to skok na leżącego, zeskok i ponownie skok. Moja brzydsza połowa burcząc wstaje, sunie przenoszą się do kuchni, ja w tym czasie napełniam miski a sześć bardzo głodnych psich oczu śledzi każdy mój ruch w oczekiwaniu na swoją porcję. Panuje absolutna cisza, spokój i napięcie. A za chwilę jedzą już jak na wyścigach.

    Kto ma psa-niejadka, niech kupi sobie drugiego. Nic tak nie pobudza apetytu jak zazdrość o pożywienie :-P

Strona 1 z 1, łącznie 3 wpisów