Wpisy otagowane jako goście w domu

  • Luty, 2011
  • Albert E. ma odwiedziny



    Albert E. ma się komfortowo - odwiedziny co drugi tydzień, pieszczoty, zabawki, czułe spojrzenia, achy i ochy. Popatrzcie, proszę jak wygląda maluch w dobrych rękach pełnych zachwytu Jego Ludzi. Dobre Ręce wygłaskały, wytuliły i obdarowały prezentami takimi, aż się nie tylko Albercikowi ale też Aferce śmiały do nich oczy: kula-kot i czarny szczurek. Kot dla chłopczyka, szczur dla dziewczynki i oba szczeniaki bardzo happy. Gwoli sprawiedliwości wypada w tym miejscu nadmienić, że zabawki ze szwedzkiego sklepu, tak kochane przez shar peie, odkryli i przetestowali wraz z Morcheebą Artur i Wiola. Należy im się za to dyplom uznania! Trzeba będzie o tym pomyśleć.

    z Bellą, Aferką i Albertem
    Prawdziwy, pluszowy szczur!!
    siłujemy i podgryzamy się!
    Albert! Ja mam łaskotki!!!
    Wszystkie zabawki są moje!
  • Styczeń, 2011
  • Wielki dzień Alberta E.

    Albert E. i jego zwierzątka

    Albert miał dzisiaj swój wielki dzień: pierwsze odwiedziny Ludzi, z którymi za parę tygodni będzie stanowił domowe stadko. Przyznam się nieskromnie, że synek Belli bardzo się spodobał, a i Bella w pełni zaakceptowała przyszłą rodzinę swojego jedynaka pozwalając im bez najmniejszego mru-mru wziąć go na ręce, tulić oraz głaskać. Przysłuchiwała się uważnie komplementom jakich to Albercikowi nie szczędzono, a w nagrodę za czułości okazywane jej synkowi, zademonstrowała naszym gościom jak to karmi go piersią i jak wylizuje mu brzuszek. Później sama też dopominała się o pieszczoty, czego rzecz jasna jej nie odmówiono. A mały, ponad kilogramowy już Albercik, dzisiaj, w 12 dniu życia, otworzył swe piękne oczka, więc doszedł mi kolejny powód do zachwytu nad naszym jedynakiem.
  • Listopad, 2010
  • Odwiedziny

    Powrót ze spaceru. Od lewej wchodzą do domu: Bella, Pampus, Torres.

    Goście - Natalia z Alanem i psami (Torres i Tevez) przywieźli nam piękną pogodę z ogromną ilością słońca, bezchmurnego nieba i powietrzem o temperaturze 18 stopni Celsjusza. Zrobiliśmy cudownie długi spacer lasem, sprawiając radość nie tylko nam, ale i Belli, Torresowi i Pampusowi. Reszta stadka pod opieką Naczelnego pozostała w domu, zagnieździła się w naszym wielkim łóżku i oglądała telewizję.
    Tevez bez swojej Pańci czuł się u nas całkiem swobodnie, być może przypomniało mu się najwcześniejsze dzieciństwo, a może imponowało mu stadko. Faktem jest, że był grzeczny i nie płakał gdy został w domu pod opieką Piotra, psów i telewizora.
    Psy były przyjaźnie do siebie nastawione, spotkanie minęło bez ekscesów, chociaż zaraz po przywitaniu Monia - ku naszemu zaskoczeniu - powarkiwała na Torresa w stylu : "znam cię, ale tu jestem u siebie, tu rządzę ja, więc uważaj!" Mądry i przezorny Torres według zaleceń ignorował Monię, a uwagę skupił na Belli i wyraźnie ją adorował.
    A mały Tevez jest słodki, okrąglutki i wygląda prawie kuliście... Toczy się z wdziękiem swoich 17 kilogramów i wszędzie go pełno. Miło było patrzeć jak szalał z psami w ogrodzie, a one razem z nim.

  • Październik, 2010
  • Zasada kompensacji

    Wiola z psami "nos w nos, oko w oko"
    rodzinnie - Morcheeba i Misiek
    dwie zadumane: ja i Mo
    Poprzedni wpis wprowadził czytelników w temat gdzie, u kogo i z kim zamieszkała Pocoyo. Zanim opuściła nasz dom aby przeprowadzić się w góry nad morze, jak obrazowo ujmuje to Artur, zaznajomiła się ze Wspomnianym, z Wiolą, i z Mo, którzy rodzinnie przyjechali po swe kolejne psie dziecię. Pogoda dopisała, więc i spacer kępińskim lasem zrobiliśmy niemały, czego dowodem i pamiątką załączone fotki. Pięknie było. Yeah!

    Życie jednak nie znosi próżni, jeśli coś było pięknie udane, coś innego musi być be i nie ma od tego odstępstw. Taka dziwaczna i złośliwa zasada kompensacji, którą niestety obserwuję od lat. Dopadła nas, a ściślej ujmując mnie i Cheri alergia w najobrzydliwszej formie, jaką można by sobie wyobrazić. Zaczęło się u mnie bolącym gardłem i kapiącym jak zepsuty kran nosem, potem ciurkiem popłynęły łzy z oczu Cheri, a po paru godzinach jej umęczone ślepka zapuchły i przestały patrzeć w ogóle. Dicortineff w kroplach do oczu okazał się dla Cheri skutecznym lekiem, zapuchnięcie przeszło jak ręką odjął, ja poratowałam się prochami i po alergii tylko złe wspomnienie. A przyczyna? Nowy, polecany, cudownie pachnący płyn do płukania prania... i podobno zupełnie nieszkodliwy. Dałam się zwieść reklamie... Eeeee, fuj..... Obejdziemy się bez takich wynalazków!

    Na koniec elektryzująca wiadomość dla tych co czekają na szczenięta i dla tych co to nam dzielnie przy ich odchowywaniu kibicują. Bella (XABEA Bonomiella) ma cieczkę, a to znaczy, że z początkiem stycznia (jak dobrze pójdzie) pojawią się u nas kolejne maluchy. O YES!!!!!! Dobra wiadomość, nieprawdaż? Mon Cheri też ma cieczkę, ale to nic nie oznacza, no może tylko tyle, że za parę dni Misiek i Pampus będą z obłędem w oczach szaleć i chcieć, chcieć i szaleć.
  • Sierpień, 2010
  • Odwiedziny



    Dama z pieskami
    Czułościom nie było końca
    Szczenięta miały dzisiaj odwiedziny i muszę przyznać, że zamieszanie wokół nich i zainteresowanie jakie wzbudziły swoimi małymi osóbkami, spodobało im się. Co prawda Tevez gośćmi z lekka się przestraszył i na widok Natalii wrzasnął strasznym głosem, ale już po chwili był z nią za pan brat, uszczęśliwiony pozwalał się nosić na rękach i chrumkał swojej przyszłej Pańci w ucho słodko, tak jak to tylko mały shar pei potrafi. To był bardzo miły dzień. Achom, ochom i zachwytom nad maluchami prawie końca nie było, a mi serce rosło z dumy i radości.

    Każdy dzień ze szczeniętami przynosi jakieś zmiany. Wieczorem psie dzieci po raz pierwszy zakosztowały swojej karmy w formie niemoczonej czyli zupełnie suchej. Smakowało im bardzo. Ząbki u piesków już na tyle silne, że dają sobie radę z rozgryzaniem granulek. Poza umiejętnością robienia użytku ze szczęk i zębów, szczenięta opanowały dzisiaj pokonywanie schodków prowadzących do ogrodu. Stopnie co prawda tylko dwa ale biorąc pod uwagę ich wysokość, to osiągnięcie malców jest godne uznania.

Strona 1 z 2, łącznie 10 wpisów