Wpisy otagowane jako hodowla mea-li

  • Sierpień, 2011
  • Szczenięta shar pei w hodowli Mea-Li

    Uwaga: piękne szczenięta w hodowli Mea-Li.
    Odchowane z miłością oraz pełną kompetencją doświadczonego hodowcy.
    Rodzice szczeniąt to importowane psy z najlepszych linii: Mł.Ch.Pl. Burzhuy Furor Koenic i Ch.Pl. Bellshou Ruslana. Znawcy rasy wiedzą jak bardzo wartościowe i wyjątkowe jest potomstwo po tej świetnej parze.
    Więcej informacji na stronie hodowli, a dla tych "co chcą już" podaję kontakt telefoniczny: 500 066 355.

    Jeszcze można zarezerwować pieska, ewentualnie suczkę. Polecam, bo maluszki piękne eksterierowo, po znakomitych i utytułowanych rodzicach.
    Hodowla Mea-Li jest od lat znana i uznana. To tam w warunkach domowo-rodzinnych rodzą się przyszłe lwy ringów, przyszłe championy.
  • Luty, 2008
  • Shar-Pei z hodowli Mea-Li

    Dzieci Miśka i Megi
    Trzy fotki szczeniąt shar-pei z hodowli Mea-Li, które niedawno zamieściłam to trochę mało, poczułam jakiś niedosyt, a że w nocy wiatr trząsł domem, tak że spać nie mogłam, więc znalazłam sobie miłe zajęcie i rozszerzyłam galerię szczeniorków Ewy o wszystkie fotki jakie mi nadesłała.

    Przeżywałam jej szczenięta prawie tak samo jak te, które urodziły się w moim domu, śledziłam ich rozwój nie mogąc się doczekać na kolejne zdjęcia.

    Popatrzcie proszę jak to małe mysie rosły i jak piękniały.

    Rodzice szczeniąt to RUSLANA Bellshow (Megi) w posiadaniu Ewy Olech z Warszawy, oraz mój Misiek czyli MIŠO Magic Sonet.
  • Styczeń, 2008
  • Szczenięta shar-pei po Miśku i Megi

    Małe szczenięta shar-pei, znajdujące się jeszcze w hodowli Mea-Li zapowiadają się świetnie. Ewa podeslała mi dzisiaj ich fotki a ja oczywiście jak ten murzyn z tam-tamem oznajmiam wszystkim, jakie piękne. Chwalić dzieci Maggie i mojego Miśka chyba nie muszę, każdy widzi jakie są. Chętnie pochwaliłabym się szczeniętami z mojej hodowli ale na to przyjdzie jeszcze trochę poczekać i jeśli wszystko pójdzie z moimi przewidywaniami, to małe Bonomielki urodzą się w kwietniu. Oczekiwanie na to wielkie wydarzenie dłuży mi się nieznośnie. Wszystko przygotowałam: urlop przesunięty na jesień lub zimę, czyli na czas odlegly i niesprecyzowany. Zmusiłam Piotra do zbudowania nowej skrzyni dla szczeniąt, suki zostały przebadane, odrobaczone a ich krew zaanalizowana przez weterynarza. Wszystkie untensylia i akcesoria potrzebne do odchowu psich dzieci pod ręką, jakby miały urodzić się tej nocy! Tymczasem nie dzieje się nic.. Codziennie ktoś dzwoni i pyta czy Tequilla i Bella mają cieczki. Chmurnie odpowiadam , że nie i przypominam sobie ten czas gdy byłam w ciąży, a moja teściowa gdy tylko zauważyła, że mnie przyrasta, codziennie telefonowała po to aby z rozczarowaniem stwierdzić, że jeszcze nie urodziłam. Staram się jej nie naśladować, uzbrajam się w cierpliwość ale nie na wiele się to zdaje, oczekiwanie na kolejne wydarzenie hodowlane jest stanem permanentnym, pozostaje mi tylko oswojenie się z tą sytuacją. Obawiam się tylko, iż czekając na zbyt wiele wydarzeń, które mają nastąpić po sobie i nie doczekując się na żadne z nich, tak przyzwyczaję się do czekania, że zapomnę na co czekam...

Strona 1 z 1, łącznie 3 wpisów